Premier Starmer dla BBC: "Nie zamierzam odchodzić ze stanowiska"
"Nie mam zamiaru odchodzić" - stwierdził premier, dodając, że nie chce, by kraj "pogrążył się w chaosie wyborów nowego lidera".
W Zjednoczonym Królestwie od kilku miesięcy trwa kryzys rządowy. Keir Starmer mierzy się z buntem we własnej partii, zaniepokojonej słabymi wynikami sondażowymi i rezultatami wyborów lokalnych w Anglii oraz wyborów do parlamentów w Szkocji i Walii.
Przedwczoraj kryzys się pogłębił, gdy do dymisji niespodziewanie podał się John Healey, minister obrony, dotąd uważany za sojusznika Starmera. Healey tłumaczył, że rząd nie chce przeznaczyć wystarczającej ilości pieniędzy na modernizację armii.
Keir Starmer zadeklarował jednak wczoraj, że nie ulegnie presji. "Nie chodzi tu o osobistą próżność ani o upór, ale o głębokie poczucie obowiązku. Zostałem wybrany, by służyć temu krajowi, pomimo trudnych okoliczności. To właśnie robię" - stwierdził. Przyznał jednocześnie, że potrzebne są zmiany.
Premier odrzucił krytykę byłego już ministra obrony oraz wielu mediów - w tym dzienników "Daily Telegraph", "Independent" i "Times" - że zaniedbuje obronność, zapewniając, że jest ona dla niego "priorytetem numer jeden", a żeby znaleźć pieniądze, musiał podjąć niełatwe decyzje o obcięciu niektórych wydatków budżetowych.
Keir Starmer ocenił, że Wielka Brytania jest "postrzegana jako czołowy członek NATO", a Brytyjczycy - obok Francuzów i Niemców- są liderami koalicji pragnącej zapewnić Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa.
Wielu analityków ma wątpliwości, czy szef rządu jest w stanie przetrwać długo na stanowisku. "Starmer na krawędzi" - ten tytuł na pierwszej stronie lewicowego dziennika "Guardian" oddaje atmosferę medialnych komentarzy, po wczorajszej odsłonie kryzysu politycznego w Westminsterze.
O losach premiera zdecydować mogą zaplanowane na przyszły czwartek wybory uzupełniające do Izby Gmin w Makerfield. Bierze w nich udział Andy Burnham, burmistrz Manchesteru i okolic (Greater Manchester). Popularny wśród szeregowych członków Partii Pracy polityk nie ukrywa, że chce rzucić wyzwanie Keirowi Starmerowi i wszcząć formalną procedurę głosowania nad ewentualną zmianą lidera.
Droga do tego wiedzie jednak przez Makerfield, bo Burnham nie jest posłem, a zasady Partii Pracy mówią, że ugrupowaniu przewodzić może tylko członek Izby Gmin.
Według regulaminu Keir Starmer miałby prawo brać udział w ewentualnym wyścigu, choć część polityków Partii Pracy przewiduje, że jeśli Burnham dostanie się do Izby Gmin, urzędujący premier może dojść do wniosku, że nie ma szans i ostatecznie skończy się na "koronacji" Burnhama.
Premier Starmer ostrzegł wczoraj, że "każda osoba" na stanowisku premiera zmierzyłaby się dokładnie z takimi samymi problemami, co on.
W lipcu miną dwa lata, od kiedy Partia Pracy, pod wodzą Keira Starmera, wygrała wybory parlamentarne i po 14 latach wróciła do władzy.