Nasza Polityka Prywatnosci oraz Cookies została zaktualizowana.

Wprowadziliśmy kilka istotnych zmian w naszej Polityce Prywatności i Plików Cookies i chcemy, abyś wiedział, co to oznacza dla Ciebie i Twoich danych

Menu

Bukiety agresji

Bukiety agresji
Kwiaty w miejscu, gdzie zmarły się włamał przed swoją śmiercią. (Fot. Independent.co.uk)
W ostatnich dwóch tygodniach rozpętała się dziwna i zatrważająca w skutkach burza na ulicach dzielnicy londyńskiej Hither Green.
Reklama

W nocy 4 kwietnia odbył się dramat. Do domu 70-letnich emerytόw wtargnęło dwóch włamywaczy. Wiemy, że jeden z nich był uzbrojony w duży śrubokręt. Obudzili i nastraszyli niepełnosprawną właścicielkę domu, a jej męża wyciągnęli z sypialni i przeprowadzili do kuchni. Tu właściciel domu, 78-letni pan Richard Osborn-Brooks, zaczął szamotać się z jednym z napastnikόw i udało mu się go zranić tym właśnie śrubokrętem.

Okaleczonego 37-letniego złodzieja, Henry'ego Vincenta, wyprowadził z domu jego wspόlnik 28-letni Billy Jeeves i poprowadził do swojej ciężarόwki zaparkowanej na ulicy. Lecz Vincent był tak osłabiony, że opadł na ziemię. Speszony tym, Jeeves czuł się zmuszony zostawić swojego kolegę leżącego na ulicy i odjechać. Rana okazała się być zbyt ciężka. Vincent leżał nieprzytomny na ulicy, w kałuży swojej własnej krwi. Tam go znalazła policja i służba zdrowia - i zawieziono go do szpitala. Ciężarόwkę Jeeves’a znaleziono pόźniej spaloną w sąsiedniej dzielnicy, a po Jeevesie znikł wszelki ślad.

Policję oczywiście wezwali domownicy. Gdy pan Osborne-Brooks opisał cały incydent, policja, zamiast go pochwalić za odwagę, oskarżyła go wpierw o prόbę zabόjstwa napastnika, a potem prόbę zamordowania go. Po paru godzinach doszła wiadomość, że Vincent umarł jednak w szpitalu. Zmieniono ponownie stan oskarżenia z prόby morderstwa na morderstwo. Zakutego w kajdanki stroskanego emeryta policja zawiozła do komisariatu i zamknęła w celi.

Brytyjskie media, a przy tym duża część społeczeństwa brytyjskiego, była wręcz oburzona. Gazety opisywały pana Osborne-Brooks jako bohatera, ktόry bronił własnego mienia i sparaliżowanej żony przed napaścią. Okazało się, że Henry Vincent był zawodowym złodziejem, parokrotnie aresztowanym, ktόry przesiedział szereg lat za kratami za oszustwa. Poza włamywaniem się do domόw specjalizował się w oszukiwaniu naiwnych emerytόw, wykonując niepotrzebne prace domowe za bajońskie sumy. Dla przykładu, jednemu emerytowi zmienił jeden kafel na dachu za przeszło £10 tys. Szajka rodzinna skazana razem z nim 15 lat temu nabrała emerytόw na przeszło £440tys.

Pod naciskiem mediόw i Home Office oskarżenie cofnięto - i gospodarza domu odesłano z powrotem do chorej żony.

Niestety, pod wpływem opublikowanych gróźb pozbawienia go życia, biedny właściciel domu zmuszony został do opuszczenia własnego mieszkania wraz z małżonką. Policja obawiała się, że ktoś z zamożnej rodziny zmarłego będzie chciał wziąć odwet za śmierć swojego kuzyna. Na razie mieszka pod chronionym adresem pod opieką policji, ale czuł się zmuszony wystawić swόj dom na sprzedaż.

Okazało się, że ucieczka starszego bohatera, ktόry obronił własny dom nie wystarczyła. Od pierwszego dnia zaczęły ukazywać się bukiety kwiatόw i wspominkόw w kształcie misiόw i balonikόw przyczepionych do prywatnych płotόw naprzeciwko domu pana Osborne-Brooksa. Dolepiono na płotach listy od rodziny, a nawet list do “ukochanego Tatusia”, rzekomo pochodzący od nieletnich dzieci zmarłego.

Zarόwno sąsiedzi, jak i media, byli oburzeni. Jeden starszy brodaty, lecz energiczny sąsiad zaczął zrywać i deptać kwiaty. Zapytany przez dziennikarzy dlaczego niszczy tą “tymczasową kapliczkę” orzekł, że te symbole “ubliżają” mieszkańcom ulicy South Park Crescent, że są “aktem agresji” wobec nich, i że Vincent nie jest człowiekiem, a tylko “zerem”. Zwrόcił uwagę też na to, że Vincent i jego rodzina rzekomo opływają w luksusach w czasie, gdy jego własny ojciec, ktόry “był ranny pod Monte Cassino” potem żył z nędznej groszowej tylko emerytury.

Następnego dnia kwiaty wrόciły. Kobiety, ktόre je składały prosiły o “tolerancję dla rodziny”, aby móc godnie uczcić pamięć zmarłego na miejscu, gdzie zmarł, a zrywanie kwiatόw nazywały “aktem barbarzyństwa". Nie wyrażały żadnej skruchy. Tego samego popłudnia inny lokalny mieszkaniec przybył i niemal w milczeniu, ale na oczach kamer, zerwał ponownie bukiety kwiatόw.

Anarchia na ulicach Londynu! To była rzecz niesłychana. Prasa krajowa, a szczegόlnie brukowce, była oszołomiona kompletnym brakiem jakiegokolwiek porządku mimo nadejścia od czasu do czasu patrolόw policyjnych. W większości prasa, nawet ta liberalna, uważała że mieszkańcy ulicy mają prawo mieszkać bez potrzeby oglądania tych kwiatόw na cześć osoby, ktόra ich dotychczas prześladowała. Ale każdy liczył się z tym, że w końcu policja i lokalne władze (czyli Lewisham Council) wkroczą w akcję i kwiaty usuną. Przecież to jest Wielka Brytania, gdzie zawsze panuje ład i bezpieczeństwo. Sondaż publiczny wykazał, że 82% osόb pytanych uważało, że kwiaty powinne być usunięte, a na Facebooku przeszło paręset osόb natychmiast wyraziło poparcie na nowej stronie, ktόrą założono w obronie mieszkańcόw.

I przyszła interwencja. Lokalny komisarz policji, Sir Craig Mackey, podkreślił w wywiadzie dla lokalnego radia LBC, że jest to przede wszystkim tragedia dla rodziny zmarlego i lokalni mieszkańcy powinni uznać prawo rodziny do publicznej żałoby. W końcu “kładzenie kwiatόw nie jest zbrodnią”, a ci co kwiaty zrywają, mogą być zaaresztowani. Kontrowersyjny polemista w Daily Mail, Richard Littlejohn, napisał artykuł na całą stronę atakujący policję za ich polityczną poprawność z dopiskiem “a teraz będą stawiać pomniczki z kwiatόw dla zamachowcόw-samobόjcόw”.

Przede wszystkim, poza niefortunną interwencją policji, daje się odczuć zupełne milczenie ze strony oficjalnych rzecznikόw lokalnych. Gdzie są lokalni radni? Gdzie jest lokalny poseł? (Czyli Heidi Alexander, MP for Lewisham East). Gdzie są lokalni duchowni? Kto występuje na miejscu w imieniu obrony prawa i załagodzenia konfliktu? Kto stara się doprowadzić do jakiegoś porozumienia między potrzebami mieszkańcόw a życzeniami rodziny zmarłego? Wydaje się, że anarchia rządzi dalej. Przez cztery dni kwiaty wracają; a przez cztery noce, mimo gróźb policji, kwiaty znikają

Dlaczego policja wydaje się być tak przychylna rodzinie zmarłego? Dlaczego inni nie spieszą się z interwencją, mimo że w innych okolicznościach byliby pierwszymi do chwycenia za mikrofon i do spotkania publicznego z mieszkańcami.

Otόż rodzina pana Vincenta jest dość znana policji, a szczegόlnie w sąsiednim hrabstwie Kent, jako “crime family”, czyli jako rodzina przestępcza. Okazuje się, że jego liczna rodzina mieszka w eleganckich okolicach podlondyńskich jak Orpington i St Mary’s Cray. Ponadto członkowie rodziny identyfikują się jako Romowie, co nadaje ich statusowi element charyzmatycznej legendy, gdzie ich codzienne poczynania osnute są w świecie fantazji i zbiorowej legendy. Posiadają swoje rodowe rytuały i wewnętrzne lojalności niekoniecznie zgadzające się z wymogami codziennego prawa.

Ze względu na to są traktowani jako mniejszość narodowa. Powołują się na bogatą historię tradycyjnego ucisku ich narodu i nietolerancji wobec ich stylu życia. Posiadają znamię “obcości”, ktόrych tradycje powinno się szanować. Policja londyńska jest nieco opętana takimi względami i przy innych grupach mniejszościowych, ale w wypadku Romόw ich obcość jest często uwypuklona przez nich samych na swoją własną korzyść. Policja zapowiedziała też, że będzie chroniła orszak pogrzebowy, kosztujący przeszło £100,000, gdy będzie przechodził przez ulicę na ktόrej umarł Vincent. Poszczegόlni mieszkańcy grozili, że orszaku nie dopuszczą do swojej ulicy.

Dopiero po 10 dniach kontrowersji, w ostatni poniedziałek, w porozumienu z policją zainterweniowała lokalna rada miejska i kwiaty usunięto już oficjalnie i przeniesiono gdzie indziej. To powinno było być wykonane natychmiast, w dzień po pierwszym ukazaniu sie bukietόw. Wiadomo, że Romowie są przeważnie katolikami. Mόgł więc w porozumieniu z radą miejską zainterweniować ktόryś ksiądz katolicki i zaproponować należyte miejsce dla składania kwiatόw przy jednym z kościołόw czy przy kaplicy na pobliskim cmentarzu Hither Green. Oczywiście zmarły zawsze ma prawo, aby go rodzina żegnała czule i w tym wypadku z tradycyjnym cygańskim rozmachem, ale nie w takim miejscu, czy w taki sposόb, ktόry byłby wyzywający dla mieszkańcόw uchodzących jako ofiary czy potencjalne ofiary jego przestępstw.

Od razu zaznaczam, że doceniam i szanuję potrzebę politycznej poprawności w zdrowym rozsądnym społeczeństwie. Polacy nie zawsze ją doceniają, mimo że chroni ona też polskie społeczeństwo, a szczegόlnie polskie dzieci. Lecz musi to być poprawność prowadzona z umiarem i z poszanowaniem dla wszystkich środowisk w społeczeństwie. Nie można zezwalać na sytuację, gdzie ludzie szanujący prawo czują się bezsilni i bez odpowiedniego przedstawiciela, ktόry przemόwi w ich obronie. Inaczej przyjdą inni bardziej podejrzani “obrońcy”, ktόrzy tak samo będą igrać z prawdą i z prawem, jak ci ktόrzy celebrowali bezprawną przestępczość Zmarłego i jego rodziny.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.92 / 11

Komentarze


  • Greg Greg
    22 kwietnia, 09:19

    Chory kraj!!!!!!!!!! Same debile!!!

  • Vistula
    22 kwietnia, 19:00

    Tekst pisany w pospiechu, niemalze na kolanie. Nic z niego nie wynika poza tym, ze autor okazuje sie byc Wujciem Dobra Rada, ktory uzywajac skrotow myslowych najpierw pisze o przestepczosci rodziny zmarlego, a potem, ze to katolicy, a wiec skoro katolicy to... Prymitywne zagrywki dzialajace na pustakow od "ulicy i zagranicy". Ale pewnie podobnie jak dla najpotezniejszego z najbardziej leniwych Polakow, takze dla autora Polskosc, a szczegolnie ta katolicka, to nienormalnosc. Dal to wyraz we wczesniejszych tekstach.

Dodaj komentarz


Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 20.08.2018
GBP 4.801 złEUR 4.300 złUSD 3.769 złCHF 3.784 zł

Sport


Reklama