
Prof. Sobczak od wielu lat zajmuje się toksykologią dymu tytoniowego. Do zbadania e-papierosów skłoniła go rosnąca popularność tych urządzeń - stoiska z takimi produktami można spotkać niemal w każdym markecie. Widać je często na ekranach kin i w telewizji. "Pozostaje pytanie, czy tego typu urządzenia nie skłonią młodych ludzi, którzy nie sięgnęli po zwykłego papierosa, do wypróbowania papierosa elektronicznego. Tymczasem nie do końca zbadane są kwestie bezpieczeństwa związane z ich używaniem" - zauważył prof. Sobczak.
E-papierosy to urządzenia najczęściej przypominające tradycyjne papierosy. Zamiast tytoniu zawierają specjalny płyn, którego jednym ze składników jest nikotyna. Płyn jest podgrzewany, a powstający w ten sposób aerozol trafia do płuc metodą inhalacji.
Naukowcy nie mają wątpliwości, że zwykłe papierosy są bardziej szkodliwe niż te elektroniczne. W tych ostatnich nie dochodzi do spalania i wydzielania w ten sposób szkodliwych substancji. Nie oznacza to, że nie mają żadnego wpływu na zdrowie.
Nie wiadomo np. jakie dawki nikotyny są z e-papierosów emitowane do płuc i czy ta zawartość nikotyny rozkłada się równomiernie. "Wyniki dotychczasowych badań, prowadzonych w innych krajach, nie są jednoznaczne" - tłumaczy prof. Sobczak.
Zawartość kartridża e-papierosa podgrzewa się do temperatury - według różnych danych - od 100 do 200 stopni Celsjusza, aby powstał aerozol. "Powstaje pytanie, czy w tej temperaturze zachodzą jakieś przemiany chemiczne, które prowadzą do powstania związków szkodliwych" - zaznaczył naukowiec.
"Światowa Organizacja Zdrowia zajęła wyraźne stanowisko, że dopóki nie zostaną przeprowadzone kompleksowe badania, włącznie z klinicznymi, dotyczące tych urządzeń, producenci nie mają prawa reklamować tych wyrobów jako skutecznych środków nikotynowej terapii zastępczej" - podkreślił prof. Sobczak.
















