Menu

Angielski z ekspresją zdechłego szczura?

Angielski z ekspresją zdechłego szczura?
"Nieszczęściem Polaków jest to, że patrzą na angielski jednostronnie: nauka języka obcego według wszelkich prawideł szkolnych"... (Fot. Thinkstock)
Grzechem głównym Polaków jest przekonanie, że najpierw uczymy się "wymowy", a dopiero - kiedyś później, w nieokreślonej przyszłości - "intonacji". O dziwo - również takie jest zdanie nauczycieli - co jest to potwierdzone komentarzami pod moimi artykułami.

To „później” oczywiście NIGDY nie nadchodzi, bo kończy się „rok szkolny” czy zapominamy o tym czy wypadamy z kursu... Natomiast warto pamiętać taką prawdę:

- jak pan Jourdain w „Mieszczaninie szlachcicem” Moliera ku swojemu zdziwieniu dowiedział się, że nie tylko mówi prozą, ale całe życie już mówił prozą nie wiedząc o tym...

- tak każdy śmiertelnik wyrzucając z ust cokolwiek - słowo, zdanie, okrzyk – wypowiada to z jakąś intonacją, ekspresją. Wystarczy posłuchać sobie załogi w samolocie Ryanair (oczywiście rodowici Anglicy tu najlepsi): pojedyncze słowa („Scratch cards, rubbish”) mają już jakąś melodię, zabarwienie (uprzejmość, entuzjazm, zabawowość). Gdy członek załogi zbiera śmieci, to jego „Rubbish, rubbish...” brzmi śpiewająco, niekonfrontacyjnie, głos „zawieszony” w powietrzu... Porównaj to teraz z „Rubbish!” w znaczeniu: „Bzdury waść gadasz!” – głos zdecydowanie w dół, ale i więcej energii włożonej w to słowo!

Problem dla Polaków taki, że:

- angielska skala tego „śpiewania” jest o wiele szersza niż polska,

- default setting (norma) dla Polaków to droning (cedzenie przez zęby) – z ekspresją zdechłego szczura. Od lat tu już piszę (i nie będzie mi przeszkadzać, jeżeli rezultat całego mojego tu ględzenia będzie JEDNO tylko: nie mów „Yesssss” z syczącym sssss, mów: „Yes, PLEASE!”) to please podkreślając – i niektórzy nawet tak już mówią. Ale, ale – niestety: jakieś rachityczne „jesplis” zwykle wychodzi...

Polak niestety troszkę wysiłku musi tutaj zrobić:

- nie jest to żadna plisa, plis ale: zzz na końcu jednak jest, pliiiizzz. (Polak „z automatu” gasi dźwięczność na końcu.)

- głos w dółłł by trzeba (to polsku to „równo” leci, co w angielskim daje wrażenie obojętności) więc najlepiej jes (krótka przerwa) i PLIIIIZZZ głos w dół i z większym naciskiem na końcu.

Warto to z dwadzieścia razy przećwiczyć, bo to jeden z najczęściej używanych zwrotów.

Bo ja się pytam Was: jak jest sens mówienie często używanego zwrotu – błędnie za każdym razem? Aby podkreślić karykaturalność angielskiego cudzoziemca? Bez sensu to! Natomiast – odwrotnie: powiedz coś krótko, ale dobrze (wpadając w powszechnie uznany rytm, tak już robisz z np. How are you?) – i zaraz wszyscy wokół myślą, że :

- Twój angielski jest lepszy, niż jest!
- nie wyróżniasz się na niekorzyść akcentem.

Nieszczęściem Polaków jest to, że patrzą na angielski jednostronnie: nauka języka obcego według wszelkich prawideł szkolnych. Mieszkając w UK powinienieś sięgnąć inne interpretacje:

- Odgrywanie ról.

(jak pracujesz na Customer Service, to stosujesz wyrażenia właściwe w Customer Service). Wściekły klient przychodzi ze śmierdzącym kurczakiem, rzuca go na kontuar i mówi: This chicken is stinking! Ty: ...is stinking... już nie tak agresywnie, ale bardziej śpiewająco: rozładowujesz napięcie i masz trochę czasu, by przemyśleć następny ruch. Jest to słynny REGISTER, o którym często piszę: właściwe słowo na właściwym miejscu. Znana technika "powtarzania jak echo", niestety w szkole -
dwója by była jak nic!

- Familiarity.

Polacy często się skarżą na rzekomą „hipokryzję” Anglików (a jest to „śpiewająca” intonacja szczególna właśnie prz obsłudze klienta). Anglicy jednak wcale nie są aż tacy uprzejmi, jak Polacy myślą, i częste jest wołanie właśnie z Customer Service do kogoś znajomego (ale niekoniecznie znajomego-przyjaciela): „Oi, you!” lub mówienie do gościa z ochrony: „Uważaj na tego, bo on coś schował pod kurtką” (taki humor angielski). W stosunku do Polaków się tego nie stosuje? A jesteś tu piętnaście lat? No właśnie – do przemyślenia.

- Communication theory.

Ja piszę głównie z tego punktu widzenia: jak się komunikujesz z innymi/inni z Tobą - i jest to temat szerszy, niż „szkoła” i nieśmiertelne: „Jak jest poprawnie...” Nie, chcesz coś powiedzieć czy się dowiedzieć. Nie jest to „egzamin ustny”, gdzie masz tylko jedną szansę. Dzwonisz na infolinię, nie rozumiesz „Hindusa” – to się wyłącz i zadzwoń drugi raz, pewnie lepiej trafisz. I tak meandrami w końcu do celu dojdziesz.

- Voice coaching.

Jest to popularne w UK, najczęściej chodzi o przygotowanie aktorów do roli wymagającej jakiegoś akcentu, ale szerzej: elementy public speaking np. dla biznesmenów. I od voice coach’a najlepiej się nauczysz angielskiego (dużo wideoklipów na YouTube). Bo jak masz powiedzieć: abso-bloody-lutely* głos w dół, wstawka „brzydkie słowo” i głos w górę) to nauczyciel Ci tu powie:

- O, jeszcze do tego nie doszliśmy, to będzie na końcu, najpierw musimy przerobić wszystkie pojedyncze dźwięki (potem nauczyciel się rozchorwał albo Ty wróciłeś do Polski, czy coś tam innego - i nigdy do tego nie doszło).

Voice coach się zajmie tu i teraz nawet gdy mówisz tylko dwa słowa na krzyż po angielsku. Taka różnica.

*znaczy to "na 110%", bardzo silne i kategoryczne potwierdzenie, może nie "na rozmowie kwalifikacyjnej", ale w pracy na 110% możesz powiedzieć. Szef: "Czy zostaniesz po pracy na nadgodziny, żeby to skończyć?", Ty: "Absobloodylutely!" (dla odmiany powiedz zamiast normalnego "yesss"...

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.26 / 77

Komentarze


  • Gosia butler
    12 lipca, 07:09

    Jest też fajna wersja, której warto się nauczyć z automatu (i to w pierwszym dniu pobytu w UK):

    Yes, please, thank you!

    np. w supermatkecie, gdy się pytają, czy chcesz plastikową torbę.

    (W polskim nie do pomyślenia: "Proszę dziękuję" jednym tchem.)

    http://dictionary.cambridge.org/grammar/british-grammar/functions/please-and-thank-you
    Ogólnie "szkolne" nauczanie produkuje masowo zdania zbyt obcesowe w UK.

    Pamiętajmy: nigdy nie za dużo "please" i "thank you" w angielskim, mamy też "lekkie" wersje: "ta", "cheers". Można powiedzieć razem: "Thank you, cheers" natomiast w nauczaniu wygląda to jak tautologia (masło maślane) i nie używa się tego.

  • Jaras
    12 lipca, 12:38

    Żygac się już chce od tych "korepetycji".Jaki ma pani w tym cel?Jedno jest pewne,ma Pani kompleksy.Jest Pani chora.Nienawidzi Pani ludzi,a w szczególności Nas Polaków. Tylko zastanawiam się dlaczego?

  • Marcelina
    12 lipca, 16:28

    "nie wyróżniasz się na niekorzyść akcentem..."

    A kto twierdzi - oprócz p. Butler - że akcentem wyróżnia się na niekorzyść? Niemal każdy mówi po angielsku z akcentem; czy to Polak, czy Austriak, czy Chińczyk albo Hindus. I to jest fajne, różnorodne, często zabawne. Wszyscy się dogadają. Tylko pani Butler stara się być bardziej angielska od królowej Elżbiety,

  • co takiego - sss cu r ?
    12 lipca, 20:35

    ,,, wpierw musisz używać literackiego języka by innych pouczać.Sss korzystaj z piękna tego języka.

  • Brat Kosmy
    13 lipca, 09:38

    O ja Cie pier....
    Najpierw naucz się rozumieć co się do Ciebie mówi, później zacznij dukac cokolwiek. Następny krok to szekspirowski teatr. 90% polaczków nie kuma co się do nich gada a połowa twierdzi że się dogaduje. Pierwsze co to zgubiłem swój akcent żeby nie brzmiał Polsko bo mi kuwa wstyd za dresiki, borsuki I discopolo. Tak jak stali w bramie tak stoją z browcami w dłoni, tylko kraj inny. Narzekają na imigrantów a sami nimi są. Chleja wszędzie, az na lokalnym cmentarzu wystawili tabliczki po polsku-"zakaz picia alkoholu" - po prostu pięknie, no ale ćwiczyć intonacje buractwa, to co innego.

  • Aga
    14 lipca, 14:03

    Po co dodawać komentarz skoro go usuwacie? I nie był obraźliwy!

  • Cenzura
    15 lipca, 00:17

    Hah ha,prawda,polska cenzura w UK działa.

  • THC
    15 lipca, 12:22

    Noo sieeemaaa orzelki! umiecie juz? Haaaaa :P

Dodaj komentarz


Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 13.12.2017
GBP 4.790 złEUR 4.215 złUSD 3.588 złCHF 3.619 zł

Sport


Reklama