Nasza Polityka Prywatnosci oraz Cookies została zaktualizowana.

Wprowadziliśmy kilka istotnych zmian w naszej Polityce Prywatności i Plików Cookies i chcemy, abyś wiedział, co to oznacza dla Ciebie i Twoich danych

Menu

Moje miejsce w Tajlandii: Chiang Mai! 10 powodów, dla których warto tu przyjechać

Moje miejsce w Tajlandii: Chiang Mai! 10 powodów, dla których warto tu przyjechać
Położona na dalekiej północy miejscowość Chiang Mai ma wszystko, co potrzeba entuzjastom przygód, wyzwań i wysiłku. To idealne miejsce dla miłośników natury. Oraz, ze względu na przystępne ceny - zauważalnie niższe niż na tajskich wyspach - dla osób podróżujących budżetowo.
Reklama

A tak się składa, że zaliczam siebie do wszystkich tych trzech kategorii – co czyni dla mnie Chiang Mai moim tajskim numerem jeden!

Wizyty w Chiang Mai nie mogłam się doczekać. Byłam tu już wcześniej, podczas mojej pierwszej wizyty w Tajlandii, w 2014 roku – i już wtedy ta otoczona malowniczymi górami miejscowość skradła moje serce. Byłam niezmiernie ciekawa, czy i tym razem będzie podobnie. Wiecie co? Było nawet dużo lepiej!

#1 Góry, parki narodowe i niesamowite trekkingi

W 2014 roku wzięłam udział w trzydniowym trekkingu w położonym kilkanaście kilometrów za Chiang Mai parku narodowym i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o przygody, było to jak dotąd moje najlepsze tajskie doświadczenie. Niewielka, bo ledwie ośmioosobowa grupka turystów. Tajski przewodnik, który przedstawił się ksywką Bond i który co rusz zaskakiwał nas po drodze ciekawostkami na temat mijanych miejsc, zwierząt i roślin. A to pokazał nam jak uprawia się orzechy archaidowe, a to jak poprawnie rozłupać maczetą kokos, to znów poczęstował wszystkich chrupkimi niczym chipsy świerszczami.

Najlepsze były jednak noce: spędzone przy ognisku w środku dżungli, z pięknym widokiem na gwiazdy i tysiącem tajemniczych odgłosów lasu. 

Uwaga, poniżej jest zdjęcie dużego pająka.

#2 Wodospady

Wodospadów jest tak wiele i są na tyle spektakularne, że zasługują one na osobny punkt. Najlepsze jest to, że można się w nich kąpać! Czy jest coś lepszego od zanurzenia się w lodowatych strumieniach wodospadu po kilkugodzinnej wędrówce uroczą, lecz duszną i goracą dżunglą? Tym razem zorganizowałam sobie swój prywatny mini trekking, odwiedzając trzy wodospady. (Trasę zaczęłam przy świątyni Wat Prahat Doi Suthep, odwiedzając wodospady Say Yoi, Mon Tha Than i położony między nimi, najwyraźniej bezimienny wodospad – do planowania takich tras polecam aplikację Maps.Me)

#3 Niedzielny targ nocny

Każdego niedzielnego wieczoru centrum Chiang Mai zamienia się w jeden, ogromny market, w którym do kupienia jest niemal wszystko. Wiele stoisk oferuje różnego rodzaju ciekawe wyroby rzemieślnicze, pamiątki i tanie, typowo backpackerskie ubrania – ale mnie i tak interesuje jedynie jedzenie. Od wyboru może zakręcić się w głowie! Na dodatek jest bardzo tanio.

#4 Codzienny targ nocny – Night Bazaar

Jeśli nie udałoby Ci się dotrzeć do Chiang Mai – nic straconego! Codziennie wieczorem możesz odwiedzić Night Bazaar, który co prawda nie ma rozmiarów targu niedzielnego, ale wciąż oferuje niezły wybór pysznego jedzenia – nie tylko kuchni tajskiej, ale m.in. również indyjskiej czy tureckiej. Najlepszy pad thai zjadłam właśnie tutaj, w dodatku płacąc za niego tylko 35 bht. (Czyli ok. 3,50 zł)

#5 Świątynie buddyjskie

W Chiang Mai można spędzić kilka dni wyłącznie na zwiedzaniu świątyń, a pewnie i tak nie zobaczy się choćby połowy z nich. Są ich setki. Jeśli chciałbyś wybrać tylko jedną, koniecznie odwiedź położoną na górze Wat Phrathat Doi Suthep – z wspaniałym widokiem na panoramę miasta. Dojechać do niej można z Chiang Mai za 40 – 60 bht (4,30 – 6,50 zł) dzieloną taksówką. Sam wstęp kosztuje 20 bht (2,20 zł).

#6 Niesamowity, backpackerski klimat miasta

Powiedzmy sobie wprost, na pierwszy rzut oka Chiang Mai niewiele różni się od innych tajskich miast. Owszem, jest tu całkiem sporo nowoczesnych budynków – ale na dobrą sprawę nie jest tu ani czyściej, ani spokojniej, ani mniej tłoczno niż gdziekolwiek indziej! Przejście na drugą stronę ulicy wciąż potrafi być tu niezłym wyzwaniem. A mimo to, szczególnie w otoczonej fosą historycznej części miasta panuje niesamowity, backpackerski klimat. Pełno tu małych kawiarni, restauracji, barów i lodziarni, całkiem designerskich hosteli, przyjemnych salonów z masażem, agencji trekkingowych, wypożyczalni skuterów i rowerów górskich, a także niezbędników typu pralnie i apteki – generalnie wszystkiego, co sprawi, że pobyt w Chiang Mai będzie po prostu niezwykle przyjemny i bezproblemowy.

#7 Znakomita baza noclegowa

W żadnej turystycznej części Tajlandii nie znalazłam tak tanich noclegów jak w Chiang Mai. Cztery lata temu nocowałam w Dengba Hostel za 10 zł za noc w pokoju czteroosobowym, tym razem wybrałam A Little Bird Guesthouse i za nocleg w pokoju wieloosobowym wraz z kawą i skromnym śniadaniem zapłaciłam 3 USD, czyli również ok. 10 zł. Baza noclegowa jest ogromna – w aplikacji Agoda do wyboru jest ponad trzy tysiące (!) obiektów, więc każdy znajdzie coś odpowiednigo do swoich oczekiwań.

#8 Kurs medytacji

Z całą pewnością mogę powiedzieć, że to moje najcenniejsze doświadczenie z podróży po północnej Tajlandii. Kurs organizowany przez mnichów z Monk Chat trwa dwa dni (każdy wtorek i środa). Chętni zbierają się przy świątyni w centrum miasta, gdzie po zapisach otrzymują białe ubrania – należy je nosić podczas całego kursu – a po wykładach na temat buddyzmu i medytacji przewożeni są do centrum medytacyjnego poza miastem. Podczas trwania kursu obowiązuje całkowita cisza – co już samo w sobie jest bardzo ciekawym doświadczeniem. Nie dość, że nie można ze sobą rozmawiać, to po chwili każdy stara się wszelkie czynności, jak np. odkładanie sztućców lub poduszki, wykonywać jak najciszej.

Podczas kursu poznaliśmy wiele różnych technik medytacyjnych, oprócz medytacji na siedząco m.in. medytację podczas chodzenia i medytację dynamiczną. Mieliśmy bardzo ciekawą dyskusję z mnichami (jedyny czas, gdy można się było odezwać i zadawać im dowolne pytania dotyczące nie tylko buddyzmu w ogóle, ale również np. ich życia codziennego).

Drugiego dnia zostaliśmy obudzeni o piątej rano, aby po porannej medytacji poznać codzienny, odbywający się o świcie rytuał zbierania przez mnichów jałmużny. Z kolei podczas posiłków (bardzo smacznych zresztą) praktykowaliśmy uważność w jedzeniu i wdzięczność za nie. Może się wydawać, że dwa dni to niewiele (większość kursów medytacji w Chiang Mai trwa minimum 10 dni), ale dla mnie były to bardzo ważne dwa dni, które z pewnością w pewnym stopniu mnie zmieniły.

#9 Kursy gotowania

W Chiang Mai nie brak również ofert jednodniowych kursów gotowania tajskich potraw. Bardzo przyjemna rzecz! Najpierw przez kilka godzin krok po kroku wspólnie pichcicie poszczególne dania (z reguły jest to menu składające się z zupy, drugiego dania i deseru), a następnie zasiadacie do uczty i to wszystko jecie. Co prawda nie zdecydowałam się na udział ze względu na ograniczony czas oraz fakt, że wszystkie oferty jakie wpadły w moje ręce, zawierały w menu potrawy mięsne. Ale gdybym znalazła ofertę z potrawami wegetariańskimi albo, co lepsze, kurs przygotowywania tajskich deserów, z pewnością nie przepuściłabym takiej okazji!

#10 Dobra baza wypadowa do Chiang Rai i Pai

...czyli innych popularnych miejsc w północnej Tajlandii. Chiang Rai jest słynne z powodu Białej Świątyni, a Pai jako typowo backapckerska, luzacka miejscość w malowniczym, górskim otoczeniu. Chiang Mai oferuje kilka połączeń autobusowych do obu miejscowości dziennie.

Powoli zbliżał się czas, w którym planowałam przedostać się do Laosu. W tym celu wybrałam się do położonej na granicy miejscowości Chiang Khong. Sześciogodzinna trasa autobusowa była niezwykle piękna, ale sama miejscowość niezbyt ciekawa. Mimo to, spędziłam tam aż trzy noce – wszystko ze względu na zimowe igrzyska olimpijskie i pierwszy indywidualny konkurs skoków narciarskich, którego transmisji po prostu nie mogłam przegapić!

Natomiast następnego ranka po konkursie udałam się na granicę, gdzie po sprawnej przeprawie czekał mnie dwudniowy spływ Mekongiem do laotańskiego Luang Prabang. O tym jak wyglądało przejście za granicę, jakie były moje pierwsze wrażenia z Laosu i jak podróżowało mi się łodzią, opowiem już w następnym wpisie! Polub mój fanpage, aby być na bieżąco.

Autor zdjęć: Magdalena Jeż

www.upandhere.rocks – czyli Polka w podróży solo po Azji Południowo-Wschodniej. Opisy, zdjęcia, przydatne informacje, ciekawostki. Zapraszamy na bloga.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 5.75 / 4

Komentarze


Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią

Dodaj komentarz


Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 20.07.2018
GBP 4.838 złEUR 4.327 złUSD 3.717 złCHF 3.720 zł

Sport


Reklama