Nowe badania: Przytułki w Anglii i Walii były powiązane z transatlantyckim handlem niewolnikami
Domy pracy – znane choćby z literatury, np. w powieści Oliver Twist Charlesa Dickensa – były regularnie finansowane i zarządzane przez osoby zaangażowane w handel niewolnikami - wynika z badania.
Autorzy analizy wskazują również, że pomiędzy domami pracy a plantacjami kolonialnymi wymieniano się pomysłami i metodami praktyk. Mieszkańcy brytyjskich workhouse’ów produkowali m.in. tkaniny dla niewolników oraz materiały do uszczelniania statków do transportu niewolników.
Badanie, opublikowane w czasopiśmie Antipode, wprowadza pojęcie "powiązań między przytułkami a plantacjami" (the workhouse-plantation nexus), wskazując, że wiele przytułków i kolonialnych plantacji było systemowo ze sobą powiązanych.
Opracowanie koncentruje się na jednym z pierwszych brytyjskich przytułków dla ubogich, założonym w 1696 r. w porcie niewolniczym w Bristolu.
Jego "sukces" był w dużej mierze możliwy dzięki znacznemu wsparciu finansowemu ze strony prominentnych handlarzy niewolników, w tym Edwarda Colstona, którego pomnik został obalony i wrzucony do portu w Bristolu w 2020 roku.
W początkach XVIII wieku Liverpool, również aktywny port handlu niewolnikami, w celu zapewnienia opieki ubogim wynajmował lokale od ludzi powiązanych z handlem niewolnikami – m.in. Bryana Blundella, wpływowego handlarza tytoniem, korsarza i właściciela statków przewożących niewolników.
Badania opisują, w jaki sposób przytułki bezpośrednio wspierały gospodarkę niewolniczą, produkując tekstylia wysyłane na plantacje oraz pakułę - czyli masę, która była wytwarzana ze starych lin i służyła do uszczelniania szpar w drewnianych elementach statków niewolniczych.
Ponadto, mieszkańcy domów pracy w Bristolu i innych miastach byli wysyłani jako pracownicy kontraktowi do kolonii brytyjskich, co pozwalało plantatorom zwiększać zyski i kupować kolejnych niewolników.
Nowe badania kwestionują twierdzenia, że doświadczenia niektórych białych Brytyjczyków w przytułkach można porównać do losu niewolników.
"W niektórych środowiskach cierpienie brytyjskich biedaków służy do umniejszania kwestii przywilejów białych i bagatelizowania potrzeby reparacji za niewolnictwo. Jest całkiem jasne, że nie powinniśmy dokonywać tego fałszywego porównania" - stwierdził Andrew Williams z Uniwersytetu w Cardiff, współautor badania.
Williams sugeruje także istnienie współczesnych analogii – np. powiązań między dawnymi domami pracy a dzisiejszymi prywatnymi więzieniami i ośrodkami detencyjnymi dla imigrantów, choć – jak zaznacza badanie – ten temat wymaga dalszych badań.
Zespół badawczy analizował protokoły z posiedzeń domów pracy dostępne w Archiwum Narodowym, a także dokumenty historyczne z portów w Bristolu, Liverpoolu i Londynie, by zidentyfikować administratorów domów pracy oraz ich powiązania z handlem kolonialnym.