Menu

Qwerty, czyli niezwykły nastolatek inny niż Harry Potter

Qwerty, czyli niezwykły nastolatek inny niż Harry Potter
Qwerty Seymore - rys. Grzegorz Nita
Rozmowa z Moniką Szostek, autorką książek "Qwerty - historia" i "Qwerty - zagubiony w czasie".

Monika Szostek przyjechała do Wielkiej Brytanii z zamiarem nauczenia się języka angielskiego. Jej celem był roczny kurs językowy w college’u, ale postanowiła pójść na studia, zaczęła pracować i... została. Obecnie pracuje jako tłumacz języka angielskiego. 

Nowa rzeczywistość zainspirowała ją do napisania książki o nastolatku, mającym wyjątkowe zdolności. Bohater jest jednak Anglikiem, nie Polakiem, i nie ma magicznej różdżki jak Harry Potter, ale praktykuje... telekinezę i teleportację.

Dlaczego osadziła Pani akcję w Wielkiej Brytanii - czy wynika to z faktu, że mieszka tu Pani od dłuższego czasu? 

Monika Szostek: - Pierwsza wersja książki powstała niedługo po moim przyjeździe do Wielkiej Brytanii, mniej więcej 12 lat temu. Poznałam całkiem nowy świat i Anglia zafascynowała mnie. Zauważyłam tu sporo kontrastów. Anglicy wydali mi się liberalni i konserwatywni jednocześnie; kultywuje się tu angielską tradycję i historię, a sztandarowym daniem jest indyjskie curry. Zwiedziłam też sporo miejsc, w tym Londyn – nowoczesną stolicę z klimatycznymi, czasem (podobno) nawiedzonymi budowlami… W ten sposób zrodził się pomysł na historię – osadzoną w leniwej, pozornie zwykłej rzeczywistości angielskiego przedmieścia klasy średniej, z nieco mistycznym elementem, kontrastującym z powyższym. W książce nikt nie jest tak naprawdę tym, za kogo się podaje, co zresztą uwydatnia się w dalszych częściach opowieści.

Jak doszło do tego, że postanowiła Pani napisać tę książkę? Co było inspiracją?

- Inspiracją dla niej była nowa rzeczywistość, w której nie do końca potrafiłam się wtedy odnaleźć – było to trochę tak, jakby ktoś teleportował mnie do innego świata. Na pozór wszystko wyglądało podobnie jak w domu i dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że mentalność ludzi i tutejsze realia różnią się diametralnie od tych polskich. Odkrywałam to powoli, metodą prób i błędów. Przyznaję, że początkowe odczucia Qwerty’ego, po przeprowadzce do Poole, mają sporo wspólnego z tym, jak czułam się ja sama. Ale podobnie jak Qwerty odnajduje się w swoim nowym miejscu, tak i ja odnalazłam się w Anglii.

Czy opisane przez Panią miejscowości są prawdziwe? Zna je Pani?

- Każda opisana miejscowość istnieje w rzeczywistości, łącznie z ulicami, na których mieszkają główni bohaterowie (Pilsdon Drive znajduje się na przedmieściach Poole). Upton Country Park, Poole, Corfe Castle – wszystkie te miejsca można odnaleźć na mapie i znam je z własnych doświadczeń. Jak wspominałam, po przyjeździe do Anglii starałam się zwiedzić jak najwięcej i np. Corfe Castle, z ruinami zamku, bardzo mi się spodobało. Dlatego też tam główny bohater książki spędził najwcześniejsze lata swojego dzieciństwa. Moim celowym działaniem było osadzenie historii w jak najbardziej realnym świecie, gdzie istnieje grupa ludzi z nietypowymi zdolnościami, którzy próbują w taki czy inny sposób wpasować się w otoczenie. Nigdy nie wiadomo, kogo tak naprawdę mijamy na ulicy.

Dlaczego wybrała Pani właśnie takie imię głównego bohatera? Dlaczego nie jest to np. Adaś czy Mariusz z Polski?

- Pomysł zrodził się właściwie przypadkiem. Pewnego dnia, siedząc przed monitorem, zerknęłam na klawiaturę – i układ liter przykuł moją uwagę. Qwerty to mogłoby być imię, pomyślałam wtedy, całkiem nietypowe i niemal śmieszne… Żaden Anglik nie potrafił wtedy wymówić mojego nazwiska i stąd pomysł wydał mi się całkiem na miejscu.

Qwerty Seymore pojawił się więc nagle – ot, zwykły z pozoru 12-latek, pochodzący ze starej, angielskiej rodziny. To jednak nie sprawiło, że środowisko, do którego trafił po śmierci swojego wuja go zaakceptowało. Pochodzenie chłopca nie wydawało się mieć znaczenia i chyba o to chodzi – mimo pozornej przynależności, Qwerty jest „tym nowym” i musi udowodnić kim tak naprawdę jest i ile jest wart. Myślę, że wiele osób może się z tym utożsamiać. Z perspektywy przybysza z zewnątrz (a nam zawsze trudniej, mimo wszystko), łatwo czasem zapomnieć, że nawet rodowitym mieszkańcom danego kraju nie zawsze jest łatwo wpasować się w nowe miejsce, nawet wtedy, gdy zmieniają jedynie miasto pobytu. Jeśli im jest ciężko, nic dziwnego, że i cudzoziemcy czasami napotykają na swojej drodze trudności – czy są to dorośli, czy dzieci.

Do jakiego odbiorcy chciałaby Pani dotrzeć?

- Książka jest ponadpokoleniowa – czytały ją dzieci, dorośli i starsi – w tym nawet mój teść… Nie mam właściwie określonego obrazu odbiorcy, do którego chciałabym odnieść historię Qwerty’ego. Czytać mogą ją wszyscy ci, których ona zainteresuje i którzy będą dobrze się przy tym bawić. O to przecież chodzi – książki mają dostarczać rozrywki, „wciągać”, no i czasami zmuszać też do myślenia.

Czy docelowo chce Pani, by książka była tłumaczona na język angielski?

- Taki jest plan. Pierwsza powieść powstała mniej więcej 12 lat temu, w języku polskim. Wtedy jeszcze mój angielski był słabszy i pisałam jedynie w języku ojczystym. Pozostałe cztery książki, jako kontynuacja, napisałam również po polsku. Teraz mam zamiar przetłumaczyć je na język Wyspiarzy, co właściwie oznacza, że będę mogła napisać je na nowo. Nie mogę się doczekać.

Co chciałaby Pani przekazać za pomocą tej historii? Do czego zainspirować?

- Moim celem było napisanie książki, która zaciekawi, wciągnie, sprawi, że nie będzie można się od niej oderwać. Chciałabym zobaczyć czytelników w dowolnym wieku, którzy czytają ją zacięcie, siedząc w autobusie czy metrze i prawie przegapiają swój przystanek… Chciałabym, żeby czytanie znów stało się modne, popularne i szeroko praktykowane – według statystyk około 60% Polaków nie czyta niemal wcale… a to przecież przygoda. Poza tym uważam, że zagadnienia poruszane w powieści – telekineza, teleportacja, telepatia – to fascynujące sprawy. Wystarczy sobie wyobrazić, jaką frajdą byłoby przenoszenie przedmiotów z miejsca na miejsce bez ruszania się z kanapy. Albo rozmowa z kimś bez użycia telefonu. No i jaka oszczędność…

Czy z góry zamierzała Pani napisać więcej części opowieści o Qwertym? Czy będzie go Pani wyposażać w dodatkowe, nowe zdolności?

- Tak, od razu było dla mnie jasne, że „Qwerty: Historia” to pierwsza część cyklu. Ciekawe jednak jest to, że – po napisaniu pierwszej części – opowieść odstawiłam na bok; czekała na swój czas. Aż w końcu, pewnego dnia, pozostałe cztery części „wskoczyły” mi do głowy i napisały się same, często przelewając się na ekran laptopa do trzeciej, czwartej nad ranem. Wraz z rozwojem historii, w dalszych częściach, główny bohater uczy się nowych rzeczy – kontroluje ogień, wiatr, staje się silniejszy, jednocześnie walcząc ze swoją ciemną stroną. To wszystko jest dość widowiskowe – są nawet trąby powietrzne!

Ale największy wpływ na jego uzdolnienia ma spotkanie nieco zwariowanej, rudowłosej kobiety, dzięki której jego talent przerasta wszelkie oczekiwania – do tego stopnia, że niebezpieczeństwo zaczyna mu grozić nawet ze strony tych, którzy go chronią. Już w drugiej powieści akcja komplikuje się znacznie i chłopiec stawia czoła zupełnie nowym wyzwaniom – aby przetrwać, musi rozwijać swój talent.

Gdzie można kupić książkę? Czy będzie dostępna w księgarniach, w sprzedaży wysyłkowej - tutaj, czy w Polsce?

- Zarówno pierwsza część, jak i druga są dostępne obecnie wyłącznie przez Amazon, w sprzedaży wysyłkowej. Można zamówić ją z Polski, za dodatkową opłatą za przesyłkę.

Opisy książek są w języku angielskim ze względu na fakt, że Amazon nie posiada obecnie polskiej wersji swojej strony, jednak publikacja jest w całości po polsku. 

Qwerty (pierwszy z lewej) z przyjaciółmi - rys. Grzegorz Nita

 

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 5.25 / 4

Komentarze


  • Gosia butler
    29 sierpnia 2015, 17:59

    ...oczywiscie w wersji angielskiej Qwerty musi nazywac sie Dvorak...*

    *ironia, szkoda, ze autorka nie zrozumie...

  • Monika Szostek
    29 sierpnia 2015, 19:47

    Autorka rozumie... A w obecnej wersji amerykańskiej musiałby mieć chyba na imię - cudzysłów-nawiasy-PY. :) Pozdrawiam!

  • Gosia butler
    29 sierpnia 2015, 20:35

    ...a "the lazy dog" z czym sie Autorce kojarzy? Tez pozdrawiam!

    PS. Napisalam teraz Autorce z duzej litery - bo uprzejmiej chyba...

  • Frida
    6 września 2015, 09:00

    Żałuję bardzo, że książka nie jest dostępna w polskich księgarniach. Jako że jej odbiorcą może być zarówno nastolatek, jak i dorosły, sądzę, że znalazłaby wielu czytelników i wiernych fanów. Powieść, będąca jedyną w swoim rodzaju, podoba się odbiorcom (znajomi, którym ją udostępniłam, domagają się kolejnych części), jest lepiej oceniana niż utwory J. Flanagana czy A. Morton. Historia chłopaka o niezwykłych zdolnościach, który mógłby być jednym z naszych przyjaciół czy kolegów, osadzona we współczesnych realiach, jest bardzo prawdopodobna. F.

  • Ewa Myrcik
    6 września 2015, 09:41

    cd. Sposób myślenia i postępowania Qwerty'ego jest zgodny (co zapewne poświadczyłby każdy rodzic i nauczyciel), z mentalnością nastolatka, a jego emocjonalne zachowania nie są obce i dorosłym ludziom, dzięki czemu bohater staje się bliższy czytelnikowi.
    Zapewne można by się doszukiwać analogii do Harrego Pottera (rozwichrzona czupryna, sieroctwo, niezwykłe umiejętności), jednakże nie ma w powieści nic z baśni, czarów i ogromnej eskalacji przemocy zakończonej śmiercią wielu bohaterów. Należy podkreślić, że książka p. M. Szostek jest mroczna na swój własny, jedyny i niepowtarzalny sposób, a umiejętności chłopca (telepatia i zagadnienie czasu - przedmiot badań naukowych) nie graniczą z cudem, są jak najbardziej realne i prawdziwe. Powieści czyta się szybko dzięki wartkiej akcji, sprawnemu językowi przekazu literackiego i naprawdę interesującej fabule.
    Pozdrawiam. F.

  • Daro122
    9 września 2015, 22:25

    Po przeczytaniu wywiadu zamowilem ksiazke na amazonie dla syna ale przyznam sie ze przeczytalem ja pierwszy :) Pozdrawiam

  • Feta 2000
    14 września 2015, 07:51

    Świetna książka! Przeczytałam jednym tchem. Udostępniła mi ją koleżanka mieszkająca aktualnie w Londynie. Qwerty- zachwyciłam się jego historią. Super. Kupię ją mojemu 13-letniemu bratankowi na urodziny.

  • Anyia- Anka
    15 września 2015, 07:48

    Qwerty - historia dostałam od mamy. Dała mi ją ,jak przeprowadziliśmy się do taty do Londynu. Bardzo ciężko było mi na początku.Nikogo nie znałam. Wszystko było takie straszne.chcialam wracać do domu. Świetnie rozumiem Qwertiego. Czasem myśli tak jak ja. Chciałabym mieć też takie zdolnosci i teleportowac się w jakieś fajne miejsce. Mama obiecała mi ze kupi mi drugą część. Nie mogę się doczekać, co będzie dalej.

  • Ewa
    20 września 2015, 20:09

    Super książka, można przeczytać jednym tchem. Druga część też równie ciekawa. Autorka ma talent.

  • A-team:)
    17 października 2015, 08:41

    I cześć przeczytałam w ciągu 3 dni :) po tym jak córki, które przeczytały wcześniej cały czas komentowały i zastanawiały się co będzie dalej :). II część czytaliśmy już równocześnie ustalając grafik. Czekamy na ciąg dalszy. Pozdrawiamy Autorkę!

Dodaj komentarz


Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 17.11.2017
GBP 4.766 złEUR 4.242 złUSD 3.596 złCHF 3.627 zł

Sport


Reklama