o nas
biuro

czytelnia
czytelnia

wiadomości
wiadomości

ogłoszenia
ogłoszenia
Logowanie   Rejestracja
english version
Londynek.net - UK Polish Community On-Line kalendarium
kalendarium
forum
forum
/chat
ukipedia
ukipedia
 
 
Witka & Risky Profil autora » Pustynia Atakama   17 stycznia 2010   5 komentarzy


Po mroźnej nocy na boliwijskiej pustyni ruszyliśmy, grubo przed świtem, mijając zamarznięte kałuże, w stronę granicy z Chile - kolejnego państwa na naszej trasie do ojczyzny.

Na granicy zaczął się asfalt. Jakoś tak obco wyglądał po tym "bezasfaltowym" czasie w Boliwii. Wsiedliśmy do bardzo cywilizowanego autobusiku, by zjechać ponad 2 km niżej, do chilijskiej oazy San Pedro na najsuchszej pustyni świata – Atakamie.

Podroż trwała 45 minut i z każdą minutą zdejmowaliśmy jedną część odzienia. Zaczęliśmy od czapek, a skończyliśmy na skarpetkach. Dojeżdżając do San Pedro, niewiele mieliśmy na sobie, a i tak było nam okrutnie gorąco. Rożnica temperatur miedzy naszym porankiem a południem wyniosła około 20 stopni Celsjusza.

Na miejscu okazało się, że najbliższy autobus do Salty (miasto w Argentynie, do którego chcemy się dostać) odchodzi dopiero za 4 dni. Więc, chcąc nie chcąc, utknęliśmy w tej oazie pośrodku pustyni. Kilkakrotnie natykaliśmy się na naszych nowych znajomych, z którymi dzieliliśmy boliwijską przygodę, a z którymi rozstaliśmy się na granicy. Stąd każde z nas pojechało w inna stronę.

San Pedro de Atacama to miasto pełne słońca i psów. Można powiedzieć, że to ładne, pieskie miasto. Zmienilibyśmy jego nazwę z San Pedro (Święty Piotr) na San Perro (Święty Pies). Podczas naszego kilkudniowego tu pobytu nie natknęliśmy się dwukrotnie na tego samego psa. One pracują chyba na jakieś zmiany. Wszystkie są niezmiernie przyjazne, a na widok szeleszczących opakowań w twojej ręce stają się twoimi najlepszymi przyjaciółmi.

Śmietniki w mieście są "pso-przyjazne" – psiaki wkładają pyski do szerokich, wygodnych otworów na boku śmietników i przechylają je sobie (śmietniki są na luźnych zawiasach), wysypując zawartość i urządzając sobie szwedzki stół. Szwedzki chodnik w tym wypadku.

Witkę kusiły straszliwe wszechobecne reklamy przejażdżek konnych po pustyni. Risky krzywił się na tę myśl. Kompromis nr 346 został zawarty i wypożyczyliśmy dwa zakurzone, dwukołowe rumaki. Czyli rowery górskie.

Postanowiliśmy pojeździć po tej nieprzyjaznej ludziom pustyni. Pojechaliśmy do… Doliny Śmierci… Tam stanęliśmy oko w oko z… piaskiem, Risky zidentyfikował jeszcze kilku innych wrogów – byli to: glina, ił i kalcyt. Poza tym ani grama życia. Żadnego zwierzaka, żadnej roślinki. No, nie licząc sandboardowców – czyli zapaleńców snowboardu, którzy zjeżdżali na deskach z wysokich wydm w Dolinie.

Na szczęście nasze rumaki dawały sobie świetnie radę w tym nieprzyjaznym środowisku i przejechaliśmy kawał drogi rodem z Dzikiego Zachodu. Dni w San Pedro mijały leniwie i słonecznie. Gdyby nie otaczający miasteczko pustynny krajobraz i wrogie wulkany, nie pomyślelibyśmy, że jesteśmy na najsuchszej pustyni świata.

W San Pedro mieliśmy dość dużo czasu na bzdury. Dlatego może zwizualizowaliśmy sobie totalnie abstrakcyjne, jednorazowe marzenia. Witce podczas ostatniej nocy w San Pedro śniła się krowa. Prawdziwa, czarno-biała, polska krowa. Oczywiście, nie musimy wspominać, że ani w Peru, ani w Boliwii, ani nawet na pustyni Atacama takich krów nie ma. Do tego śniły jej się, jak zwykle, konie. Riskiemu z kolei od jakiegoś czasu chodziły po głowie pingwiny. Bardzo chciał jednego chociaż zobaczyć. Nasze marzenia spełniły się podczas ponad 30-godzinnej podróży do Buenos Aires.

Otóż już w autobusie okazało się, że jedziemy z pięcioma okazałymi pingwinami. Czyli siostrami zakonnymi. Risky oszalał. Siostrzyczki (określenie "siostrochy" bardziej by tu pasowało) jechały do miejscowości Jujuy. I tutaj zaczyna się ciekawa historia.

Otóż hiszpańskie “j” czyta się jak polskie “h”, a “y” jak “j”. Możecie teraz przeczytać, jak wymawia się Jujuy. Co tu dużo mówić, byliśmy trochę zniesmaczeni jak siostrzyczki z uśmiecham na twarzach co kilka minut wypowiadały nazwę swojej destynacji. Niczym nie zmieszane, jak już dojechaliśmy do Jujuy, razem ostatni raz wykrzyknęły z ogromną radością nazwę miasteczka. Tak rozstaliśmy się z marzeniem Riskiego.

Kiedy zjechaliśmy z And i wjechaliśmy na argentyńskie niziny spełniło się marzenie Witki. Zobaczyła krowę. Prawdziwą, czarno-białą krowę. Z każdym kilometrem ich przybywało. Do tego zaczęły się pojawiać konie. Konie były wszędzie. Na pastwiskach, w zagajnikach, w lesie, miedzy krowami. Na ulicach, na chodnikach. W mieście Rosario pasły się nawet w centrum miast, na trawiastych wysepkach między pasami ruchu szybkiej trasy, nie zważając na hałasy czy swe rozwiane przez pędzące auta grzywy.

Argentyna okazała się krowo-konnym rajem. Nie trzeba wspominać, że Witce się tu bardzo podoba.

W argentyńskiej Salcie zmieniliśmy autobusy i po 31 godzinach wysiedliśmy w Buenos Aires…
Dodaj wiadomość do:   Śledź informacje na nasza-klasa.pl Dodaj informacje na facebook.com Ustaw status GG Dodaj informacje na wykop.pl
Oceń artykuł: Aktualna ocena: 3.00 Autor:
Ilość głosów: 6
Witka & Risky
Profil autora » Wyślij znajomemu »

 
~Co tak długo...   17 stycznia 2010     17:24 Was nie było.Już myślałem,że Was wilcy zjedli... zgłoś nadużycie  82....168 
 
 
~szkoda   17 stycznia 2010     20:33 że wilcy Was nie pożarli hehe...jesteście tak dobrzy, że zazdrość o taką inwencję twórczą bierze górę zgłoś nadużycie  79....80 
 
 
~kasia   19 stycznia 2010     21:47 ta dolina smierci jest na Atakamie?ile ich jest bo encyklopedia podaje ,ze Dolina Śmierci (ang. Death Valley) – obszar bezodpływowej depresji na pustyni Mojave .Prosze oo wyjasnienie? zgłoś nadużycie  83....68 
 
 
babes   20 stycznia 2010     09:06 http://www.explore-atacama.com/eng/attractions/valle-de-la-muerte.htm zgłoś nadużycie  81....95 
 
 
kasia   20 stycznia 2010     11:28 ok thanks zgłoś nadużycie  83....68 
 
Umiesz pisać? Masz ciekawy temat?
Chcesz dorobić jako freelancer?
Skontaktuj się z nami
Najnowsze artykuły
Najczęściej czytane
Ostatnio komentowane
Kurs NBP z dnia: 2010-09-10
Funt brytyjski 1 GBP (£) = 4.7688 zł 0.00 zł
Euro 1 EUR (€) = 3.9316 zł -0.01 zł
Dolar amerykański 1 USD ($) = 3.0867 zł -0.01 zł
Dolar kanadyjski 1 CAD ($) = 2.9919 zł +0.00 zł
Frank szwajcarski 1 CHF (Fr) = 3.0189 zł -0.03 zł
Przelicznik walut
na

Biuro   Czytelnia   Wiadomości   Ogłoszenia   Kalendarium   Forum   Chat
Polityka prywatności   Regulamin   Reklama   Media   Partnerzy © 2002-2010   box-5
amuchozol@londynek.net abug@londynek.net