UK government condemns anti-migrant protests in Portsmouth
Demonstrujący zablokowali drogę autobusom, które przewoziły migrantów do centrum w hrabstwie Kent, gdzie urzędnicy ustalić mają ich podstawowe dane, potrzebne potem do ustalenia ich statusu migracyjnego: np. określenia, czy ich ewentualne wnioski o azyl mają podstawy, czy też powinni zostać deportowani.
"Wstydźcie się" - skandowali protestujący. Jeden z liderów protestu, Daniel Thomas, blisko powiązany ze skrajnie prawicowym działaczem Tommym Robinsonem, powiedział zebranym: "Czas powiedzieć dość".
"Prawo do pokojowego protestu ma fundamentalne znaczenie dla naszej demokracji, ale nigdy nie może przekraczać granicy i przeradzać się w niepokoje" - przekazał rzecznik brytyjskiego MSW.
Wiceminister finansów Emma Reynolds podkreśliła w Sky News, że choć popiera prawo do demonstracji, to wydarzenia w Portsmouth poszły za daleko. "To było chuligaństwo i zastraszanie" - oceniła.
Według brytyjskich mediów do Anglii przeprawiło się około 140 migrantów.
Łodzie z migrantami nie przybijają do brzegu zwykle tak daleko na zachodzie, głównym szlakiem pozostaje przeprawa w okolicach Dover. To tam doszło w sobotę do podobnych protestów, utrudniających funkcjonowanie promów między Zjednoczonym Królestwem i Francją.
Donna Jones, konserwatywna komisarz ds. policji i przestępczości w hrabstwie Hampshire ostrzegła w BBC, że w okolicy nie ma odpowiedniej infrastruktury, by poradzić sobie z ewentualnym zwiększeniem napływu migrantów do okolicy. "Bardzo obawiam się, że Portsmouth mogłoby się stać dla przemytników ludzi preferowanym celem" - stwierdziła Jones w radiu BBC4.
Według oficjalnych danych liczba migrantów przeprawiających się przez kanał zmniejsza się. W tym roku jest jak na razie o 43 proc. niższa niż w analogicznym okresie zeszłego roku.
Brytyjskie MSW podkreśla, że to efekt m.in. współpracy ze służbami francuskimi oraz działań skierowanych przeciwko gangom przemytników ludzi.