Nasza Polityka Prywatnosci oraz Cookies została zaktualizowana.

Wprowadziliśmy kilka istotnych zmian w naszej Polityce Prywatności i Plików Cookies i chcemy, abyś wiedział, co to oznacza dla Ciebie i Twoich danych

Menu

7 rzeczy, za które nienawidzimy Londynu

7 rzeczy, za które nienawidzimy Londynu
Zdjęcia: Thinkstock
Witaj w mieście najdroższych mieszkań, ubezpieczeń samochodowych i opłat za komunikację miejską i alkohol w pubach.
Reklama

Big Ben, Tower Bridge, Sea Life, London Eye, Buckingham Palace, urokliwe parki, kawiarnie - oto nasz piękny Londyn. Ogromna metropolia, która nie daje spać, pochłania większość wypłaty i uczy znieczulicy. A mimo to dalej tu jesteśmy, choć narzekamy coraz częściej na atrybuty tego, jak nam się wydawało, Eldorado.

Rzeczy, które zachwycały nas w tym mieście, gdy tu przybywaliśmy, z czasem stały się uciążliwe, jak zachwyty nad „Chickenami“ na każdym rogu zamienione na narzekanie odnośnie „zapachu“.

Kiedy za oknem po raz dziesiąty w ciągu miesiąca leje deszcz, nienawiść do Londynu przychodzi z czasem wręcz naturalnie. Tak samo naturalnie jak oczekiwanie na termin kolejnego strajku pracowników metra.

Za co najbardziej nienawidzimy Londynu?

 

1. Drogo, drożej, Londyn

Choć zarobki w Londynie są porównywalne z innymi miastami, to jednak koszty życia znacznie przewyższają inne rejony. O zakupie domu w mieście Big Bena możemy marzyć długimi latami, czynsze za wynajem osiągają wręcz rekordowe sumy. I weź tu człowieku coś odłóż. Witaj w mieście najdroższych mieszkań, ubezpieczeń samochodowych i opłat za komunikację miejską i alkohol w pubach. Istny obłęd. Minimalna pensja ledwo starcza na podstawowe potrzeby plus jedno wyjście miesięcznie „na miasto“ w zamian za mrożone paluszki rybne jedzone przez trzy dni.

2. Odległości

Rozciągające się na długie kilometry miasto o powierzchni 1 572 km² ma nam wiele do zaoferowania. Niestety, po to wszystko musimy przemierzać je godzinami i różnymi środkami lokomocji. Do pracy musimy dojeżdżać godzinę, dwie, a nawet i dłużej. Co z tego, że mamy znajomych, skoro o wiele łatwiej i szybciej jest nam spotkać się na Skype, niż w rzeczywistości? Chyba że możemy poświęcić 15 minut na pieszo, potem kilka przystanków w autobusie, by dojechać do metra, z którego po przejechaniu kilku stacji przesiądziemy się w pociąg, autobus i w niecałe 2 godziny jesteśmy na miejscu. Z powrotem czeka nas ta sama trasa, chyba że metro ma opóźnienia, lub jakaś linia jest zamknięta, wtedy pozostaje tylko autobus. Uff, za 3 godziny przy dobrych lotach uda nam się wrócić do domu.

A gdy już mowa o odległościach - dlaczego „londyńskie“ lotniska znajdują się tak daleko? Niby mamy Heathrow, Gatwick, Luton i Stansted, ale wszędzie jest DALEKO. Pozostaje tylko City Airport, choć połączenia z niego są raczej ograniczone i drogie.

 

3. Turyści

Są cudowni, czyż nie? Tacy zakochani w tym smogu, tłoku, piętrowych autobusach z resztkami wymiotów po sobotnich pasażerach. A my, londyńczycy, nie lubimy ich. Unikamy kontaktu wzrokowego, żeby przypadkiem któryś z nich nie spytał nas o drogę łamanym angielskim, albo co gorsze prosił o zrobienie fotki. Prawdziwy londyńczyk nie ma na to czasu. Ani ochoty. Albo jedno i drugie. Tu się biegnie, tu się je, pije kawę i pali papierosa jednocześnie podczas pośpiesznego kroku do pociągu. Turyści obrzydzają nam zakupy na Oxford Circus, denerwują cykaniem fotek, błyskiem fleszy.

4. Znowu pada

„Miasto deszczu“ nie rozpieszcza nas pogodą. Nawet jak BBC mówi, że będzie świecić słońce, trzeba mieć się na baczności. Tutaj znikąd wyrastają chmury i zostają nad miastem do późnego wieczora. Zawsze trzeba się zabezpieczać parasolką i płaszczem przeciwdeszczowym. Okropna aura jest wizytówką Londynu. Być może dlatego narzekamy - trudno być w wyśmienitym nastroju, gdy depresyjna szarość nieba zagląda nam przez szyby.

5. Metro

Gdy się śpieszymy, a metro działa bez zarzutu i nie ma godzin szczytu, kochamy je. A potem zaczynamy nienawidzić. Dlaczego? Nawet tygodniowe czy miesięczne „trawelki“ pochłaniają ogromne ilości ciężko zarobionych funtów, a komfort i tak pozostawia wiele do życzenia. Gdy nadchodzi weekend, nienawidzimy metra jeszcze bardziej. Nic tak nie psuje planów, jak „out of service“, „several delays“. Podobnie jesteśmy uradowani, gdy pracownicy metra ogłaszają kolejny strajk, a my MUSIMY dostać się na drugi koniec Londynu do pracy. „Serio? Znowu? O co tym razem im chodzi?“ - pytasz i nie otrzymujesz odpowiedzi, bierzesz wolne, albo klekoczesz się autobusami ( jednym często nie dasz rady dojechać z punktu A do punktu B).
 

6. Za dużo „się dzieje“

I nie mam tu na myśli tylko imprez wszelkiego rodzaju, bo to akurat działa na plus. Przestępstwa są tu codziennością, zabójstwa, gwałty, przemoc - chleb powszedni. Każdego dnia słyszymy doniesienia mediów, które wywołują „gęsią skórkę“. A jeśli mieszkamy na jednej z „tych“ dzielnic, mamy pewne jak w banku, że natrafimy na policyjne taśmy, zabieranie zwłok i karetki.

7. I tak tu zostajemy

Mimo tych narzekań, nadal tu mieszkamy. Pragniemy spokoju, braku zgiełku, ale nie chcemy się stąd wyprowadzić. Będziemy więc nadal narzekać na ceny, zarobki, metro, pogodę i będziemy nienawidzić to miasto nadal.

W końcu jesteśmy jego mieszkańcami...

 

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 5.08 / 13

Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 23.08.2019
GBP 4.805 złEUR 4.357 złUSD 3.937 złCHF 3.988 zł

Sport


Reklama