
Zamieszki przeniosły się na inne ulice miasta. Podpalano samochody i całe budynki, okradano sklepy. Wkrótce do podobnych zajść doszło w Manchesterze, Liverpoolu, Bristolu i Birmingham. Cały świat obiegły zdjęcia Wielkiej Brytanii, w której atakowana przez tłumy policja nie miała kontroli nad tym, co się działo. Trwające kilka dni bezprawie zakończyło się śmiercią 5 osób i aresztowaniem ponad 3 tys. najaktywniejszych uczestników tych wydarzeń.
Debata, jaka rozgorzała po przywróceniu ładu i wstępnym oszacowaniu strat, dotyczyła przede wszystkim sytuacji ludzi młodych w Wielkiej Brytanii. Socjologowie winili system, który nie gwarantował absolwentom otrzymania pracy i pozostawiał ich bez nadziei na lepsze jutro. Szalejące bezrobocie dawało się we znaki szczególnie niewykwalifikowanej młodzieży z rodzin, gdzie od pokoleń żyło się z zasiłków i w przekonaniu, że pieniądze należą się od państwa.
W rok po zamieszkach sytuacja młodych Brytyjczyków nie wygląda wcale lepiej: ok. 1,5 mln osób w wieku od 16 do 24 lat nie uczy się, ani nie pracuje. Ponad 250 tys. z nich przynajmniej przez rok bezskutecznie poszukiwało pracy. Jak podaje dziennik „Metro”, do 2015 roku aż 3 mln dzieci na Wyspach będzie żyło w głębokim ubóstwie.
Dostępność do edukacji także się pogorszyła – wszystkie 123 uniwersytety i szkoły wyższe w Anglii planują podnieść od września czesne do przynajmniej 6 tys. funtów za rok. Tymczasem już teraz wysokie opłaty za studia spowodowały mniejsze zainteresowanie uzyskaniem wyższego wykształcenia.
„Musimy wreszcie wyciągnąć wnioski z tego, co się stało zeszłego lata. Zainteresujcie się nami, rozmawiajcie z nami” - zwracają do polityków cytowani przez media młodzi ludzie na Wyspach.
















