Menu

HEY zawiesza działalność, ale najpierw zagra na Wyspach!

HEY zawiesza działalność, ale najpierw zagra na Wyspach!
Fot. TZW Photography
"Tworzymy muzykę, jaka gra nam w sercach" - twierdzi Marcin Żabiełowicz, gitarzysta zespołu Hey, który już wkrótce zagości z koncertami w Wielkiej Brytanii.
Reklama

Marcin Żabiełowicz to gitarzysta rockowy i bluesowy, związany z zespołem "Hey" od 1992 roku.
Żabiełowicz występował oraz współpracował jako kompozytor i gitarzysta m.in. z takimi artystami jak Natalia Kukulska, Edyta Bartosiewicz, Albert Rosenfield, After Blues i John Porter. 

Jak wiadomo, 25-lecie istnienia zespołu świętujecie podczas trasy koncertowej "FaYrant Tour".  W Polsce koncerty dopiero przed Wami, a zaczynacie "świętować" trasą po UK (informacje o koncertach można znaleźć w dziale WYDARZENIA). Wolicie zatem grać w Polsce, czy poza granicami? 

- Koncerty za granicą niewiele różnią się obecnie od koncertów w Polsce. I tu, i tam na widowni są głównie Polacy, podobnie reagują na piosenki. Kiedyś ta różnica była większa, emigracja to byli ludzie, którzy wyjechali z Polski na początku lat osiemdziesiątych. Ci ludzie słuchali bardziej Perfectu i Maanam niż Hey. Obecnie Polacy mieszkający w UK to emigracja unijna, to ludzie, którzy dorastali wraz z nami, są z naszą muzyką za pan brat.

Jest jeszcze jedna sprawa: w latach dziewięćdziesiątych koncerty za granicą to była szansa wyjazdu do świata, który był bardziej kolorowy. Poznawaliśmy miejsca, w których nigdy nie byliśmy. Dla porównania, w 1995 roku w Polsce byliśmy już dosłownie wszędzie. Teraz mamy rok 2017, w samym tylko Londynie graliśmy już z pięć czy sześć razy, o ile mnie pamięć nie myli. W zasadzie czujemy się tam jak w domu, podobnie jak w Edynburgu czy Dublinie.

Każdy zagrany przez Was koncert gromadzi tłumy fanów. Wieloletnie doświadczenie grania na scenie daje Wam możliwość oceny polskiej publiczności - konkretnie mam tu na myśli ocenę zarówno publiczności w kraju, jak i za granicą. Czy dostrzegacie między nimi różnicę?

- Kiedyś różnica była bardziej widoczna, obecnie nie jest. To ta sama publiczność. Polska publiczność jest naprawdę wspaniała, ale też graliśmy dla publiczności na wskroś duńskiej czy francuskiej. We Francji w latach 90-tych zagraliśmy dwie pełnowymiarowe trasy, po 14 koncertów każda. Graliśmy też w ciężkim więzieniu we Francji, gdzie publiczność była, że tak powiem, wyjątkowa. Nie mogli klaskać, wstawać z krzeseł, głośno krzyczeć czy entuzjastycznie reagować. I oni - na swój sposób - też byli wyjątkowi, choć zapewne popełnili w swoim życiu rzeczy straszne. Każdy koncert dla każdej publiczności jest ważny, jedyny w swoim rodzaju. Dla każdego ma on inne znaczenie, dla każdego jest wyjątkowy.

Niezaprzeczalnie wpisaliście się w historię polskiej muzyki jako jeden z najbardziej kultowych zespołów. Nierzadko usłyszeć można, że jesteście wręcz najaważniejszym polskim zespołem, czy niekwestionowaną ikoną polskiego rocka. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? 

- Te wszystkie rzeczy są bardzo miłe. Wiem, że każde pokolenie ma co najmniej kilka tzw. kultowych zespołów. Dla mnie kultowe były Perfect, Maanam i TSA, dla kogoś innego będzie to Hey, Kult czy T.Love. Pamiętam, że kiedyś, gdy graliśmy wspólny koncert, podszedłem do Stefana Machela z TSA. Powiedziałem mu, że to ogromny zaszczyt dla mnie grać z nim na jednej scenie, gdyż wychowałem się na jego muzyce. Pamiętam jego reakcję, stał przede mną zwykły, skromny człowiek, który był nawet dość zakłopotany całą sytuacją i mówił, żebym nie przesadzał, bo gram w wielkim zespole. Takie sytuacje zdarzają się i mnie - wielokrotnie ktoś podchodzi i mówi, że moja gra na gitarze jest dla niego wspaniała, że zespół w którym gram jest najważniejszy w jej/jego życiu. Traktuję to jak kiedyś Stefan: z pokorą, zaszczytem, wdzięcznością.

Zaczynaliście grać w czasach, gdy żeby stać się popularnym, nie wystarczył tylko dostęp do internetu. Czy współczesność daje Wam większe możliwości, czy raczej utrudnia utrzymanie się na rynku? 

- Może się to wydać dziwne, ale kiedy zaczynaliśmy nie było internetu, przynajmniej w Polsce. Dopiero gdzieś w 1995 TPSA udostępniło słynny numer 0202122, czyli dostęp do sieci przez modem telefoniczny. Nie chcę nikogo deprecjonować ani brzmieć jak stary tetryk, ale wydaje mi się, że kiedyś wszystko było dużo prostsze: albo grałeś, bo chciałeś grać, albo robiłeś inne rzeczy. Nikt nie miał perspektyw na bycie "gwiazdą", o karierze można było tylko przeczytać w Non Stopie albo w Razem. Graliśmy, bo czuliśmy, że grać musimy.

Obecnie jest tak, że te wczesne ideały trochę się zatraciły. Programy typu talent show robią "gwiazdy" z ludzi kompletnie do tego nie przygotowanych (poza nielicznymi wyjątkami), dając im pięć minut sławy, a następnie pozbywają się ich w brutalny sposób, bo trzeba dać miejsce nowym.  My nie uczestniczymy w tego typu rzeczach, nie opieramy naszej pracy na liczbie kliknięć w internecie. Staramy się robić to, co umiemy najlepiej, pozostając szczerymi wobec nas samych i wobec naszej publiczności.

(Fot. TZW Photograph)

Konsekwentnie podążacie wytyczoną drogą artystyczną. Bez przesadnej prostoty i komercji, choć wielokrotnie zmienialiście styl, jak i również skład zespołu.  Jaki zatem jest współczesny "Hey"? 

- Skład zespołu tak naprawdę zmienił się tylko raz, w 1999 roku. Nie liczę zmian na stanowisku instrumentów klawiszowych, ale nikt z kolegów nie był tak naprawdę członkiem zespołu. Współczesny Hey jest zespołem dojrzałym, nadal ambitnym i pracującym, nie odcinającym kuponów od przeszłości. Konsekwentnie realizujemy jedną rzecz: tworzymy muzykę, jaka gra nam w sercach. Nigdy nie kalkulujemy, nie staramy się schlebiać publiczności. Wierzymy w to, że szczerość wobec samych siebie jest gwarantem radości towarzyszącej graniu muzyki, a ludzie to naprawdę czują, odbierają - że tak powiem - podprogowo. Głęboko w to wierzę, że najlepszy czas jeszcze przed nami.

A jak oceniacie to ćwierć wieku zarówno patrząc pod kątem sfery ekonomicznej w kraju, jak i rozwoju polskiej sceny muzycznej? 

- Pod względem ekonomicznym na pewno zmieniło się w Polsce wiele. Widać, jak wyglądają teraz miasta: zniknęła wszechobecna szarzyzna, zbliżyliśmy się trochę do niedościgłego niegdyś Zachodu. Wiadomo, że nadal dzieli nas sporo, perspektywy są wciąż gorsze,  niż przykładowo w Niemczech czy UK, ale daje się żyć, że tak powiem. Niegdyś scena muzyczna w Polsce była jedna: ona po prostu była, a media pokazywały ją taką, jaką była. Bez cenzury, bez ograniczeń.

Do dziś pamiętam koncert Maleńczuka w telewizyjnej dwójce. Nie muszę chyba przypominać co w 1992 roku grał Maleńczuk. Obecnie polska scena muzyczna ma dwa obiegi: ten komercyjny, kształtowany przez stacje telewizyjne i programy łowiące młode talenty, oraz obieg drugi, ten poza telewizją. Znacznie ciekawszy, bardziej prawdziwy, dużo szerszy i głębszy, choć na żadną transmisję telewizyjną nigdy się nie załapie. 

Z okazji jublieuszu przygotowaliście dla fanów dwupłytowy album "Hey CDN". Co można na nim znaleźć?

- Na płytach jest dwadzieścia sześć piosenek, które były niegdyś singlami. Nagraliśmy je na nowo, na tzw. setkę, czyli zespół siada w studio i wykonuje utwory na żywo, grając razem. Część z nich jest w innych wersjach, wszystkie różnią się od pierwowzorów brzmieniem, dynamiką i sposobem zagrania: są po prostu żywsze, może troszeczkę uwspółcześnione. Nagrywanie obu płyt sprawiło nam wielką frajdę. Jedną zrealizował Leszek Kamiński, a drugą Marcin Bors. Każda z nich ma swój niepowtarzalny charakter. Mam wielką nadzieję, że spodobają się słuchaczom.

Definicja słowa "fajrant" to między innymi "koniec pracy, odpoczynek, przerwa", czy jest to zatem przesłanie do Waszych fanów o zawieszeniu działalności? 

Katarzyna Nosowska o FAYRANCIE: - Nazwę wybraliśmy nie bez powodu, żeby nie dramatyzować, ale rzeczywiście chodzi o zawieszenie działalności. Zespół Hey będzie do zobaczenia tylko na tej trasie, a potem już nie. Podjęliśmy decyzję, że najwyższa pora dać odpocząć od nas ludziom. Jesteśmy wszyscy w zespole już w tym wieku, że to chyba ostatni moment, żeby poczuć, jak to jest ryzykować. Dowiedzieć się, kim jesteśmy bez tego projektu. Nie twierdzę, że to jest definitywny koniec. Po prostu nie wiemy, ile to potrwa. Na pewno nie wrócimy za pół roku, rok, i to nie chwyt marketingowy. Z decyzją nosiliśmy się od prawie roku. Przyznaję się oficjalnie, że inicjatorką tego pomysłu byłam ja. Chłopcy musieli się z tym stopniowo ułożyć.

Bilety na koncert dostępne TUTAJ

Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 22.06.2018
GBP 4.921 złEUR 4.315 złUSD 3.698 złCHF 3.737 zł

Sport


Reklama

Drogi Czytelniku!

Pragniemy Cię poinformować, że nasza strona może dostosowywać treści do Twoich potrzeb. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie danych i personalizację treści marketingowych. Aby dalej móc dostarczać Ci coraz lepsze materiały redakcyjne i udostępniać Ci coraz lepsze usługi, potrzebujemy zgody na lepsze dopasowanie treści marketingowych do Twojego zachowania. Dzięki nim możemy finansować rozwój naszych usług. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień. Twoje dane są u nas bezpieczne.

Zezwolenie na reklamę

Dzięki personalizacji pokazujemy Ci treści lepszej jakości, a dzięki zebranym danym możemy cały czas je doskonalić. Reklamy są dopasowane do Twoich potrzeb - dzięki reklamom finansujemy nasz rozwój. Dopasowanie pozwala nam wyświetlać ich mniej. Zapewniamy bezpieczeństwo Twoich danych. Zgodę na przetwarzanie danych możesz wycofać w każdej chwili na stronie Polityka Prywatności.

Chcielibyśmy poinformować naszych użytkowników jakie ich dane oraz w jaki sposób są przetwarzane oraz na jakich zasadach będą przetwarzane po 25 maja 2018 r. W dalszej części można znaleźć więcej informacji na ten temat.

RODO 2018. Co to jest?

Dnia 25 maja 2018 r. wchodzi w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE tzw. RODO (GDPR). Celem rozporządzenia jest doprowadzenie do pełnej harmonizacji prawa w ramach UE i swobodnego przepływu danych osobowych. W założeniu ma pozwolić mieszkańcom Unii Europejskiej na lepszą kontrolę ich danych osobowych oraz stanowić modernizację i ujednolicenie przepisów umożliwiających firmom ograniczanie biurokracji i korzystanie ze zwiększonego zaufania klientów.

Kto będzie administratorem Twoich danych?

Administratorami Twoich danych będzie firma JD Blayer LTD - wydawca londynek.net z siedzibą w Londynie oraz nasi zaufani partnerzy, z którymi stale współpracujemy. Najczęściej ta współpraca ma na celu dostosowywanie reklam, które widzisz na naszych stronach do Twoich potrzeb i zainteresowań oraz wykonywanie różnych badań mających na celu polepszanie usług internetowych i dostosowywanie ich do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje dotyczące administratorów znajdują się w polityce prywatności.

Jakie dane są przetwarzane i w jakim celu?

Chodzi o dane osobowe, które są zbierane w ramach korzystania przez Ciebie z naszych usług, w tym stron internetowych, serwisów i innych funkcjonalności udostępnianych przez Londynek.net, w tym zapisywanych w plikach cookies, które są instalowane na naszych stronach przez nas oraz naszych Zaufanych Partnerów. Dane są przetwarzane między innymi, aby:

  • - zapewnić Ci większe bezpieczeństwo usług, w tym aby wykryć ewentualne boty, oszustwa czy nadużycia,
  • - pokazywać Ci reklamy dopasowane do Twoich potrzeb i zainteresowań.

Komu możemy przekazać dane?

Zgodnie z obowiązującym prawem, Twoje dane możemy przekazywać podmiotom przetwarzającym je na nasze zlecenie, np. agencjom marketingowym, podwykonawcom naszych usług oraz podmiotom uprawnionym do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa np. sądom lub organom ścigania - oczywiście tylko gdy wystąpią z żądaniem w oparciu o stosowną podstawę prawną. Pragniemy też wspomnieć, że na większości stron internetowych dane o ruchu użytkowników zbierane są przez naszych zaufanych partnerów.

Jakie masz prawa w stosunku do Twoich danych?

Masz między innymi prawo do żądania dostępu do danych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia ich przetwarzania. Możesz także wycofać zgodę na przetwarzanie danych osobowych, zgłosić sprzeciw oraz skorzystać z innych praw wymienionych szczegółowo w polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje jak zakomunikować nam Twoją wolę skorzystania z tych praw.

Jakie są podstawy prawne przetwarzania Twoich danych?

Każde przetwarzanie Twoich danych musi być oparte na właściwej, zgodnej z obowiązującymi przepisami, podstawie prawnej. Podstawą prawną przetwarzania Twoich danych w celu świadczenia usług, w tym dopasowywania ich do Twoich zainteresowań, analizowania ich i udoskonalania oraz zapewniania ich bezpieczeństwa jest niezbędność do wykonania umów o ich świadczenie (tymi umowami są zazwyczaj regulaminy lub podobne dokumenty dostępne w usługach, z których korzystasz). Taką podstawą prawną dla pomiarów statystycznych i marketingu własnego administratorów jest tzw. uzasadniony interes administratora. Przetwarzanie Twoich danych w celach marketingowych podmiotów trzecich będzie odbywać się na podstawie Twojej dobrowolnej zgody.

Dlatego też proszę zaznacz przycisk "Tak, zgadzam się", jeżeli zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych zbieranych w ramach korzystania ze strony interneowej Londynek.net oraz przez naszych partnerów w tzw. plikach cookies, w celach marketingowych (w tym na ich analizowanie i profilowanie w celach marketingowych). Wyrażenie zgody jest dobrowolne i możesz ją w dowolnym momencie wycofać.