Menu

Climber Janusz Gołąb: I'm interested in the style of climbing, not commerce

Climber Janusz Gołąb: I'm interested in the style of climbing, not commerce
Polski himalaista i marzenie wielu alpinistów: Gaszerbrum. (Fot. Wikimedia)
Janusz Gołąb, the first ever winter conqueror of Gaszerbrum I (8068 m), does not follow with great attention the actions of international teams on K2 (8 611 m) in Karakoram. 'I am interested in the style of climbing, not commercial expeditions' - admitted the sports manager of the Polish expedition to this summit in the winter of 2018/19.
Advertisement
Advertisement
News available in Polish

Kilkanaście dni temu pod K2, ostatnim niezdobytym zimą ośmiotysięcznikiem, zameldowały się cztery międzynarodowe wyprawy komercyjne. Padły jasne deklaracje, że próby ataku zostaną przeprowadzone z użyciem tlenu z butli. Pan wspina się bez tlenu i ma w dokonaniach wiele znakomitych wejść, m.in. pierwsze zimowe wejście wraz z Adamem Bieleckim na Gaszerbrum I w Karakorum w 2012 r. Czy to, co się dzieje pod K2 wzbudza pańskie emocje?

Janusz Gołąb: - Nie. Komercja to nie jest mój świat gór. Życzę oczywiście wszystkim powodzenia i bezpiecznego powrotu, ale nie śledzę losów tych wpraw z wypiekami na twarzy. Wejście z tlenem i bez to dwie zupełnie inne kategorie działalności w górach wysokich.

Jak postrzega pan organizowanie komercyjnych wypraw zimą na najtrudniejszy technicznie ośmiotysięcznik?

- Takie mamy czasy... K2 zimą to olbrzymia pokusa i dla doświadczonych alpinistów, i dla klientów oraz także pokusa medialna, reklamowa, w końcu finansowa. Agencja organizująca największą wyprawę nieźle na tym zarobi. Zgadzam się z tym, co powiedział włoski himalaista Simone Moro, który spodziewa się, że część osób nie wytrzyma w tych ciężkich warunkach i zrezygnuje, więc koszty spadną i będzie to świetny biznes dla organizatora.

Wyobrażał pan sobie dekadę temu komercyjną wyprawę zimową na K2?

- Nie ukrywam, że jestem zaskoczony, jak szybko komercja wkroczyła w Karakorum. Jeszcze kilka lat temu nie było jej tam nawet latem, w przeciwieństwie do Himalajów, gdzie takie ekspedycje, szczególnie na Evereście, działają od połowy lat 90. XX wieku. Pierwsza letnia skomercjalizowana ekspedycja na K2 to chyba 2013 rok.

Czy ewentualne wejście z tlenem zimą na K2 będzie dla himalaistów historycznym wyczynem?

- W naszym środowisku wejście z tlenem nie zostanie tak docenione i nagłośnione, jak to uczynią - zapewne - media na świecie, jak postrzegać to będzie opinia społeczna. Jak mówi Krzyś Wielicki: "styl zawsze można poprawiać". O tym, że sportowa droga himalaizmu to wspinaczka na ośmiotysięczniki bez tlenu przekonali świat już w 1978 r. Messner i Habeler zdobywając w tym stylu Everest.

Różnica w wejściu na ośmiotysięcznika z użyciem tlenu i bez jest... ?

- Kolosalna. Mamy w swoim środowisku specjalistów od medycyny wysokogórskiej, prowadzone były i są badania. Wiadomo, że zimą - wskutek układów barycznych - na K2 jest jeszcze niższe ciśnienie niż latem. Ciśnienie na wierzchołku mającym nieco ponad 8600 m jest prawdopodobnie takie, jakby szczyt miał 9000 m. Użycie tlenu z butli oznacza, że wysokość góry "obniża się" o około 2000 m. Czyli K2 staje się sześciotysięcznikiem. To zasadnicza różnica, choć oczywiście trudności techniczne pozostają.

Gołąb zwraca uwagę na fakt, że wiele osób coraz częściej ułatwia sobie wspinaczki tlenem. Nie potępia tego, ale zachęca do prawdomówności... (Fot. Facebook/Janusz Gołąb)

Kwestia używania tlenu to także sprawa etyki...

- Wydaje mi się, że na wyprawach komercyjnych o etyce nie mówi się zbyt wiele. Podam taki przykład - Magdalena Gorzkowska informowała w mediach społecznościowych, że weszła na Makalu bez użycia tlenu. Okazało się jednak, że korzystała z butli w zejściu na wysokości 7800 m i w obozie III. Wejście bez tlenu oznacza, że nie korzysta się z niego od wyjścia do powrotu do bazy. Na tym prostym przykładzie widać, że pani Gorzkowska nie wywodzi się z naszej "kultury", nie zna zasad, co oczywiście nie oznacza, że ją potępiam czy odbieram satysfakcję z dokonań. Wystarczy po prostu mówić prawdę, a naszym zadaniem - jako środowiska wspinaczkowego - jest pokazywanie, jakie mamy zasady i jakie są różnice.

Byłem cztery razy pod K2, zdobyłem szczyt w 2014 r. Żebrem Abruzzów na wyprawie organizowanej przez Polski Związek Alpinizmu. To był nasz, mój sukces, ale wejścia klasyczną drogą bez użycia tlenu nie traktuję jako osiągnięcia w kategoriach sportowych. Dlatego przedstawianie w mediach wejść komercyjnych, do tego z tlenem i przy pomocy Szerpów, za wielki sukces sportowy uważam za nie fair.

Czy po ewentualnym zdobyciu w tym zimowym sezonie K2 z tlenem skończy się pewna epoka w himalaizmie?

- Nie. Na pewno nie będzie to tak oceniane przez środowisko wspinaczkowe, choć być może opinia publiczna uzna to za koniec pewnej epoki. Na obecnym etapie rozwoju himalaizmu ważne jest to, jaką drogą, w jakim stylu wspina się na szczyty siedmio- i ośmiotysięczne. Jądro ciężkości autentycznej sportowej wspinaczki to nowe drogi, styl alpejski, co pokazali Jerzy Kukuczka i Wojtek Kurtyka już w latach 80. XX w. Dodałbym jeszcze wejścia na dziewicze, boczne wierzchołki 14. ośmiotysięczników, szczyty uznawane za osobne w ogromnych masywach np. Kanczendzongi.

Komu daje pan największe szanse w tym zimowym wyścigu?

- Jest pod K2 kilku świetnych alpinistów, m.in. Włoszka Tamara Lunger, mistrzyni świata w ski alpinizmie, Pakistańczyk Muhammad Ali Sadpara, zdobywca zimą Nanga Parbat. Muhammad był także w naszej, polskiej zimowej wyprawie na Gaszerbrum w 2012 r. Ufam, że zdobyłby z nami szczyt, ale w obozie trzecim odmroził sobie palce i musiał zrezygnować z ataku. Są też pod K2 Nepalczycy, bardzo mocni Nirmal Purja i Mingma Gyalje Sherpa. Największe szanse mają właśnie, moim zdaniem, Szerpowie i Pakistańczycy. Oczywiście zakładając, że będą tzw. okna pogodowe, czyli kilkudniowe okresy bez huraganowych wiatrów.

Czy jako zdobywca K2, widzi pan dodatkowe zagrożenie związane z zimową działalnością dużej grupy osób na tej samej drodze, czyli Żebrze Abruzzów?

- Widzę bardzo duże zagrożenia. Spotykałem się nie raz w wysokich górach z sytuacjami, gdy Szerpa w momencie zagrożenia zostawiał swojego klienta. Takie skrajne sytuacje mogą się zdarzyć także zimą na K2. Myślę, że klienci agencji niemający większego doświadczenia w Himalajach i Karakorum nie zdają sobie sprawy z ryzyka. Zagrożenie to także szczupłość miejsca na postawienie namiotów w pierwszym obozie oraz to, jak wygląda zimą kopuła szczytowa. I jeszcze jedna kwestia. Jako wyprawa sportowa mamy zawsze zespół wsparcia, który podąża za grupą wyznaczoną do ataku szczytowego. Wyprawy komercyjne nie działają w ten sposób.

Czym różni się wspinaczka zimą w Karakorum, na K2, od letnich ekspedycji w tym rejonie?

- Różnice są diametralne. Zima w Karakorum to lód i krucha skała, spadająca często samoistnie, a czasami poruszona przez człowieka. Brak śniegu, bo wywiewa go wiatr, podnosi trudności techniczne, szczególnie w kopule szczytowej. Powyżej obozu III, w razie braku widoczności, mogą też pojawić się problemy orientacyjne. To jest rozległy, stromy trawers. Właśnie tam zgubili się w zejściu w 1986 r. Jerzy Kukuczka i Tadeusz Piotrowski.

Po lewej: Janusz Gołąb podczas jednej ze swoich licznych wypraw, po prawej Tatry. (Fot. Facebook/Janusz Gołąb)

Jak latem wygląda pokonywanie ostatnich kilkuset metrów na K2?

- Latem w śniegu stawia się dla orientacji bambusowe tyczki, by przy załamaniu pogody ułatwić dotarcie do obozu IV po ataku szczytowym. Zimą wbijanie traserów w lód i kruchą skałę jest niemożliwe. Powiem tylko, że zimą 2012 r. na niższym znacznie Gaszerbrumie I postawiliśmy 300 tyczek-traserów. Proszę zgadnąć, ile zostało, gdy schodziliśmy? Może 20! Oczywiście ślad wspinaczki można zapisać na urządzeniu typu GPS, ale nie zawsze, w skrajnie trudnych warunkach, można te urządzenia wykorzystać. Bywa, że jest to niemożliwe.

Czyli to pogoda będzie rozdawać karty?

- Jak zawsze. Pogoda, a przede wszystkim królujący warstwowy wiatr. Przebywając zimą w bazie pod K2 słyszeliśmy huczący na górze żywioł. Żartowaliśmy wówczas, że na wierzchołku jedzie pociąg. Rejestrowano podmuchy 160-170 km/h, a w bazie było w miarę cicho i słonecznie. Druga kwestia to długość okien pogodowych, czyli okresów mniejszej siły wiatru i lepszej pogody, bez opadu śniegu.

Okna pogodowe są inne zimą niż latem?

- Tak. Latem dobrej, stabilnej pogody może być nawet kilkanaście dni, a leżący śnieg ułatwia wspinaczkę. Zimą to się nie zdarza - takie są moje doświadczenia z wypraw w tym okresie. Okna pogodowe zawężają się i zmieniają dynamicznie. Dwa tygodnie przed prognozowanym oknem mamy informacje o sześciu dniach lepszej pogody, po tygodniu są to już tylko trzy dni, a de facto zostaje półtora dnia.

Szanse na wejście w takich warunkach mają najmocniejsi i najszybsi...

- Oczywiście, pod warunkiem, że są dobrze zaaklimatyzowani i w górze wspinają się równie szybko jak niżej. W tej sytuacji największe szanse mają świetni Szerpowie. Jedynym szybszym +zawodnikiem+ w górach najwyższych jest... Andrzej Bargiel, ale nie ma go obecnie pod K2. Znając Andrzeja nie sądzę, aby taki styl działania w górach wysokich, jak to ma obecnie miejsce pod K2, interesował go.

Jest natomiast wspomniana Magdalena Gorzkowska. Był też Waldemar Kowalewski, ale został ewakuowany helikopterem z powodu kłopotów zdrowotnych. Jak ocenia pan szanse byłej lekkoatletki?

- Trudno wypowiadać mi się na ten temat, bo nigdy nie wspinałem się z tymi osobami, nawet zimą w Tatrach. Mój znajomy, trener kadry Austrii w nowej dyscyplinie olimpijskiej - boulderingu - pytał mnie ostatnio, jak to możliwe, że Magdalena Gorzkowska stwierdziła, iż jest świetnie przygotowana, bo trenowała do K2 przez miesiąc. Szczerze mówiąc nie wiem, jak można przygotować się w tak krótkim czasie...

Czytaj więcej:

Rosja: Znaleziono ciało alpinisty z Polski, który zaginął na Elbrusie

35 lat temu Polacy jako pierwsi w historii stanęli zimą na Czo Oju

    Advertisement
    Advertisement
    Rates by NBP, date 17.05.2021
    GBP 5.2602 złEUR 4.5298 złUSD 3.7288 złCHF 4.1347 zł
    Advertisement

    Sport


    Advertisement
    Advertisement