Menu

Los Polaków w angielskim Podlasiu

Los Polaków w angielskim Podlasiu
Norwich - ośrodek administracyjny hrabstwa Norfolk, przy ujściu rzeki Wensum do rzeki Yare. (Fot. Wikipedia)
Krajobraz półwyspu East Anglia, najbardziej położonego na wschód terenu Wielkiej Brytanii, jest rzeczywiście malowniczy. Łagodne zalesione lub pokryte zbożem pagórki, przeplatane jeziorami i wijącymi rzekami, lecz pozbawione wielkich miast i ciężkiego przemysłu, przypominają nieco w Polsce wystawione najbardziej na wschód Podlasie.

I tu, i tam ludność posiada raczej niższe wykształcenie niż średnia krajowa i uzyskuje niższy dochόd niż w innych częściach kraju.  

Większość ludności East Anglia głosowała za wyjściem z Unii i, tak jak ludność Podlasia, nie czuje się wygodnie w wielkomiejskim żywiole europejskim. Pamiętam nawet jak kiedyś mieszkałem w hrabstwie Suffolk, ktόrego mieszkańcy określali siebie jako “silly Suffolk”, a wszelkie osobistości podejmujące decyzje gospodarcze czy polityczne były dla nich “cudzoziemcami”, tzn. pochodzili z Londynu czy z pόłnocnej Anglii.

Lecz i tu, w jak każdym zakątku Anglii, mieszkają teraz polskie rodziny. Tak jak wszędzie, zatrudnieni są w biurach, w służbie zdrowia, w fabrykach, a szczegόlnie w produkcji towarόw spożywczych. Mają parafie, polskie szkόłki i polskie sklepy. Lecz nie czują się tu tak pewni siebie jak na przykład w Londynie. Tu szybciej napotykają na ulicy na krytyczne uwagi czy wyzwiska, gdy matka rozmawia z dzieckiem po polsku. Tu częściej niepokorni sąsiedzi utrudniają polskim rodzinom życie konfrontacyjnym zachowaniem i nawoływaniem do rychłego wyjazdu z Anglii. Opowiedziano mi przypadek gdzie policjant, wezwany w końcu przez polską rodziną prześladowaną przez nachalną sąsiadkę, po spotkaniu i wypiciu herbatki z sąsiadką kazał Polakom zaprzestać swoich skarg i zaproponował, “aby wrόcili do swojego kraju, jak im się tu nie podoba”. Widać, że to nie jest Londyn.

W zeszłą niedzielę zaprosiła mnie do Great Yarmouth bardzo aktywna Polka, Dorota Darnell, ktόra prowadzi biuro doradcze “Athena Immigration Advice”. Dorota walczy sprytnie i odważnie o swoich podopiecznych (głόwnie Polakόw, ale też i innych obywateli unijnych, jak np. Portugalczykόw). Pomaga w wypełnieniu formularzy na stałą rezydenturę czy na obywatelstwo brytyjskie, może udostępnić porady od lokalnych prawnikόw brytyjskich, z ktόrymi ma umowę i broni Polakόw przed eksploatacją przez bezwzględnych pracodawcόw i nieodpowiedzialnych gospodarzy domu.

Dam przykłady. Przy pomocy pani Doroty poznałem Panią, ktόra pracowała już siedem lat w firmie płącąc, w swoim mniemaniu, za ubezpieczenie zdrowotne i emeryturę - aż się okazało, że przez ten cały okres właściciel firmy, zatrudniający zresztą parędziesiąt osόb tak samo naiwnych jak nasza Polka, nie płacił nic na ich fundusz emerytalny i nic na National Insurance. Pod groźbą wzięcia go do sądu przez Panią Dorotę szef wyrόwnał należne National Insurance, ale ten okres siedmiu lat bez wpłaty na emeryturę był już dla niej nieodwracalnie stracony. Inna rodzina, ktόrą też poznałem, płaciła komorne łącznie z opłatą za ogrzewanie, ale właściciel domu nie podłączał ogrzewania centralnego w czasie zimy tak, że lokatorka musiała potajemnie podgrzewać dom grzejnikiem. Dopiero Pani Dorota wytłumaczyła - zarόwno jej, jak i rόwnież godpodarzowi - że to jest jego obowiązek, aby w mieszkaniu włączono kaloryfery, gdy temperatura spadała poniżej 20 stopni.

Głόwny problem polegał na tym, że Polacy często nie znali swojego prawa i bali się konfrontacji z władzą brytyjską. Nie zawsze wynikało to ze słabej znajomości języka angielskiego, choć dla wielu to był istotny problem. Ale nawet kiedy znali język angielski, brakowało im pewności siebie, aby postawić na swoim i bronić swoich njbardziej zasadniczych praw. Pani Dorota parokrotnie podkreślała mi w rozmowie, że chodzi jej o to, aby Polacy nauczyli się od niej, że nie są czymś gorszym niż otaczający ich Anglicy. Wręcz na odwrόt. Poza tym nakłania ich do czynnego udziału w następnych wyborach samorządowych.

Lecz we wrogiej atmosferze wobec obcokrajowcόw w okolicach Great Yarmouth, niełatwo jest walczyć o swoje prawa i Pani Dorota zmaga się z obojętnością administracji lokalnej, np. policji, czy pracownikόw Job Centre, ktόrzy Polakόw traktują niedbale, bo i jedni i drudzy są przekonani, że po marcu 2019 wszyscy Polacy będą zmuszeni opuścić Wielką Brytanię, nawet jeżeli mają stałą rezydenturę. Ignorancja lokalnych czynnikόw jest przerażająca i po prostu odzwierciedla szeroko przyjętą zasadę, że Polacy i inni zabierają pracę rdzennym Brytyjczykom.

Felixtowe - portowe miasto w hrabstwie Suffolk, w dystrykcie Suffolk Coastal, przy ujściu rzeki Orwell do Morza Północnego. (Fot. Wikipedia)

Mόwię “szeroko” dlatego, że gdy zaszokowane dzieci moich rozmόwcόw usłyszały od kolegόw w klasie, że mają wracać do Polski, nauczycielka odpowiedziała rodzicom, że chyba jej dziecko to źle zrozumiało. Innym razem stwierdziła, że dzieci tylko powtarzają poglądy swoich rodzicόw i nic na to nie można poradzić. Nie znam ani jednej szkoły w Londynie, gdzie dopuszczono by do takich uwag.

To przeświadczenie, że Polacy niebawem wyjadą, jakby zatwierdzone przez referendum i przez brak decyzji obecnego rządu co do przyszłości pobytu obywateli unijnych, ujawnia się też w uprzedzeniach pracodawcόw. Sama Pani Dorota, gdy szukała zatrudnienia ostatnio na stanowisku kierowniczym w firmie doradczej, otrzymała odpowiedź, że taka praca jest dostępna tylko dla obywateli brytyjskich, a Polka mogłaby najwyżej dostać pracę w “call centre”. Taka wypowiedź jest zupełnie nielegalna w kraju unijnym, bo nie może być dyskryminacji obywateli unijnych, lecz w przeświadczeniu lokalnej ludności Wielka Brytania JUŻ opuściła Unię, i właściwie nie wiadomo, po co ci Polacy tu się jeszcze pętają.

Jak mają reagować ludzie lokalni, kiedy urzędnicy w krajowej siedzibie Home Office traktują Polakόw nie lepiej? Pani Dorota dawała mi przykład złośliwego niedbalstwa urzędnikόw, a szereg osόb z jej teczek poznałem osobiście w czasie mojej jednodniowej wizyty. Jednej Polce na przykład, żyjącej tu już szereg lat, odmόwiono stałej rezydentury, bo jej małżeństwo z Pakistańczykiem uważano za podrabiane (“bogus”) - mimo że są autentycznym małżeństwem, które zawarli w lokalnym ratuszu.

Druga Polka, zatrudniona przeszło 11 lat w biurze wynajmu mieszkań, złożyła podanie o rezydenturę. Po paru tygodniach zwrόcono paszport, bo wzięli już należną kopię dokumentu. Zaś po paru następnych miesiącach odrzucono podanie, bo urząd nie posiadał już jej zwrόconego paszportu. Potem odesłano jej następne z kolei podanie, bo brakowało zdjęć. Lecz te zdjęcia w odpowiedniej kopercie były dołączone do zwrόconych dokumentόw.

W innym wypadku Pani Dorota dostała odmowę dla swojego klienta, bo rzekomo nie posiadali jej aktu urodzenia. Zadzwoniła do odpowiedniego urzędnika i kazała jeszcze raz sprawdzić, po czym urzędniczka przeprosiła, bo “znalazła” akt urodzenia leżący na podłodze. U tego samego klienta Home Office zatwierdził prawo pobytu syna Krzysztofa, ale dokument przybył z błędem w pisowni. Złożono zażalenie i Home Office powiedział, że nie może nic zmienić i żeby przysłać ponownie drugie podanie na ten sam dokument.

Inna osoba pracująca już tu 12 lat nie dostała rezydentury, bo nie była zarejestrowana w lokalnej klinice. Okazało się, że leczyła się wyłącznie w Polsce. Przecież nigdzie nie było prawa nakazującego korzystania z angielskiej służby zdrowia. Powόd odmowy był wyssany z palca.

Wszędzie odmowy z tak błahych, a nawet fałszywych powodόw następują szybko i tylko część wysłanych kosztόw jest zwrόcona. Natomiast udanych podań w obecnym roku o rezydenturę nie ma żadnych. A gdy Pani Dorota wysyła oficjalne skargi do Home Office na podane adresy emailowe, po jakimś czasie adresy te są pozmieniane, a jej skargi stają się przez to przedawnione i nieaktualne. Scenariusz tych podań mόgłby napisać Franz Kafka, choć w rzeczywistości chce się nad tym płakać.

Może, żyjąc w Londynie, jesteśmy uodpornieni na tego rodzaju traktowanie, lecz w terenie istnieje prawdziwa dyskryminacja na każdym kroku, personalna, urzędowa i prawna. Do jakiegoś stopnia nasza dzielna Pani Dorota może jeszcze kruszyć kopie o sprawiedliwość dla naszych rodakόw - i za to jej należy się medal, lecz uważam, że z tym złośliwym i chyba kierowanym niedbalstwem urzędowym powinny się zająć instytucje polskie i brytyjskie z potecjalnie większą siłą przebicia.

Gdy słuchamy głosu brytyjskich urzędnikόw w Londynie i Birmingham mamiących nas o rzekomym wspaniałomyślnym “settled status”, gwarantowanym przez prawo brytyjskie, nie bądźmy naiwni. To wszystko fikcja. Dla większości naszych rodakόw w terenie tylko to, co się dzieje przykładowo na angielskich kresach wschodnich jest prawdziwe. I tylko międzynarodowa umowa zagwarantowana przez prawodawstwo unijne zapewni wszystkim Polakom i innym obywatelom unijnym prawo pozostania tutaj po Brexicie.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 3.43 / 30

Komentarze


  • Andi
    11 listopada, 01:09

    Ciekawe co piszący ten artykuł chce osiągnąć lub uzyskać od "bohaterskiej" pani Doroty żerującej na tych biednych Polakach aż miło, te rezydentury to całkiem niepotrzebne a niedługo okaże się ze można tez dużo taniej, z czego będzie żyła pani Dorota, jak znam życie coś wymyśli bohaterska pani Dorota. Pozdrowienia dla pana i pani Doroty

  • Zbigniew
    11 listopada, 07:11

    witam panią dorotę. tak zwana angielska spychologia.też mam problem z dyrektorem szkoły-niby szkoła koscielna???.....córka i jej niby partner od 2 lat utrudnia kontakt z wnuczka sarą...poproszę o numer telefonu do pani Doroty....pozdrawiam zbigniew,, halina..

  • Ania
    11 listopada, 08:57

    Nie zycze sobie zeby tak Pan pisal o Podlasiu . Jak Pan tak moze obrazac spolecznosc tego regionu ? Ludzie tam sa ludzcy jak rowniez wyksztalceni. Prosze sobie poczytac o Politechnice Bialostockiej i jej osiagnieciach I pojechac zeby poznac tam mieszkajacych ludzi . Mam nadzieje ze jest Pan honorowym czlowiekiem I przeprosi Pan za te bzdury z artykulu....

  • Ziomek
    11 listopada, 10:14

    Trzeba jeszcze dodac ze mieszkancy podlasia maja mniejsze poczucie humoru ---> Ania

  • Ania
    11 listopada, 17:15

    Hahahaha Ziomek , no teraz mnie rozbawiles hshahaha

  • Czytelnik anonimowy
    12 listopada, 11:05

    Oni odmawiaja robiac to be prawnie. Dyskryminacja to przestepstwo z artykul... Kodeksu... Prosze poczytac jak odmawiaja to chca zebys sie na to zgodzil a nie bo prawo do maja tego. Tzn. Znaczy ze jak do sadu ich podasz to masz odszkodowanie gwarantowane. Trzeba sie tylko odwolywac do odwolania

  • Sue
    12 listopada, 16:20

    Szkoda ze osoba piszaca ten artykul nie przyjechala do mnie i mojej rodziny bo mieszkamy wlasnie w tym mescie ze zdjecia- pieknym Norwich i bardzo chetnie opowiedzialabym jak fajnie sie tutaj mieszka bez problemow, przesladowan Polakow czy dyskryminacji .Norwich jest jednym z najbezpieczniejszych miast w uk do tego bardzo ladnym i przyjaznym rowniez obcokrajowcom -autor artykulu slabo odrobil lekcje bardzo pobieznie i byle jak a moze to byla reklama biura Pani Doroty - bo pierwsze slysze ze cos takiego znajduje sie tak blisko Norwich

  • THC
    12 listopada, 16:20

    Kogo obchodzi podlasie i sciana wchodnia. ;D

  • Bubu
    12 listopada, 19:22

    ~Aniu, wybacz. Oczywiscie masz racje. Istnieje Politechnika Bialostocka i wielki, w swym majestacie, Uniwersytet Medyczny. Jednak nigdy, w Anglii, nie spotkalem zadnego z absolwentow powyzszych uczelni. Znam za to innych Podlasian. Niestety, nie grzesza inteligencja. Ich rozwoj zamyka sie w granicach disco polo. Pozdrawiam. Robert

  • Ania
    12 listopada, 20:25

    Drogi Bubu. Ja jestem absolwentem Poitechniki Bialostockiej. Disco polo nie slucham ale tez nie potepiam. Co do inteligencji to w kazdym regionie znajdziesz bardziej wykszalconych lub mniej . Podlasie jest przepiekne , ludzie sa wspaniali I zyczliwi. I tyle w temacie . Pozdrawiam. Ania Podlasianka

  • THC
    13 listopada, 08:33

    @Ania: byc absolwentem, a byc absolwentem i naprawde cos umiec to jest roznica. Wiele osob ukonczylo studia w PL, ale ile z nich zrobilo to z pasji do danego zawodu, a ile osob skonczylo studia, zeby miec tylko papierek. Jak to w polsce sie mowi 'byle papier byl'. I takich licencjatow i mgr jest pelno tylko, ze im wiedzy brak. A jak tam nasze orzelki? specjalisci spakowani? ;D

  • Ania
    13 listopada, 09:55

    Drogi THC jestes Londynkowym Krzykaczem I Podwazaczem, taki TRZYNASTY KIEROWNIK OD SPRAW NIEPOTRZEBNYCH wiec pozwol ze Toba pisac nie bede .Milego dnia THC

  • THC
    13 listopada, 12:29

    @Ania: pochwal sie kierunkiem studiow, hmm niech zgadne.. Lesnictwo? buhahahaaaaa ;D

  • Kkkkbik
    15 listopada, 16:33

    A podlasie to bialystok sokolka itp hihi spoko buraki

Dodaj komentarz


Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 24.11.2017
GBP 4.729 złEUR 4.212 złUSD 3.549 złCHF 3.616 zł

Sport


Reklama