Polka w brytyjskiej klice


Skąd Twoje zainteresowanie sztuką?
Zawsze byłam nią zainteresowana. Znałam wiele osób, które były związane ze sztuką, pracowały jako artyści. Wychowałam się na Saskiej Kępie, czyli w dzielnicy, gdzie działa wielu takich ludzi, gdzie skupia się taka polska bohema. W mojej rodzinie sztuka także zawsze była obecna, miałam – wciąż mam – wielu znajomych, którzy mają galerie w Warszawie, w innych częściach Polski. O, tak to się właściwie zaczęło.
Jak z Saskiej Kępy dotarłaś na Wyspy?
Wyjechałam z Polski i studiowałam za granicą. Spędziłam jakiś czas w Genewie, później trochę podróżowałam. Fakt, że mieszkałam w różnych miastach, w różnych częściach świata, sprawił, że miałam możliwość poznawania ludzi, nawiązania różnych kontaktów. Miałam dużo energii, kontakty się rozwijały.
Nie wiedziałam jeszcze wtedy, co chciałabym robić, właśnie zaczęłam studia. W końcu przyjechałam do Londynu, chyba w 2001 roku. Pamiętam, że było wtedy naprawdę niewielu Polaków. Na moim uniwersytecie (American University - Webster (BACL)) studiował oprócz mnie jeszcze tylko jeden Polak – i to dwa roczniki po mnie!
Skończyłam Media Communications i Business Management, które pokrywały tak naprawdę wszystko – media, PR, współpracę z ludźmi, promocję, reklamę i nie za bardzo byłam pewna, co chcę robić. Doszłam do wniosku, że promocja sztuki jest rzeczą, która przede wszystkim nie tylko mnie fascynuje, ale także jest niesamowicie rozwinięta branża z olbrzymim polem do popisu. Ludzie mówią, że powinno się robić to, co się lubi - więc sztuka była la mnie świetnym wyborem. Tym bardziej, że już wtedy, pięć lat temu, pojecie modern/ contemporary art było bardzo trendy. I w Londynie, i na całym świecie.
Zrobiłam rok kursów na Sothebys, zaczęłam wyjeżdżać na targi do Bazylei - Art Basel (jedne z najważniejszych), Dubaju - Art Dubai, Miami - Art Basle, odwiedzać lokalne wydarzenia jak Art London, Frieze, wystawy, TATE, galerie. Otworzyłam firmę. Zrobiłam to sama, wierzę, że moje zainteresowanie sztuka pokierują mnie w dobrym kierunku. Zaczęłam od poznawania artystów, organizacji pierwszych małych wystaw. Pierwsze kroki nie były łatwe.
Skąd miałaś wszystkie kontakty? Nie było trudno dostać się do hermetycznego, artystycznego światka?
Kontakty miałam – z jednej strony – przez studia, ale też sama ich szukałam, chodząc po różnych galeriach. Miałam też dość dużą grupę znajomych ze świata biznesu, którzy znając mnie osobiście, wiedzieli, że jestem dobrą organizatorką. Ludzie przychodzą dla ludzi, lubią przychodzić do galerii, pokręcić się, kogoś poznać. Od tego się zaczęło.
I co potem?
Zrobiłam jedną, drugą, trzecią wystawę. Zawsze też zmieniam miejsce – nie działam jako galeria, tylko jestem organizatorem, kuratorem wystaw, wspomagam artystów. Ludzie, którzy śledzą moje działania i przychodzą na wystawy, zawsze mają dobrą zabawę – zawsze przygotuję coś innego i czymś ich zaskoczę.
I faktycznie wszystko poszło jak z płatka?
Londyn jest dużym miastem, wcale nie jest łatwo się tu przebić, znaleźć sponsorów, fajne miejsca, dograć wszystko. Ale ludzie zaczynają mieć zaufanie i mam nadzieję, że wszystko będzie się rozwijać. Niedawno na przykład poznałam Charlesa Saatchi, który powiedział, że bardzo lubi „Polish artists”. To jest naprawdę fajne, że tacy ludzie jak on interesują się polskimi artystami.
A czy to, że jesteś Polką jakoś wpłynęło na rozwój Twojej kariery tutaj?
Wiadomo, że jest się nam tu jeszcze ciężko poruszać – szczególnie obcokrajowcom. Angielska klika jest bardzo hermetyczna – oni się bardzo wspierają i raczej nikogo do siebie nie wpuszczają. Tak naprawdę, ich trzeba zajść od innej strony - międzynarodowej, niekoniecznie od strony stricte polskiej. Wśród moich klientów jest zaledwie dwóch Polaków. Ale zauważyłam, że wizerunek Polaków naprawdę się zmienia. Wielu tutejszych znajomych mówi mi, że poznało ciekawych Polaków, którzy są inteligentni, błyskotliwi i robią na nich wrażenie! Są pozytywnie zaskoczeni tym, jaki mamy sposób bycia.
Jakie są plany na najbliższą przyszłość?
Będę realizować pewien projekt, bardzo personalny. W moim własnym mieszkaniu rozbudowuję galerię, showroom. Jeśli ktoś ma ochotę przyjść i zobaczyć – i to nie tylko twórczość polskich artystów, ale Damiena Hursta, Andy'ego Warhola, Toma Wesselmanna – będzie można wejść, zobaczyć prace, porozmawiać.
To jest bardzo intymny projekt, który będę realizować tak naprawdę jako prywatna osoba. Opuszczam swoje dotychczasowe mieszkanie i przeprowadzam się do super apartamentu na Belgravii. Miejsce będzie działało jako moje lokum, które jednocześnie będzie galerią. Jest to naprawdę ogromne, piękne miejsce. Do całego przedsięwzięcia zachęciła mnie znajoma, Polka, która przebywa w Londynie już od 30-stu lat i jest doradcą finansowym.
Raz w tygodniu będą zapraszała małe grupy ludzi – raz mogą to być Polacy, raz Anglicy, raz mogą to być grupy mieszane. To będą takie wieczorki, na których będzie można coś kupić - lub nie – a także porozmawiać o sztuce, poznać nowych ludzi. Od czasu do czasu pewnie przyjdzie jakiś artysta, żeby o sobie opowiedzieć. Będzie to na pewno ciekawe przedsięwzięcie.
Brzmi świetnie.
W Londynie trzeba łapać szansy, momenty, trzeba grać. Mam siłę, chcę działać, mam ogromne pokłady energii i chciałabym ją spożytkować.
Dziękuję serdecznie za rozmowę.



















zgłoś nadużycie 188....148