Sygnał komórkowy w Londynie "gorszy niż w Kabulu". Problem narasta
"W Dulwich odbieram gorszy sygnał telefoniczny niż dziesięć lat temu w Kabulu" – napisał Tom Tugendhat na platformie X. Były minister ds. bezpieczeństwa i poseł z okręgu Tonbridge, leżącego w strefie podmiejskiej Londynu, zaapelował do swoich wyborców, aby kontaktowali się z nim, jeśli zmagają się z brakiem zasięgu (tzw. "białymi plamami", czyli not-spots). Zachęcił również pozostałych Londyńczyków do zgłaszania tego problemu swoim posłom.
"Cóż, w dużej mierze wynika to z przepustowości sieci. Mówiąc wprost, nie ma wystarczającej liczby masztów dla tak wielu ludzi, a każdy próbuje robić na swoim telefonie coraz więcej. I wiecie co? Winne są także przepisy planowania przestrzennego. Musimy zacząć o wiele bardziej pozytywnie podchodzić do możliwości stawiania masztów w naszych okolicach" - stwierdził Tugendhat.
Jako były żołnierz, który służył w Afganistanie, zauważył: "Jestem w Dulwich. To jedna z droższych dzielnic Londynu, rzekomo globalnego miasta, a mam tu gorszy zasięg komórkowy niż dziesięć lat temu w Kabulu".
(Fot. Getty Images)
Szefowie branży telekomunikacyjnej obwiniają za problemy z zasięgiem w Londynie "idealną burzę" kilku czynników – mniejszą liczbę lokalizacji anten spowodowaną nowymi inwestycjami mieszkaniowymi, opóźnienia w planowaniu przestrzennym oraz budowę coraz wyższych wieżowców w stolicy.
Problem uderza głównie w przesył danych, a nie połączenia telefoniczne, przez co trudniej korzystać ze stron internetowych, oglądać wideo i odbierać wiadomości w aplikacji WhatsApp. Do najbardziej poszkodowanych obszarów należą West End, City, Westminster oraz Tower Hamlets, choć komentarze Tugendhata pokazują, że problem dotyka także innych części stolicy.
Zatłoczone obszary, np. w pobliżu obleganych stacji metra i kolei, często stają się "wąskimi gardłami" dla sygnału z powodu niewystarczającej wydajności sieci. Organizacja branżowa Mobile UK zgłosiła rządowi, że lokalizacje anten w stolicy są usuwane z powodu nowych inwestycji szybciej, niż operatorzy są w stanie je zastępować.
Londyn ma obecnie mniej nadajników w przeliczeniu na jednego mieszkańca niż miasta takie jak Manchester czy Leeds. Operatorzy mają w Londynie wyłączone dziesiątki stacji, a zastąpienie niektórych z nich może potrwać nawet do siedmiu lat.
Aby zlikwidować te "wąskie gardła", operatorzy domagają się reformy przepisów planowania przestrzennego. Chcą możliwości korzystania z masztów tymczasowych przez 36 miesięcy zamiast obecnych 18, zmniejszenia liczby wniosków wymagających pełnej zgody urzędników oraz zwiększenia liczby anten dozwolonych w ramach istniejących reguł, co pozwoliłoby na szybszą modernizację sieci do standardów 4G i 5G.
W niektórych rejonach stolicy, w tym w Walthamstow, Wimbledon, Wandsworth oraz Beckton we wschodnim Londynie, usługi komórkowe ulegają poprawie dzięki wdrażaniu najnowszych technologii 5G.