UK Prime Minister: 'Brexit has done more harm than good'. Returning to the EU is one of the options
Pytany dzisiaj w BBC o to, jakie możliwości są obecnie na stole, Burnham odpowiedział: "Możemy też pójść na całość". "To jasne, że istnieje kilka możliwości, które trzeba rozważyć. Musimy sprawdzić, co jest wykonalne oraz jakie byłyby zalety i wady każdego z tych rozwiązań" – zaznaczył.
Wśród innych scenariuszy premier wymienił pozostanie przy obecnym układzie, wejście do unii celnej lub jednolitego rynku. "Nie można pozwolić, by to pytanie wciąż wisiało w powietrzu. Mówię: ustalmy jasno kierunek kraju na następną dekadę i proszę ludzi, by się do mnie przyłączyli "– dodał Burnham.
Dzień wcześniej, podczas konferencji Partii Pracy w Liverpoolu, premier zapowiedział zmianę relacji Zjednoczonego Królestwa z Unią Europejską. Zadeklarował, że jeszcze w tym roku przedstawi krajowi kilka propozycji, a następnie spróbuje zbudować konsensus wokół jednego z rozwiązań.
"Nie wytyczymy krajowi jasnej drogi na kolejne dekady, dopóki nie zdecydujemy, jak mają wyglądać nasze długoterminowe relacje z naszym największym rynkiem zbytu" – oznajmił Burnham. "Nie mogę wam powiedzieć, że nasza obecna pozycja jest wystarczająco dobra. Brexit przyniósł więcej szkód niż korzyści" – dodał, wywołując aplauz zebranych działaczy Partii Pracy.
Burnham przypomniał, że jeszcze w tym roku ma odbyć się szczyt Wielka Brytania–UE, którego celem jest zacieśnienie relacji.
"Wykorzystam okres wokół szczytu, by przedstawić krajowi różne możliwości, jakie, według mnie, stoją przed W. Brytanią, jeśli chodzi o długoterminowe relacje z europejskimi partnerami. Spróbuję poszukać konsensusu wokół jednego z tych rozwiązań, co da nam jasność co do przyszłości naszego kontynentu" – zadeklarował.
"Andy Burnham otwiera drzwi dla bliższych relacji z UE" – skomentował portal dziennika "Times".
Stanowisko Burnhama oznacza zmianę tonu w porównaniu z jego poprzednikiem Keirem Starmerem, który unikał podobnych deklaracji. Jego otoczenie obawiało się oskarżeń o lekceważenie woli obywateli, którzy zagłosowali za Brexitem w referendum w 2016 roku. W Partii Pracy pojawiały się też obawy, że zbyt daleko idące deklaracje mogą wywołać sprzeciw części klasy pracującej, szczególnie na północy Anglii, która poparła wyjście z Unii.
Po dojściu do władzy Burnham podtrzymywał deklarację poprzednika, że Londyn nie przekroczy czerwonych linii wyznaczonych jeszcze podczas negocjacji dotyczących kształtu Brexitu. Chodziło przede wszystkim o brak powrotu do unii celnej oraz o to, że Wielka Brytania nie stanie się ponownie częścią jednolitego rynku.
Obecne deklaracje premiera spotkały się z krytyką opozycji. Wiceszef Partii Konserwatywnej Alex Burghart oskarżył Burnhama o "próbę ponownego otwarcia starych ran" z czasów gorących dyskusji o Brexicie. Zastępca przywódcy Reform UK Richard Tice zarzucił premierowi, że "próbuje tylnymi drzwiami" wciągnąć kraj do UE.
Według "Financial Times" europejscy dyplomaci spodziewają się, że planowany na ten rok szczyt Wielka Brytania–UE odbędzie się 20 listopada w Brukseli.
Podczas wtorkowego wystąpienia Burnham mówił także o polityce zagranicznej. Podkreślił, że będzie wspierał Ukrainę i rozwiązanie dwupaństwowe na Bliskim Wschodzie oraz stawi czoła zagrożeniom m.in. ze strony Rosji i Iranu.
W pewnym momencie premier na dłużej przerwał przemówienie ze wzruszenia, gdy wspominał swojego ojca, który zmarł 14 września.
"Wykorzystam tę pracę, by walczyć o kraj, jakiego chciał mój tata. Dam z siebie wszystko, by pozostał zjednoczony. Nie będę ostatnim premierem, a pierwszym, który fundamentalnie zmienił kraj" – podkreślił Burnham. Nawiązał w ten sposób do słów szefa rządu Szkocji Johna Swinneya, przewidującego, że Burnham będzie "ostatnim premierem Zjednoczonego Królestwa", bo Szkocja, Walia i Irlandia Północna je opuszczą.