Nasza Polityka Prywatnosci oraz Cookies została zaktualizowana.

Wprowadziliśmy kilka istotnych zmian w naszej Polityce Prywatności i Plików Cookies i chcemy, abyś wiedział, co to oznacza dla Ciebie i Twoich danych

Menu

Przemysł od snu - znak czasów?

Przemysł od snu - znak czasów?
Zaburzenia snu? Jest na to coraz więcej środków, a właściwie działa już nawet specjalny przemysł... (Fot. Getty Images)
Mówi się nam, że pełne osiem godzin snu uchroni nas przed rakiem, demencją i uczyni nas szczęśliwszymi. Czy aby na pewno?
Reklama

Każdego dnia w gazetach, w telewizji, jak i w komórkowych strumieniach wiadomości mówi się o śnie. Bez przerwy informuje się nas jak bardzo go potrzebujemy i co się stanie, jeśli śpimy za mało oraz ile gospodarka traci przez zmęczonych pracowników. Eksperci od snu przedstawiają na antenie swoje porady i opinie, jak gdyby jakiś nowy kamień filozoficzny został odkryty, a książki traktujące o śnie trafiają z listy bestsellerów na nocne stoliczki.

Reklamy materaców - kiedyś rzadkość - można teraz zobaczyć niemal wszędzie, a przemysł globalnego usypiania szacuje się na około 76 mld dolarów w tym roku. Podobnie jak media nieustannie wmawiają nam zasady zdrowej diety, tak i teraz przypomina się nam, jak i kiedy mamy spać. Jednakże kilka dekad wcześniej istniała tylko garstka zaburzeń snu - obecnie mamy ich ponad 70. A z większą ilością zaburzeń pojawia się więcej lekarstw, więcej ekspertów oraz... większy dochód.

Przedsiębiorstwa przechwalają się swoimi nowymi strategiami odnośnie snu, a higieniści ds. snu gorliwie chcą dołączyć do posiedzeń na ten temat. Amerykański gigant ubezpieczeniowy Aetna, który zatrudnia prawie 50 tysięcy pracowników, zapewnia dodatkową premię pracownikom za większą ilość snu. Pracownicy otrzymujących dodatkowe $25 za noc, gdy uda im się przespać 20 nocy po 7 godzin każda lub więcej. Jeśli sen jest problemem, nie ma się co martwić, ponieważ osoby zdiagnozowane jako cierpiące na bezsenność zostają wysłane na terapię.

Osoba wyspana to osoba pełna energii na nowy dzień! (Fot. Getty Images)

Do dnia dzisiejszego powód, dla którego śpimy, pozostaje dla nauki zagadką. Nie stanęło to jednak na przeszkodzie przemysłowi "od spania", który ukazuje sen jako problem rozwiązany i drogę do własnego osobistego zbawienia. Kiedyś centra odnowy biologicznej były miejscem, w którym uprzywilejowani ludzie szli, aby odnaleźć spokój - teraz sam sen jest sprzedawany jako własnego rodzaju indywidualna kryjówka. Podręczniki traktujące o spaniu przepełnione są obietnicami o pielęgnacyjnym wypoczynku, jeśli będziemy postępować zgodnie z ich instrukcjami, jednak te prawie zawsze okazują się być dobrze znane lub są oczywistymi poradami behawioralnymi, które mogłyby być wyczytane z Internetu w przeciągu sekundy.

Podobnie jak wiele innych aspektów naszego życia, sen stał się obecnie towarem, którego jesteśmy zdesperowani nabyć i nigdy nie mamy pewności posiadania. A dodatkowo pomysł na nieprzerwany interwał snu jest najprawdopodobniej ostatnim wynalazkiem.

We wpływowej serii artykułów oraz książce pt. ”At Day's Close”, historyk Roger Ekirch argumentuje, że do połowy XIX w. podstawowy interwał snu u ludzi był dwufazowy. Ludzie szli spać dwa razy. Udawali się na spoczynek ok. godz. 21:00 lub 22:00, po czym spali do 24:00 lub 01:00, a następnie przez godzinę lub dwie „czuwali" - aby wrócić do swojego „drugiego snu" aż do rana. Chociaż czas pierwszego i drugiego snu zmieniał się pod względem historycznym i geograficznym, to dwufazowy wypoczynek był mniej więcej stały.

Wiele kultur w innych czasach miało różne wyobrażenia podziału spania, podobnie jak ich aktywność, aby wypełnić lukę pomiędzy dwoma interwałami snu. Obejmowało to: uprawianie seksu, haftowanie, gotowanie, medytację nad marzeniami i szereg innych czynności. Jednak z jednej kultury poprzez drugą, w zależności od regionu rozróżnienie wersji pomiędzy „pierwszym" a „drugim" wypoczynkiem odmiennie się pojawia, a terminologia została odnaleziona w około 30 językach.

Słodkich snów... (Fot. Getty Images)

Do połowy XVIII w. odniesienia do podwójnego spania zanikały, a jeden skonsolidowany sen stał się normą. Na początku Ekirch powiązał to z wynalezieniem sztucznego oświetlenia w postaci gazu, a następnie oświetlenie elektryczne zastąpiło lampy naftowe, które pojawiły się na ulicach miasta w XVII wieku. Sztuczne oświetlenie otworzyło nowe możliwości, co zachęciło i ułatwiło późniejsze pójście spać.

Ekirch dodał zarówno społeczny, jak i ekonomiczny wymiar do swoich przemyśleń: zmiany w sposobie, w jaki praca była rozumiana, powstanie pracy zmianowej i harmonogramu pracy, nowe technologie i ich wpływ na procesy produkcyjne, koncepcja zarządzania czasem i pojęcie utworzenia „etosu” pracy dopasowanego do kapitalizmu przemysłowego - wszystkie te czynniki wpłynęły na stworzenie modelu skonsolidowanego snu. Wydawało się oczywiste, że oryginalny proces biologiczny został wypaczony przez zmiany społeczne u ludzi.

Obecnie wysuwane są pewne kontrowersje nad tymi stwierdzeniami, lecz przerwany sen był wyraźnie mniejszym problemem w przeszłości niż jest teraz, a materiały z dziedziny medycyny koncentrują się bardziej na trudności w zasypianiu niż na pojedynczym śnie.  

Nowe książki na temat spania zbijają kapitał na naszym poczuciu winy. Leżąc przebudzeni w środku nocy nasze myśli wirują nad tym, czego nie zrobiliśmy, czego nie udało się osiągnąć lub co pozostało do zrobienia. Czas tuż przed zaśnięciem był przez całe wieki postrzegany jako czas duchowego oczyszczania wraz z żałowaniem za grzechy. Spanie może następnie być nagrodą dla chrześcijańskich zachowań, podkreślając związek pomiędzy snem a podświadomością. 

Liczycie baranki przed snem?... (Fot. Getty Images)

To prawda, że przerwany sen może źle wpływać na nasze zdrowie, ale kładzenie większego nacisku na osiąganie nieosiągalnego, idealnego snu może być również szkodliwe. Nikt nie jest w stanie zmierzyć, co czuje się podczas zmagań, aby zasnąć i umykają nam czynniki wpływające na efekty wynikające z poczucia niepowodzenia.

Kształcące jest porównanie książek o spaniu z lat 60-tych i 70-tych z dzisiejszymi wydaniami. Na pierwszej stronie nowatorskiego studium z 1978 r. „Usypiająca pigułka" Ernest Hartmann pisze: „Do pewnego stopnia życie jest bólem i smutkiem"; Matthew Walker w książce „Dlaczego śpimy” z 2017 r. przedstawia homo sapiensa jako swego rodzaju mistrza wśród zwierząt, którego sen daje nam unikalną moc racjonalności i kreatywności. Faza snu - szybkich ruchów gałek ocznych pomaga nowoczesnemu człowiekowi: „ w szybszym zdobywaniu władzy" i stanowi „globalną dominującą społeczną „super klasę". Walker informuje, że: „sen kalibruje nasze emocjonalne obwody w mózgu, pozwalając nam nawigować następnego dnia poprzez społeczne i psychologiczne wyzwania z zimnym opanowaniem" tak, że możemy osiągnąć „poziom, który umożliwi nam czytać świat wokół nas".

Jednakże w książce Gaya Gaer Luce ‘a i Juliusza Segala z 1969 r., badających bezsenność, czytamy:„Istnieje tylko jeden sposób ucieczki od bezsenności... nie narodzić się". W nowej literaturze traktującej o śnie nie ma miejsca dla ludzkich załamań. Możemy przeczytać dzisiaj, że sen pomaga nam być "emocjonalnie sprytnymi, stabilnymi, związanymi oraz intensywnie społecznymi ludźmi".

Walker dzieli życie ludzkie na różne klasy, twierdząc, że mózgi tych, którzy śpią dobrze, wykazują racjonalność, natomiast tych, którzy źle śpią, będą nieracjonalne i nawet wykolejone. Opowiada nam, że niewyspani pracownicy nie tylko są mniej produktywni, są oni również bardziej „nieetyczni", prawdopodobne są częściej „wypaczeni i bardziej skłonni do kłamstw", obwiniają innych za swoje błędy i przypisują sobie zasługi innych. Dzieli on ludzi na „normalnych i „społecznie nienormalnych".

Jednak opisy osób cierpiących na brak snu w rzeczywistości odnoszą się do większości ludzi dzisiaj w społeczeństwie miejskim. Zamiast uznania skutków obciążeń społeczno-ekonomicznych i wewnętrznego bólu, ludzkie trudności są przedefiniowane przez nowy obiektyw nieprzerwanego snu. Firmy farmaceutyczne wykupują spoty reklamowe, aby wmawiać ludziom, że mogą cierpieć na zaburzenia snu i wymagają podawania leków, jeśli nie śpią odpowiedniej ilości godzin, jeśli brakuje im energii, by robić rzeczy, które trzeba zrobić, takie jak spędzanie czasu z rodziną lub wykonywanie swoich obowiązków w pracy, lub jeśli odczuwają psychiczne zmęczenie, znużenie ciała, niską motywację i trudności w koncentracji. Jednak antropolog Matthew Wolf-Meyer zwraca uwagę, czy aby nie są to objawy obecnych warunków współczesnego życia?

To nie oznacza, że powinniśmy zignorować nasze problemy ze spaniem. Jednak powinniśmy być bardziej świadomi, w jaki sposób siły społeczne kształtują nasze zrozumienie snu. Nauka nie rozwiązała wszystkich tajemnic snu, a wiele twierdzeń, które można znaleźć w dzisiejszej literaturze, powinno być traktowane z ostrożnością. Błędy rzeczowe (o fazie REM i braku szybkich ruchów gałek ocznych) i przeinaczenia (o właściwościach melatoniny, adenozyny lub kortyzolu) są nagminnie szerzone, a dodatkowo spekulatywne hipotezy są prezentowane jako niepodważalne fakty.

Czasem na bezsenność pomaga lektura książki... (Fot. Getty Images)

Należy korzystać z tej idei jako nocnej, naturalnej selekcji. Według tej teorii, gdy śpimy, nasz umysł jest zajęty zadaniem „odstrzelenia" zbędnych informacji i „wzmocnieniem" zachowań, jakie potrzebujemy. Walker nawet popiera kasowanie pamięci, mówiąc nam, że ma nadzieję, że zostanie „opracowana dokładna metoda do wybiórczego osłabiania lub wymazywania pewnych wspomnień z biblioteki pamięci, jeśli zajdzie potwierdzona potrzeba kliniczna". Ten rodzaj higienicznego zachowania jest oczywiście rzeczą wprost z niezliczonej Orwellowskiej powieści. To zapewne nie przypadek, że pomysł wymazywania ludzkiej pamięci został rozpowszechniony w najczarniejszych wizjach o przyszłości, a to oczywiście rodzi pytanie, kto mógłby potwierdzić „kliniczną potrzebę": pacjent, lekarz czy państwo?

Przemysł ds. snu potrzebuje powrotu do rzeczywistości. Chociaż wiele z nas ma własne problemy ze snem, nie powinno to stanowić wymówki, aby przenieść uwagę od naszego politycznego krajobrazu. W świecie ogromnej destabilizacji rynku pracy, długich dojazdów do pracy, gospodarczej niepewności i parcia do utrzymania pozytywnego wizerunku, jak możemy naprawdę oczekiwać spokojnego snu? Czy powinniśmy obwiniać siebie i nasze materace, pozwalając na nabijanie nas w butelkę w tym najnowszym rozdziale marketingu ludzkiej kondycji?

Bezsenność jest oczywiście druzgocącym stanem, ale jej rzeczywistość powinna być zauważona i rozwikłana ze złożonością, jaką wymaga. Znakomita i cierpka książka Gaulle’a Greena z 2008 r. „Bezsenność” opisuje nie tylko zagłębianie się w badanie snu, ale również w jego dużo mniej udanych próbach leczenia i terapii. To szczere, śmieszne i nawet bezstronne podejście jest doskonałym antidotum na nowy higieniczny sen i może być znacznie bardziej użyteczne dla osób miewających problemy z zaśnięciem.

Tłumaczenie na podstawie artykułu „Why the sleep industry is keeping us awake at night”, który ukazał się 9 marca 2019 r. na stronie internetowej The Guardian.

 

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.89 / 9

Komentarze


Dodaj komentarz


Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 19.04.2019
GBP 4.948 złEUR 4.280 złUSD 3.805 złCHF 3.756 zł

Sport


Reklama