Grupa The Rolling Stones wydała nowy album!
"Foreign Tounges" to studyjny album numer 25 w brytyjskiej dyskografii grupy, wydany w trzy lata po poprzedniku, "Hackney Diamonds" (co jak na grupę nie jest złym wynikiem, bo wcześniejszy krążek, "A Bigger Bang" pochodzi z 2005 roku).
W nagraniu wzięło udział mnóstwo gości. Słychać bas Paula McCartneya, perkusję Chada Smitha z Red Hot Chilli Peppers, klawisze Steve'a Winwooda, a nawet wokal Roberta Smitha z the Cure. Produkcją znów zajął się Andrew Watt, którego specjalnością stałą się ostatnio praca z weteranami: od Boba Dylana, przez Paula McCartneya po Stonesów.
Niemal 50 tras koncertowych, ponad 200 mln sprzedanych płyt na całym świecie, majątki liczone w setkach milionów dolarów – Stonesi mają za sobą długą drogę.
W Londynie jest parę miejsc, które pozwalają prześledzić tę drogę niemal do samego początku.
Jedno z nich nazywa się... Wyspa Pasztecików z Węgorzem. Położona jest na Tamizie, w Twickenham na zachodnich przedmieściach Londynu. To tu znajdował się klub, w którym Stonesi u progu światowej sławy, grali przez niemal pół roku.
Dzisiaj znajduje się tu Eel Pie Island Museum, w którym można oglądać zdjęcia i plakaty z występów Micka i spółki, część zestawu perkusyjnego Charliego Wattsa, kopię muralu, na którego tle zespół wykonywał klasyki Chucka Berry'ego czy Muddy'ego Watersa.
Krytyk "Timesa" daje płycie komplet pięciu gwiazdek. "Stonesi brzmią dokładnie tak, jak powinni. Nowy perkusista Steve Jordan oddaje hołd niewymuszonemu stylowi Wattsa, a po drodze pojawiają się wirujące organy, country’owe zagrywki pianina, funkowy dzwonek perkusyjny (cowbell) i uderzenia sekcji dętej. Wszystko to składa się na radosny album - czystą frajdę od początku do końca" - wyrokuje.
Krytyk "Guardiana" nazywa płytę triumfem, choć nie daje się ponieść entuzjazmowi do końca. "Foreign Tongues nie dorównuje legendarnej serii albumów, która zaczęła się od Beggars Banquet z 1968 roku, ani późniejszemu sukcesowi, jakim było Some Girls. Ale biorąc pod uwagę ich wiek, to rzecz imponująca, a w połączeniu z Hackney Diamonds, spokojnie można uznać ją za najlepszy materiał Stonesów od dekad" - pisze recenzent gazety.
Recenzent "Financial Times" jest ostrożniejszy. "Niektóre piosenki błyszczą, inne wypadają blado" - ocenia. Od razu dodaje jednak, że w 2026 czegoś takiego jak nowa płyta Stonesów nie da się słuchać na chłodno. "Lepiej poczuć ducha tego momentu, zawiesić niewiarę" - przekonuje. Werdykt dziennika: trzy gwiazdki na pięć możliwych.
Taką samą ocenę daje "Językom" magazyn "Mojo". "Spod nadmiaru i hałasu, duch Stonesów przebija się tu bardzo wyraźnie" -czytamy w recenzji.