Menu

Strajk imigrantów w UK: "Jesteśmy ludźmi, a nie kartą przetargową brytyjskiego rządu"

Strajk imigrantów w UK:
Polacy wśród demonstrujących Europejczyków pod brytyjskim parlamentem. (Zdjęcia: Getty Images)
"Mamy prawo, aby tu żyć", "świętujmy naszą obecność w Wielkiej Brytanii", "rosnącej ksenofobii mówimy nie" - tak imigranci z Wielkiej Brytanii walczyli o swoje prawa. 20 lutego odbył się ogólnokrajowy strajk "Jeden Dzień Bez Nas" oraz masowe lobby w brytyjskim parlamencie.

Ponad 2 tys. imigrantów z krajów Unii Europejskiej lobbowało 20 lutego br. w sprawie praw imigrantów w brytyjskim parlamencie, a co najmniej dwa razy tyle osób strajkowało w całym kraju. Kilkuset obcokrajowców demonstrowało w Londynie - imigranci manifestowali swoją obecność w UK i chcieli w ten sposób wpłynąć na brytyjskich polityków.

„Mam nadzieję, że ten dzień to dopiero początek. Jesteśmy tu wszyscy, nie tylko Polacy, nie sami Włosi czy Niemcy, ale z każdego unijnego kraju i popieramy każdego imigranta. My tu żyjemy, tu jest nasz dom, nie damy się poniżać i wyrzucać jak śmieci do kosza, bo garstka ksenofobów to sobie ubzdurała” - oświadczyła uczestnicząca w akcji protestacyjnej Helen Johansen z Danii.

Imigranci, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii, aktywnie i publicznie wyrażali swoje oczekiwania. Niektórzy ostentacyjnie nie przyszli do pracy, a ci, którzy nie mogli sobie na to pozwolić manifestowali swoje poparcie w różnoraki sposób.

Wezwij posła na dywanik

Część z imigrantów wzięła udział w inteligentnej kampanii Mass Lobby. Akcja polegała na tym, aby umówić się w parlamencie z posłem ze swojego okręgu i zapytać, co zrobił, aby bronić praw imigrantów z EU oraz co zamierza zrobić w przyszłości.

„Ja nie miałam dzisiaj szczęścia, zarejestrowałam się, ale od mojego posła nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. W sumie mnie to nie dziwi, był w grupie parlamentarzystów, którzy w kwestii Brexitu poparli rząd Theresy May” - oświadczyła w rozmowie z portalem Londynek.net Tessa Miller z Niemiec. 

„Ja czekam w kolejce, jestem umówiony, chcę swojej posłance opowiedzieć swoją historię. Jestem Hiszpanem w związku z Brytyjką, moje dzieci są Brytyjczykami, a ja nie mogę otrzymać karty rezydenta, pomimo iż mieszkam w tym kraju 15 lat. Chcę zadać pytanie, jakim prawem polityk decydować ma o tym, czy rodzina ma być razem, czy też nie” - pytał retorycznie oburzony Pedro Alvarez z Kent.

W akcję włączyło się też wielu Polaków. Nasi rodacy byli wolontariuszami, wybrali się też na spotkanie z politykami. Wszyscy zgodnie podkreślali, że to bardzo ważny dzień dla imigrantów z krajów Wspólnoty.

„Polacy i imigranci z innych krajów nie mają zagwarantowanych żadnych praw po Brexicie. To istotne, aby takimi kampaniami wywierać nacisk na rząd i brytyjskich polityków. Być może zmienią zdanie w stosunku do takich osób jak ja, który mieszkam w Wielkiej Brytanii już 12 lat” - stwierdził w rozmowie z Londynek.net Michał Siemiak z organizacji New Europeans.

„Mnie szczerze mówiąc nie zależy na tym, aby na siłę tu żyć i pracować, jestem młody, mogę pojechać do innego kraju lub wrócić do Polaki, jestem informatykiem, poradzę sobie. Z czym sobie nie radzę to wykrzesać tolerancję dla tych nietolerancyjnych ksenofobów z tego kraju. Przeszkadzamy im tu, bo ciężko pracujemy? Nie podoba mi się to uprzedmiotowienie naszych rodaków i imigrantów w ogóle” - uzasadnił swoją obecność Central Hall Paweł Siemaszko z Islington.

Do udziału w lobby zarejestrowało się ponad 2 tys. imigrantów. Na spotkanie gotowych było 50 posłów.

Imigranci na strajk

Masowe lobby w parlamencie odbywało się w tym samym czasie co akcja "One Day Without Us" (Jeden dzień bez nas). Policzono, że gdyby wszyscy imigranci nie przyszliby dzisiaj do pracy, Wielka Brytania straciłaby ponad 328 milionów funtów. Imigranci strajkowali w całej Wielkiej Brytanii - oczywiście nie wszyscy, tylko ci, którzy mogli.

„Zachowanie brytyjskiego rządu zakrawa na kpinę, mieszkam tu od 40 lat i miałam problem, aby otrzymać stałą rezydenturę w tym kraju. Proces trwał rok, ale w końcu wygrałam i ją mam, dodam, że jestem profesorem akademickim” - wyjaśnia swoją obecność na placu przed Big Benem Amy Vandersen z Holandii.

„Nic zatem dziwnego, że strajkuję i to w tak ostentacyjny sposób jak to tylko możliwe: zrobiłam sobie zdjęcie przed Big Benem, z transparentem, podczas rejestracji na spotkanie z parlamentarzystą. Zdjęcia zamieściłam wszędzie, wysłałam maile do znajomych” - zakończyła Vandersen.

Wielu imigrantów zdecydowało się na przyjazd do centrum Londynu, aby w ten sposób pokazać siebie, imigrantów i problemy, z którymi teraz muszą się borykać.

„Ja urodziłam się w Londynie, moja mama jest Hiszpanką. Mam tylko hiszpański paszport, bo brytyjski do niczego nie był mi potrzebny, a teraz nie wiem, co się ze mną stanie” - tłumaczy Julia Fernandez.

W podobnej sytuacji była Lubomira Glaniska z Estonii. „Urodziłam się w Anglii, mój tata jest Estończykiem, mama Rosjanką. Urzędnicy odmówili mi paszportu, nie wiem dlaczego właściwie, teraz rodzina wydaje pieniądze na prawników, aby jakoś to odkręcić, a żyję tu całe swoje życie, czyli 19 lat” - opowiada zmartwiona.

Strajk popierało wielu pracodawców w całym Zjednoczonym Królestwie. Na niektórych kawiarniach w Edynburgu, Glasgow czy Leeds na szybach umieszczane był kartki z napisem: „Przepraszamy, ale dzisiaj jest zamknięte, pracownicy mają poważne sprawy do załatwienia, a mianowicie strajk imigrantów”.

Znaleźli się tacy szefowie, którzy pozwolili swoim pracownikom na strajk i zaoferowali im nawet wolny, płatny dzień. „Powiedziałam swojej kierowniczce, o co mi chodzi, ona sama zaproponowała płatny dzień urlopu” - poinformowała portal Londynek.net Sylwia Bagniewska z Cambridge.

Nie wszyscy mieli jednak tyle szczęścia. 

Sprawa w mediach

Strajk i lobby były relacjonowane szeroko przez media z wielu krajów europejskich. Dziennikarze słuchali historii imigrantów, którzy opowiadali między innymi o atmosferze, jaka panuje w Wielkiej Brytanii po referendum w sprawie Brexitu. „Rosnąca niechęć, rasizm, szerząca się ksenofobia. Obcokrajowcy zaczęli być kulą u nogi i wszystkiemu winni” - skwitował Paul MacKenzie z Londynu. 

„Jestem tutaj, bo mierzi mnie zachowanie polityków, nie wierzę, co zrobiło się z mojego kraju. Wydawało mi się, że UK jest dumne z tego, że jest multikulturowe, otwarte, ja chcę, żeby dalej tak było. Mam gdzieś, czy będzie Brexit, ale jeśli będzie to nie znaczy, że mamy traktować ludzi jak złom” - zakończył MacKenzie.

Platformą dla imigrantów 20 lutego stały się media społecznościowe. Facebook i Twitter zapełniły się zdjęciami i wpisami ze strajku. Ludzie w taki sposób demonstrowali swoją obecność i przekonania. Wszyscy podkreślali, że Brytyjczykom należy pokazać, jak duży wkład wnoszą imigranci pracujący w Zjednoczonym Królestwie. Strajk „One Day Without Us” odbył się właśnie po to, aby wszyscy zobaczyli, jak ważną rolę odgrywają imigranci w życiu tego kraju.

Lordowie, pomóżcie!

Demonstracja i lobby odbywały się w sąsiedztwie Izby Lordów, gdzie parowie decydują, czy poprzeć drogę Brexitu proponowaną przez Theresę May i czy dać jej gabinetowi zielone światło na uruchomienie Artykułu 50.

Wcześniej decydowali o tym posłowie z Izby Gmin, którzy poparli premier Wielkiej Brytanii w jej poczynaniach. Imigranci z krajów unijnych potem poczuli się oszukani, bo politycy nie chcieli zapewnić gwarancji do swobodnego życia i pracy nad Tamizą.

„Mam nadzieję, że Izba Lordów zachowa się inaczej, w parach cała nasza nadzieja” - stwierdziła Luiza Cotardo, Włoszka z Londynu.

20 godzin rozłożonych na dwa dni – tyle trwała debata w Izbie Lordów. Jednym z tematów był status obywateli unijnych, którzy mieszkają na Wyspach Brytyjskich. Część parlamentarzystów domaga wprowadzenia do projektu poprawki, zobowiązującej gabinet Theresy May do udzielenia imigrantom na Wyspach jednostronnych gwarancji co do ich praw po Brexicie.

„Cóż, możemy tylko czekać na to, co się z nami stanie. Przyszłam to, bo przynajmniej będę mała poczucie, że nie czekam bezczynnie” - podkreśliła Eufemia Nitkowska, demonstrująca pod brytyjskim parlamentem.

 

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.93 / 15

Komentarze


  • Top staff
    23 lutego, 07:59

    Może kozłem ofiarnym !!!

  • Radzio
    23 lutego, 14:15

    Przypominam o petycji na temat darmowych paszportów dla rodaków pracujących na wyspach.
    https://petition.parliament.uk/petitions/183860

  • Olgier
    23 lutego, 17:21

    Czlowieku obudz sie.Jaka petycja? Nikt ci za darmo paszportu nieda.

  • Bubu
    27 lutego, 22:19

    Jezeli komus nie podobaja sie decyzje politykow, to zawsze moze wyjechac. Faktem jest, ze placimy podatki, ale przeciez pochodza z wynagrodzen, ktore otrzymujemy. Jeden dzien bez nas, jeden rok, sto lat. Kogo to interesuje. Obrazimy sie i wyjedziemy? Wpuszcza innych. Nie bylo Polakow i innych i jakos ten kraj sie nie rozpadl. Z drugiej strony, przeciez rzad brytyjski wyrazil sie jasno. Zmiany beda dotyczyly osob po dacie referendum. Skad ta histeria?

Dodaj komentarz


Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 23.10.2017
GBP 4.752 złEUR 4.236 złUSD 3.606 złCHF 3.656 zł

Sport


Reklama