Szwajcaria: Wynik referendum o ograniczeniu liczby ludności to ulga, ale obawy o imigrację pozostają
W niedzielnym głosowaniu 54,79 proc. Szwajcarów odrzuciło inicjatywę skrajnie prawicowej Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP), zakładającą wpisanie do konstytucji limitu liczby ludności. Po jego przekroczeniu konieczne stałoby się wypowiedzenie umowy o swobodnym przepływie osób z UE. Za inicjatywą SVP opowiedziało się 45,21 proc. głosujących.
Dziennik z Zurychu "Neue Zuercher Zeitung" (NZZ) ocenił, że wynik jest powodem do zadowolenia. "Znów się udało" - ocenił. Jednak - jak ostrzegła "NZZ" - polityka nie powinna wracać do porządku dziennego.
Według gazety te 45 proc. głosów na "tak" w referendum świadczy o "godnej troski przepaści między elitą a częścią wyborców, by nie powiedzieć: o porażce elit".
Jak podkreśliła "NZZ" istotna część zwolenników inicjatywy chciała dać sygnał, że ich obawy są lekceważone. "Stracili zaufanie, że polityka poważnie zajmie się tymi wątpliwościami" - wskazano. Dlatego też - w opinii gazety - trzeba odzyskać zaufanie obywateli, a gospodarka i polityka muszą osiągnąć więcej niż tylko ostrzeganie przed chaosem i utratą dobrobytu.
W innym komentarzu "NZZ" oceniła, że odrzucenie inicjatywy o limicie mieszkańców Szwajcarii to tylko "etapowe zwycięstwo". Wynik powinien dać do myślenia zwolennikom nowego pakietu umów z UE, nad którym Szwajcarzy będą głosować w przyszłości.
Gazeta wezwała rząd do zaostrzenia polityki azylowej i śmielszego sięgania po klauzulę ochronną w umowie o swobodnym przepływie osób, która pozwala tymczasowo ograniczać imigrację z UE. Chodzi - według dziennika - o pokazanie sceptycznej części elektoratu, że ich obawy o imigrację są traktowane poważnie.
Z kolei dziennik "Tages-Anzeiger" zapytał, czy po odrzuceniu inicjatywy w ogóle coś się zmieni. Gazeta wskazała, że kampania przed referendum ujawniła realne problemy, takie jak drożejące mieszkania, przeciążona infrastruktura, napięcia wokół imigracji, jednak żadna ze stron nie przedstawiła przekonujących rozwiązań.