Menu

"Pozwólcie nam zostać w domu". Europejczycy apelują do Brytyjczyków

Europejczycy czują się dyskryminowani... (Fot. Facebook/Forum for EU Citizens the3million)
Blisko 3 miliony Europejczyków czeka na decyzje brytyjskiego rządu dotyczące ich przyszłości nad Tamizą po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. Nie wszyscy są bezczynni. Jedni już opuszczają (Nie)Zjednoczone Królestwo, inni wychodzą na ulice, jeszcze inni - lobbują na rzecz swoich praw.

Strategia brytyjskiego rządu dotycząca negocjacji z Unią w sprawie Brexitu wydaje się polegać na utrzymaniu elementu zaskoczenia i do dzisiaj nikt tak naprawdę nie wie do końca, jakie prawa będą mieli obywatele UE.

Jedno jest pewne: swobodny przepływ osób nad Tamizą dobiega końca. Skupienie rządu na kontroli imigracji zostało w pewien sposób złagodzone stwierdzeniem, iż Wielka Brytania nadal chce przyciągnąć najzdolniejszych i najlepszych, a kraj jest otwarty na międzynarodowe talenty.

Ogranicza się to do pewnych liczb i nie wiadomo, co stanie się z nieruchomościami zakupionymi przez Europejczyków, składkami emerytalnymi i wypracowanymi przez nich w tym kraju emeryturami? A życie w Wielkiej Brytanii ułożyło sobie już około 3 milionów obywateli Unii.

Brytyjscy politycy chyba zapominają też, że za cyframi kryją się zwyczajni ludzie...

Ludzkie historie

Laura Cotardo z Sardynii przyjechała do Wielkiej Brytanii 15 lat temu. Jest artystką, trochę uczy w szkole, trochę wystawia, wykonuje też zlecenia na zamówienie. Włoszka specjalizuje się w malarstwie kwiatów, ale ze względów ekonomicznych wykonuje dekoracje w domach zamożnych mieszkańców Wysp, hotelach, a nawet restauracjach. Do Wielkiej Brytanii przyjechała, bo jej gorące serce zabiło mocniej do pewnego Anglika.

W Londynie Laura wyszła za mąż, niestety po kilku latach małżeństwo rozpadło się. Owocem związku jest dwoje dzieci. Włoszka, podobnie jak tysiące innych obywateli Unii Europejskiej, martwi się o przyszłość swoją i dzieci.

"Byłam przez te lata albo na utrzymaniu męża, zwłaszcza kiedy dzieci były bardzo małe, albo samozatrudniona. Odmówiono mi rezydentury, choć prawdopodobnie przed tym całym brexitowym cyrkiem dostałabym paszport bez problemu. Moje dzieci mają przecież ojca Anglika” - wyjaśnia swoją sytuację portalowi Londynek.net Włoszka.

"Nie wyobrażam sobie, żeby teraz wrócić na rodzinną wyspę, dzieci tu chodzą do szkoły, tu jest ich ojciec, dziadkowie z jego strony. To w Wielkiej Brytanii stworzyłam swój dom, nie rozumiem, w czym tak bardzo przeszkadzam brytyjskim politykom, że chcą się mnie, moich dzieci i 3 milionów innych ludzi pozbyć z tego kraju. Na usta naprawdę cisną mi się nie tylko angielskie, ale i włoskie niecenzuralne słowa. Boję się tylko, że dla świętego spokoju Unia przystanie na wszystkie fanaberie Brytyjczyków” - dzieli się swoimi obawami Laura Cotardo z Londynu.

W podobnej sytuacji jest wielu Polaków. Efekt wyniku referendum w sprawie Brexitu niestety zbiera już swoje żniwo. Urzędnicy wydają się być bardziej „złośliwi”, pojawia się zamęt informacyjny, ludzie nie wiedzą, co się z nimi stanie już po wyjściu UK z Unii Europejskiej. Co gorsza, zdają się tego nie wiedzieć nawet sami Brytyjczycy.

"Atmosfera jest paskudna, każdego dnia napotykam na informacje o tym, że będziemy musieli stąd wyjeżdżać, że ktoś już pakuje walizki, a przekaz brytyjskiego rządu jest niejasny” - podkreśla w rozmowie z portalem Londynek.net Elżbieta Sztuczka z Southampton.

Zbiorowe zdjęcie Europejczyków w dniu masowego lobby przed brytyjskim Parlamentem. (Fot. Facebook/Forum for EU Citizens the3million)

"Sami się zastanawiamy z mężem co tu robić, nie mamy dzieci, niby łatwiej zmieniać życie w takiej sytuacji, ale w Anglii kupiliśmy dom, jakoś już się wpisaliśmy w krajobraz tego kraju, nie przeszkadza mi już nawet ich jedzenie” - próbuje żartować Elżbieta.

"Znamy wielu mieszkających tu Polaków, żaden z nich nie zamierza stąd wyjeżdżać, nikt nie panikuje, ale otoczka tego wyjścia Brytyjczyków ze struktur europejskich jest bardzo nieprzyjemna nie tylko dla Polaków, ale i wszystkich Europejczyków” - podkreśla Polka z Southampton.

"Jestem nauczycielką, uczę brytyjskie dzieci, mi osobiście nikt nigdy nie dał do zrozumienia, że nie jestem tu mile widziana, mężowi również, ale uważam, że ta sytuacja niepewności trwa za długo. Zasady naszego pobytu powinny być jasno i wyraźnie określone” - twierdzi Elżbieta Sztuczka.

Bałagan związany z rozwodem Wielkiej Brytanii z Unią chętnie wykorzystują media. Bulwarowa prasa jak sępy poluje na imigrantów, którzy w desperacji pakują walizki i opuszczają Wyspy. Pojawiają się więc artykuły o Polakach, Niemcach, Holendrach, którzy wracają do swoich krajów.

Ze świecą natomiast można w nich szukać informacji o Europejczykach, którzy w Wielkiej Brytanii święcą triumfy, wygrywają zawody, konkursy, odnoszą sukcesy na polu zawodowym i te mniej ważne dla społeczeństwa - osobiste. Nieproporcjonalnie mniej pojawia się artykułów o wkładzie, jaki Polacy i inni obywatele Unii wnoszą w ekonomię i gospodarkę UK.

Nie wszyscy potrafią biernie czekać na rozwój wydarzeń, starają się zatem perswazją i przykładem wpłynąć na opinię Brytyjczyków i decyzje brytyjskiego establishmentu.

Europejczycy z Wielkiej Brytanii solidaryzują się w lobbowaniu na rzecz własnych praw w tym kraju. I choć nie wszyscy mogą mówić o sobie (lub nie chcą), że są poddanymi Elżbiety II, walczą o sprawiedliwe traktowanie na równi z obywatelami Zjednoczonego Królestwa.

"Bitwa o Europejczyka”

Tysiące imigrantów wyraziło swoje niezadowolenie z panującej na Wyspach sytuacji w centrum Londynu. "Apelujemy do brytyjskich posłów o ochronę praw Europejczyków w Wielkiej Brytanii" - podkreślali uczestnicy protestu. Imigranci ponownie rozmawiali z parlamentarzystami o przyszłości 3 milionów obywateli krajów unijnych w tym kraju po Brexicie, wyszli też na ulice.

Było to już drugie masowe lobby Europejczyków organizowane przez stowarzyszenie „the3million”. Pierwsze miało miejsce 20 lutego 2017 roku. Ponad 2 tys. imigrantów z krajów Unii Europejskiej lobbowało wówczas w sprawie praw imigrantów w brytyjskim parlamencie, a co najmniej dwa razy tyle osób strajkowało w całym kraju. Kilkuset obcokrajowców demonstrowało w Londynie - imigranci manifestowali swoją obecność w UK i chcieli w ten sposób wpłynąć na brytyjskich polityków.

I tym razem frekwencja dopisała, a akcja wyszła poza dzielnicę Westminster w Londynie, gdzie organizowano masowe lobby.

Obywatele Unii na wiecu na Trafalgar Square w Londynie. (Fot. Facebook/Forum for EU Citizens the3million)

Na stronach mediów społecznościowych Europejczycy zamieszczali zdjęcia, manifestowali i apelowali w sprawie swoich praw w tym kraju.

Kulminacją dnia był więc w centrum Londynie. Jednym z mówców podczas demonstracji na placu Trafalgar Square był znany działacz społeczny, polityk i publicysta z Londynu Wiktor Moszczyński.

"Obecnie wielu Polaków oraz innych obywateli Unii Europejskiej znajduje się w jakiejś innej, alternatywnej rzeczywistości, w sytuacji podobnej do tej, która dotyczy pacjentów chorych na nowotwór. Niby więc żyją normalnym życiem, ale doświadczają rosnącej i stresującej niepewności dotyczącej ich przyszłości i przyszłości ich rodzin w tym kraju” - oświadczył Moszczyński.

"Czy powinni zarejestrować dziecko do szkoły, czy powinni teraz kupić dom, czy zainwestować raczej w Polsce? Znaleźli się w potrzasku, w państwie, które jeszcze niedawno kochało ich i doceniało, a teraz pełne jest uprzedzeń, drwin na ulicach lub na stronach dziennika Daily Mail i biurokratycznych zachowań urzędników Home Office” - zaznaczył Wiktor Moszczyński.

"Ten koszmar egzystencji obywateli Unii Europejskiej musi się teraz skończyć i rząd UK musi zgodzić się na nowe warunki z UE w październiku podczas kolejnych rozmów, co pozwoli zakończyć ten stres i niepewność” - podkreślił polski publicysta.

Co na to Home Office?

W odpowiedzi na masowe lobby w Londynie Home Office rozesłał do wielu obywateli Unii Europejskiej listy.

"Być może słyszałeś o wydarzeniach odbywających się dzisiaj w Westminster, gdzie obywatele UE zebrali się, aby wyrazić obawy o swoje prawa po wyjściu Wielkiej Brytanii z Wielkiej Brytanii.

Wiemy, że obywatele UE mieszkający w Wielkiej Brytanii chcą patrzeć w przyszłość w UK z pewnością. Dlatego rząd brytyjski zobowiązuje się do jak najszybszego osiągnięcia porozumienia w sprawie praw obywatelskich w drodze negocjacji z UE. Premier zapowiedziała, że ochrona praw obywateli UE w Wielkiej Brytanii i Wielkiej Brytanii w UE jest dla niej priorytetem” - można przeczytać w korespondencji z Home Office.

Zgodnie z zapowiedzią premier Theresy May, wspomnianą w liście z brytyjskiego MSW, każdy obywatel UE mieszkający przez pięć lat w Wielkiej Brytanii i mający nowy status "osoby osiedlonej" byłby traktowany tak, jakby był obywatelem tego kraju" w zakresie opieki zdrowotnej, edukacji, świadczeń i emerytur".

Niejasne pozostaje jednak, czy i jakie inne prawa zostaną zachowane, w tym np. prawo do ściągnięcia do Wielkiej Brytanii członków rodziny bez konieczności spełnienia wymogów finansowych i prawo głosu w wyborach lokalnych.

Fragment listu z Home Office do obywateli Unii Europejskiej. (Fot. Londynek.net)

Wątpliwości jeszcze się pogłębiły po publikacji dziennika „The Guardian”. Gazeta na początku września poinformowała o 82-stronicowym poufnym dokumencie rządowym, który nakreśla propozycje Home Office dotyczące nowego systemu imigracyjnego.

Dokument zawiera informacje dotyczące planów ograniczenia liczby przybywających na Wyspy w poszukiwaniu pracy. Wynika z nich, że rząd ma zamiar przyznawać prawo do pobytu i pracy w Wielkiej Brytanii na czas dłuższy, co miałoby oznaczać 3 do 5 lat, tylko tym imigrantom, którzy posiadają potrzebne na Wyspach kwalifikacje. Pozostali imigranci z Unii Europejskiej mogliby pozostawać w Zjednoczonym Królestwie przez maksimum 2 lata.

Dotychczasowa skomplikowana procedura ubiegania się o stałą rezydenturę w Wielkiej Brytanii zakładała m.in. wypełnienie 85-stronicowego wniosku oraz załączenie nawet kilkuset stron dokumentacji uzupełniającej, jak oryginały zeznań podatkowych, umów na mieszkanie i wyciągi z konta bankowego.

W pierwszym kwartale 2017 roku wniosek o prawo stałej rezydentury złożyła rekordowa liczba 13 tys. Polaków.

Przedstawiona w maju propozycja Komisji Europejskiej zakładała natychmiastowe i bezterminowe zagwarantowanie wszystkich praw nabytych migrantów, zarówno obywateli państw Unii Europejskiej w Wielkiej Brytanii, jak i Brytyjczyków na kontynencie, bez konieczności spełnienia wymogu pięcioletniego pobytu.

Brytyjscy urzędnicy zapewniają teraz, że obywatele Unii Europejskiej nie muszą w tej chwili podejmować żadnych działań.

"Początek końca największego w Wielkiej Brytanii epizodu migracji”

Brytyjskie media już przewidują odpływ Polaków z Wysp. "Zanim Zjednoczone Królestwo otworzyło granice i rynek pracy dla obywateli ośmiu krajów Europy Wschodniej w 2004 r., Krajowe Biuro Statystyczne przewidywało, że każdego roku przybędzie od 5 000 do 13 000 migrantów. Ostatecznie, w pierwszej dekadzie przybyło 1,5 m, co było największym napływem ludzi w historii Wielkiej Brytanii. Polacy są obecnie największą tutaj zagraniczną społecznością. A nowe pokolenie rozkwita. Tylko w zeszłym roku kobiety urodzone w Polsce wydały na świat 22 382 niemowląt w Anglii i Walii, to więcej niż jakakolwiek inna grupa narodowościowa” - podaje tygodnik The Economist z 14 września 2017 roku.

"Stała rezydentura dla wszystkich obywateli UE na zawsze". (Fot. Facebook/Forum for EU Citizens the3million)

"Ostatnio jednak migracja netto z krajów UE8 spadła prawie do zera. W ciągu ostatniego roku do marca 2017 r. Około 52 000 obywateli UE8 przybyło do Wielkiej Brytanii, co stanowi 25% mniej niż w ciągu ostatnich 12 miesięcy” - podaje The Economist.

Tygodnik zauważa, że za sprawą brytyjskich mediów, które z żarliwością donoszą o wrogości wobec migrantów w następstwie referendum, w wielu Europejczykach wywołało to popłoch.

The Economist zauważa, że niektórzy obawiają się, że ich prawa zostały już naruszone, ponieważ brytyjscy pracodawcy i właściciele nieruchomości retorykę Brexitu przysposobili jako przyzwolenie na dyskryminację.

"9 września minister ds. równości, Nick Gibb, zapowiedział, że jego biuro przeanalizuje dowody na to, że nielegalnie odmawiano obywatelom UE zatrudnienia, wynajęcia mieszkania czy zakupu domu” - informuje brytyjski tygodnik.

Niepoprawni optymiści

Nie wszyscy obawiają się obostrzeń imigracyjnych w Wielkiej Brytanii. Wielu jest zdania, że żadne przepisy nie powstrzymają chętnych do osiedlania się nad Tamizą. „Pamiętam czasy przed Unią, nie mieliśmy automatycznego pozwolenia na pracę, a zatrudnionych było tu mnóstwo naszych rodaków” - twierdzi właściciel jednego z polskich sklepów spożywczych w zachodnim Londynie.

"Może będzie tak jak kiedyś, musiałam zapłacić tysiąc funtów za wizę upoważniającą do prowadzenia biznesu w Wielkiej Brytanii, może będą chcieli wydobyć od nas więcej pieniędzy, ale przecież nie każą zamknąć firm, które funkcjonują dobrze” - prognozuje z kolei właścicielka polskiej firmy księgowej z Londynu.

"Wrócimy po prostu do czasów sprzed naszej obecności w Unii, trzeba będzie się bardziej natrudzić, wybiegać, zapłacić, ale przedsiębiorczych Polaków stąd im się nie uda wyrzucić” - podsumowuje Polak zatrudniony w brytyjskiej firmie informatycznej w Londynie.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 5.28 / 18

Komentarze


  • Bananarama
    17 września, 01:51

    spokojnie damy radę bez nich.

  • Pjw
    17 września, 03:04

    Rozumiem tragedie ludzkie jakie są i będą po brexicie, ale ludzie nie padajcie na kolana przed nimi ani przed nikim innym. Jesteśmy ludzmi polakami europejczykami i miejmy godność swoją, politycy zawsze grają na naszych uczuciach emocjach bez względu na to czy są nasi czy nie. Oni są bardziej niestabilni niż kobieta mająca okres. Życzę wam aby wszystko było po waszej myśli.

  • Johnny Bravo z PL
    17 września, 14:35

    No nic... zmywakom z UK pozostają ogórki z Niemiec

  • Ziutek
    17 września, 18:58

    Dzieci robić to przyjemność,ale trzeba o nie dbać!

  • THC
    18 września, 09:54

    Zasady sa proste: pracujesz, placisz podatki, nie pobierasz benefitow - jestes mile widziany. Nie pracujesz, pobierasz benefity, cwaniakujesz w UK, kradniesz, kombinujesz, nie masz wszystkich dokumentow - jestes obciazeniem dla systemu socjalnego, kupujesz torbe w krate, pakujesz sie, Nara.
    powodzenia dla tych ktorzy zrozumieli system, styl zycia w UK.

  • Nik
    18 września, 18:49

    Jam mam honor- jak mnie nie będą chcieli to sobie pojadę nie będę się stawał na siłę brytyjczykiem i robił specjalnie paszport jak THC aby zasuwać na zmywaku

  • THC
    19 września, 12:11

    @Nik: tak jak mowisz, masz tylko honor i tylko tyle.

Dodaj komentarz


Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 20.10.2017
GBP 4.722 złEUR 4.245 złUSD 3.597 złCHF 3.660 zł

Sport


Reklama