Kremlin uses Boris Johnson's conversation with pranksters and blames him for failure of negotiations

Znani rosyjscy pranksterzy – Władimir Kuzniecow i Aleksiej Stoliarow – podszywając się pod francuskiego polityka Jacquesa Attaliego, nagrali rozmowę z Borisem Johnsonem. Reklamując nagranie napisali na Telegramie, że Johnson zmusił Kijów do walki do ostatniego Ukraińca, zakłócając negocjacje pokojowe i uważa, że "Zełenski pogodziłby się z utratą Donbasu i Krymu w 2022 roku, gdyby nie Wielka Brytania".
W rzeczywistości takie słowa nie padły. Mimo to zostały powtórzone przez rosyjskie media i związanych z Kremlem propagandystów, którzy już wcześniej wielokrotnie przypisywali Johnsonowi winę za fiasko rozmów z Kijowem, powołując się na zmanipulowane wypowiedzi innych znanych osób.
Tymczasem były brytyjski premier na pytanie o sposób rozwiązania konfliktu Rosji z Ukrainą odpowiedział w rozmowie nagranej przez pranksterów, że "choć to Ukraińcy muszą zdecydować, czego chcą, to gdyby znów był luty 2022 r., Zełenski zaakceptowałby utratę Donbasu i Krymu, ale pod warunkiem, że otrzymałby gwarancje bezpieczeństwa od NATO".
Former UK Prime Minister Boris Johnson was tricked by Russian pranksters into admitting he would like to lead a "foreign legion" in Ukraine.
— Clash Report (@clashreport) September 5, 2024
Johnson expressed his desire to lead a military force in Ukraine:
"I'm as passionate a supporter of Ukraine as you could imagine and I… pic.twitter.com/nQRARnP2td
"Czy mógłby (Zełenski – przyp. red.) to zrobić także dziś? Wątpię" – dodał Johnson, a w innym momencie rozmowy wyjaśnił, że "warunkiem koniecznym (do rozpoczęcia negocjacji – przyp. red.) jest klęska Rosji. Ukraińcy muszą poczuć się w jakiś sposób zwycięzcami. To jedyna droga, aby ich skłonić do negocjacji".
Wbrew sugestiom pranksterów, były brytyjski premier nie powiedział niczego, co usprawiedliwiałoby nagłaśnianą przez rosyjską propagandę tezę, jakoby Johnson torpedował negocjacje pokojowe z Rosją. Na sugestię rozmówcy, o jego wielkiej roli w tym, że zamiast rozmów z Putinem, Ukraińcy zdecydowali się kontynuować walkę, brytyjski polityk odpowiedział jedynie, że "stanowisko jego rządu było wówczas dość uproszczone, demokratyczne i naiwne, ale miało za to dużą siłę".
Dodał, że "czuje się dumny z tego, że Wielka Brytania pomogła Ukrainie w tak ważnym momencie i nadal to robi". Zaznaczył, że "oni walczą za nas i za wolność na całym świecie. Jestem bardzo dumny, że obecnie wspieramy ich jeszcze bardziej". Pod koniec rozmowy ocenił także, że nie było szans na to, żeby negocjacje w Stambule doprowadziły do trwałego pokoju, co wielokrotnie potwierdzały ukraińskie władze.
Ton kampanii dezinformacyjnej o rzekomej negatywnej roli Johnsona i Zachodu w rozmowach pokojowych Ukrainy z Rosją z wiosny 2022 roku nadał sam Władimir Putin. "Dlaczego Johnson przyjechał do Kijowa i zalecał wyrzucenie traktatu do kosza, zalecał doprowadzenie do porażki Rosji na polu bitwy?" – zapytał uczestników konferencji w ramach Petersburskiego Forum Ekonomicznego w czerwcu br.

Rosyjscy propagandyści wielokrotnie nagłaśniali rosyjską narrację o fiasku rozmów pokojowych z winy Ukrainy i jej zachodnich sojuszników. Odwoływali się przy tym m.in. do zmanipulowanej treści artykułu z dziennika "New York Times", czy do wyrwanych z kontekstu słów Dawida Arachamii, przewodniczącego ukraińskiej delegacji podczas rozmów między Ukrainą a Rosją w Stambule w marcu 2022 roku, z wywiadu telewizyjnego udzielonego ukraińskiej dziennikarce Natalii Mosiejczuk.
Za pretekst posłużył im fragment rozmowy, w którym Arachamia powiedział, że po powrocie ukraińskiej delegacji ze Stambułu "Boris Johnson przyjechał do Kijowa i oznajmił, że w ogóle nie podpiszemy z nimi niczego – i po prostu walczmy". Jednak z całego wywiadu wynika, że to Ukraińcy nie mogli i nie chcieli przystać na przedstawione przez Rosję warunki.
Arachamia podkreślił w tej rozmowie, że zachodni sojusznicy służyli Ukraińcom radą, ale nie naciskali na podjęcie takich czy innych decyzji. Zaprzeczył też, jakoby ukraińska delegacja była gotowa do podpisania dokumentu, a Boris Johnson ich powstrzymał.
Arachamia przyznał, iż rosyjska delegacja nalegała na podpisanie dokumentu gwarantującego neutralny status Ukrainy, rezygnację z zamiaru przystąpienia do NATO i zgodę na szereg innych żądań, w tym faktyczną utratę suwerenności, a takich warunków Kijów przyjąć nie mógł.
Czytaj więcej:
Pies Borisa Johnsona zabił łabędzia Elżbiety II