Nasza Polityka Prywatnosci oraz Cookies została zaktualizowana.

Wprowadziliśmy kilka istotnych zmian w naszej Polityce Prywatności i Plików Cookies i chcemy, abyś wiedział, co to oznacza dla Ciebie i Twoich danych

Menu

Po koncercie "STO LAT" w Royal Albert Hall - cz. 2

Po koncercie
Janusz Sikora-Sikorski i Ania Wyszkoni przy wyjątkowym torcie. (Fot. Sergiusz Rydosz)
11 listopada 2018 roku w Royal Albert Hall, w rocznicę stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę, odbył się wyjątkowy koncert. W tak szczególnym dniu dla mieszkającej w Zjednoczonym Królestwie Polonii, w Londynie było patriotycznie, tkliwie i wzniośle.
Reklama

Jedna z najbardziej prestiżowych sal na świecie była wypełniona po brzegi, a na miejscu wystąpili wspaniali artyści z Polski, m.in. Edyta Górniak, Anna Maria Jopek, Stanisław Soyka, Leszek Możdzer, Kuba Badach, a także zespół folklorystyczny Mazury Dance Company, londyńskie chóry Ave Verum i Schola Cantorum oraz London Gala Orchestra pod kierownictwem Stephena Ellery'ego. Uczestnicy koncertu mogli również usłyszeć Akademicki Chór Politechniki Śląskiej, który był jedynym chórem z Polski uczestniczącym w wydarzeniu (więcej na temat wszystkich wykonawców można znaleźć TUTAJ).

A jak podsumowują imprezę sami artyści? (TUTAJ zobacz część 1).

Rafał Bartmiński i Ania Jeruc. (Fot. Sergiusz Rydosz)

Rafał Bartmiński (polski tenor, absolwent wydziału wokalno- aktorskiego Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach):

"Bo wolność nie jest dana raz na zawsze".

- Wysiłek, przelana krew naszych przodków, nie poszły na marne. Możemy się spotkać w wolnym świecie i manifestować swobodnie nasze przywiązanie do wolności i niepodległości oraz naszych tradycji chrześcijańskich i kulturowych. Polska w swojej długiej historii przeżyła utratę wolności i niepodległości, dlatego wiemy, że każdy naród ma prawo mieszkać i żyć w granicach swego państwa. Być wolnym i niezależnym. Mieć dobre stosunki z sąsiadami. Musi posiadać swój rząd i konstytucję, gwarantującą wszystkie prawa obywatelskie. Trzeba je wszystkie szanować. „Bo wolność nie jest dana raz na zawsze”.

W Royal Albert Hall zaśpiewałem pieśń „Czerwone Maki na Monte Cassino”. Zaśpiewałem ją w hołdzie dla gen. Władysława Andersa, twórcy 2 Korpusu Polskiego i jego żołnierzy. Z myślą również o moim kuzynie, plutonowym Wincentym Gawrońskim, żołnierzu 3 Dywizji Strzelców Karpackich, który z 1 Baonem brał udział w walkach pod Monte Cassino. Za bohaterską postawę w zwycięskiej bitwie oraz innych walkach na froncie włoskim, został odznaczony trzykrotnie Krzyżem Walecznych.

Jestem szczęśliwy, że mogłem być częścią tak doniosłego wydarzenia i wraz z wybitnymi osobistościami polskiej sceny muzycznej uczcić 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości.

Leszek Możdżer. (Fot. Sergiusz Rydosz)

Leszek Możdżer:

"Patriotyzm to miłowanie własnego narodu, ale też angażowanie się w działania mające na celu dobro całej ludzkości".

Wolność jest możliwa tylko wtedy, kiedy pozna się prawa rządzące przyrodą, ludzkim ciałem oraz psychiką. W dzisiejszych czasach wymaga to nie tylko zdobywania informacji, ale przede wszystkim pozbywania się informacji z umysłu, gdyż system finansowy dla uruchamiania przepływów pieniądza uruchamia potężną machinę kłamstw dotyczących wszystkich parametrów życia. Tak więc wolności trzeba poszukiwać na polu psychologicznej pracy wewnętrznej, bo w świecie materialnym jest ona niemożliwa.

Podobnie jest z patriotyzmem, który jest nieustannie podsycany aż do chorobliwej postaci w celu robienia dużych korporacyjnych interesów. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że duma nieuchronnie wiąże się z pogardą, więc przyłączanie się do napędzania narodowej dumy także jest ryzykowne. Dla mnie prawdziwy patriotyzm to ciche, spokojne miłowanie własnego narodu i angażowanie się w bezstronne działania mające na celu dobro całej ludzkości. W moim przypadku są to starania o stworzenie pięknej muzyki i rozpowszechnianie uniwersalnych zasad rządzących ludzkim umysłem.

Podczas prób i koncertu miałem możliwość doświadczyć wielu różnych, przeciwstawnych emocji. W sali Royal Albert Hall grałem po raz pierwszy, więc byłem bardzo zaciekawiony, jak wygląda od środka. Już na próbie ogarniał mnie zachwyt nad kunsztem artystów występujących na scenie i czułem dumę ze współuczestnictwa w tak potężnym przedsięwzięciu. Odczuwałem też wewnętrzny konflikt, który towarzyszy mi od dawna, a polega na konstatacji, że cała współczesna historia jest w rękach przemysłu zbrojeniowego, co siłą rzeczy wpływa na kształt całej naszej kultury. Ale zdecydowanie najsilniejszą emocją była ogromna trema przed występem. Denerwowałem się tak bardzo, że po koncercie mój organizm był wręcz zatruty kortyzolem. Ten wchłania się tylko podczas snu, a ja musiałem wstać o czwartej rano, żeby zdążyć na samolot. Następnego dnia ledwo wszedłem na scenę. Ale mimo to jestem bardzo rad z tego, że byłem częścią tego niesamowitego koncertu.

Ania Jeruc - jeden z najsłynniejszych sopranów świata. (Fot. Sergiusz Rydosz)

Ania Jeruc (sopran):

"Tego wieczoru byliśmy muzyczną i duchową rodziną".

- W czasie koncertu w Royal Albert Hall z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości czułam się zaszczycona, szczęśliwa, wzruszona i wdzięczna. Nigdy nie zapomnę dumy z prowadzenia i wspólnego śpiewu hymnu polskiego z tak ogromną publicznością!

Było to bardzo szczególne przeżycie artystyczne, duchowe i personalne. To ostatnie ze względu na moje dwie córeczki towarzyszące mi na scenie, jedna śpiewająca w chórze polskich szkół sobotnich, a druga, wciąż noszona pod sercem. Niesamowite wrażenie zrobiły na mnie też setki polskich flag powiewających w najznamienitszej londyńskiej sali koncertowej, gdzie po raz pierwszy rozbrzmiewała muzyka, na której wychowały się pokolenia Polaków, niezapomniane chwile.

Czułam, że my wykonawcy i publiczność jesteśmy muzyczną i duchową rodziną. Rozdawaliśmy sobie wzajemnie radość i miłość, i pewną niewypowiedzianą tęsknotę za krajem, od którego dzieliło nas tysiące kilometrów. Tego wieczoru Polska poprzez muzykę i niesamowitą atmosferę, była właśnie w Royal Albert Hall, w naszych sercach!

Patriotyzmu wciąż uczę się od starszej Polonii, która z miłości i nostalgii, własnymi rękami i środkami materialnymi, budowała na Wyspach brytyjskich polskie kościoły, szkoły sobotnie, kultywując przy tym kulturę w organizacjach polonijnych, zespołach folklorystycznych i chórach. Nasze pokolenie emigracji zastało w Londynie małą Polskę. Dlatego należy pamiętać o naszych korzeniach, kultywować język i tradycje, przekazywać polskość naszym dzieciom, uczyć ich języka i historii naszego odważnego i pięknego narodu, i czuć dumę, że jesteśmy kolejnym pokoleniem wolnych Polaków. A jednocześnie nie zapominać, że o tę wolność walczyły miliony i nie jest to dar wieczny, więc to od nas i wychowania naszych dzieci zależy przyszłość Polski.

Janusz Sikora-Sikorski i zespół Lombard. (Fot. Sergiusz Rydosz)

Janusz Sikora-Sikorski (pomysłodawca i przewodniczący Komitetu Organizacyjnego STO LAT):

- Dla mnie wszystko było o koncercie – od samego początku, czyli od pięciu lat, gdy podjąłem decyzję, że to najlepszy sposób, by uczcić 100. rocznicę powrotu Polski Niepodległej. Od początku wiedziałem, ile pracy wiele ludzi będzie musiało włożyć, by koncert doszedł do skutku. Dlatego, by zapał wzrastał i wszyscy - artyści, muzycy, technicy, woluntariusze, a także potencjalna publiczność, ciągle byli inspirowani - koncert musiał być na najwyższym, światowym poziomie, na miarę wielkości i wyjątkowości okazji.

Program powstawał przez parę lat. Od początku miałem utwory, które musiały być włączone do programu. Niemniej, przesłuchałem setki polskich piosenek i utworów muzycznych i tak powoli, w trudzie, lista stawała się coraz wyraźniejsza. Niektóre piosenki łączyły się od razu z artystami jak na przykład "Tolerancja", którą musiał zaśpiewać Staszek Soyka lub "Przeżyj to sam" którą mógł wykonać tylko Lombard.

Podczas koncertu słyszałem tylko relacje artystów i muzyków schodzących ze sceny. Byłem wzruszony do łez komplementami o koncerie, atmosferze panującej w Royal Albert Hall i ich przeżyciu występu w takim rewelacyjnym miejscu.

Ja większość koncertu spędziłem za sceną i dopiero w poniedziałek mogłem usłyszeć fragmenty koncertu na You Tube. Chociaż wiedziałem już w noc niedzielną, że koncert był wielkim przeżyciem patriotycznym dla 5000-tysięcznej publiczności, to nie spodziewałem się tylu emali, tekstów, telefonów, a wszystkie potwierdzały nadzwyczajny sukces koncertu.

Zacytuję tylko kilka wypowiedzi:

W niedzielę wieczór, w Royal Albert Hall, była Polska naszych marzeń...

To był nasz najlepszy koncert, jaki w życiu zagraliśmy i taki w naszych sercach pozostanie...

The concert was a colossal triumph... for Poland. Many great sounds, and masses of beautiful, memorable words... Limitless congratulations……..     

What a magnificent and magical Sto Lat concert last night. We enjoyed it enormously and importantly delighted in celebrating the once in a lifetime occasion. Just brilliant! An enormous thank you and boundless congratulations!

Uważam, że spełniliśmy zadanie, by uczcić godnie 100. rocznicę Niepodległej Polski.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 5.21 / 14

Komentarze


Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią

Dodaj komentarz


Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 11.12.2018
GBP 4.765 złEUR 4.298 złUSD 3.776 złCHF 3.827 zł

Sport


Reklama