Oto regiony UK, w których koszty życia uderzają najmocniej
Jak zauważa ośrodek badawczy Centre for Cities, ponowne skupienie się rządu Keira Starmera na kosztach życia w nowym roku jest "zrozumiałe", lecz musi być wsparte silniejszym wzrostem gospodarczym.
Kryzys kosztów utrzymania w UK nadal uniemożliwia normalne funkcjonowanie milionom ludzi. Z najnowszego raportu Joseph Rowntree Foundation wynika, że 14,2 mln mieszkańców kraju nadal żyje w biedzie. Spośród nich rekordowe 6,8 mln doświadcza najgłębszej formy ubóstwa.
Analizując dane Krajowego Urzędu Statystycznego (ONS), Centre for Cities zidentyfikowało Blackburn jako miasto o najwyższym poziomie ubóstwa dochodowego w UK, a kolejne miejsca zajęły Hull, Birmingham i Bradford.
Są to miejsca, w których największy odsetek dzielnic znalazł się w dwudziestce najbardziej ubogich obszarów według statystyk ONS. Najmniejszy udział takich dzielnic odnotowano w Aldershot, Cambridge, Reading oraz Exeter.
Według danych ONS, w ciągu dekady do 2025 r. średnie dochody wzrosły przeciętnie o 8%. Najwyższy wzrost tygodniowych dochodów w ujęciu kwotowym odnotowano w Cambridge, gdzie średnio wzrosły one o 123,22 funtów. Kolejne miejsca zajęły Warrington (119,07 funta), Bristol (111,01 funta) i Stoke (100,71 funta).
Największy spadek realnych dochodów odnotowano w Crawley — średnio o 59,85 funta. Następnie w Derby (−56,92 funta), Gloucester (−55,41 funta) oraz Exeter (−53,32 funta).
"Zrozumiałe jest, że w ostatnich tygodniach rząd przesunął akcent na problem kosztów życia, jednak ostatecznie to silniejszy wzrost gospodarczy podnosi dochody gospodarstw domowych. Bez wzrostu działania łagodzące koszty życia mogą mieć jedynie charakter tymczasowy. Na poziomie krajowym ostatnia dekada przyniosła taki sam wzrost poziomu życia, jaki przed 2008 rokiem zazwyczaj obserwowaliśmy w ciągu jednego roku" - podkreślił Andrew Carter, dyrektor generalny Centre for Citie.
"Jak oznajmił premier, rok 2026 musi być rokiem, w którym polityka znów pokaże, że potrafi pomagać. Sprawdzianem pod koniec tego roku będzie to, czy zobaczymy więcej miejsc pracy, wyższe płace oraz silniejszy wzrost lokalny w większej liczbie regionów kraju" - dodał.