Menu

Zachowek po angielsku?

Zachowek po angielsku?
Gdy czytam polskie fora w UK, to widzę, jak długa droga jest do przebycia w "oswajaniu" angielskiego czy nawet "podawaniu go na tacy" Polakom - nie wiem, czy można naprawdę nauczyć się angielskiego cały czas myśląc po polsku?

Często widać to bardzo obrazowo. Przykładzik? Poproszę o pierwszą reakcję na następujące: Dziewczyna weźmie ślub i wprowadzi się do teściowej, wyremontują poddasze za własne pieniądze, ale ona trochę się martwi, że tak pieniądze nie w „swoje” ładować... Może żeby teściowa dom na nich przepisała...

Tu Twoja reakcja na "żeby teściowa dom na nich przepisała"– bardzo proszę: .......

Reakcje różne na pewno (np. po co w nie swoje ładować, niech przepisze, niech nie przepisze, itd., itp...). Ale żadna reakcja nie jest taka jak reakcja Anglika.

Reakcja Anglika (i moja też): Mamusia chce uniknąć płacenia podatku od masy spadkowej po swojej śmierci. Cyniczne?

Pieniądze nie tak znowu trudno zrobić w UK, ale potem zaczyna się trudniejsze: jak te pieniądze utrzymać? 

Gdy napisałam artykuł Prawo działa wstecz w UK i podałam przykłady - były reakcje w stylu: "O, to w każdym przypadku prawnym może być odwołanie"... Ale ja podawałam pojedyncze sprawy sądowe jako ilustrację, a tu prawo działające wstecz jest systematyczne i mamy najlepszy przykład w prawie dziedziczenia.

Otóż przyjmijmy, że ta mamusia „upadła na głowę” i dom przepisała na syna. Zajmujemy się posiadłościami na południu Anglii, bo to pewna wartość już jest i raczej większość z nich podlega czy będzie podlegać pod inheritance tax.

- Według błogiej polskiej niewiedzy mieszkają sobie dłuuugo i szczęśliwie, mamusia gotuje im obiadki.
- Według angielskiego prawa - jeżeli naprawdę podarowała, to:

A. ma się wyprowadzić, lub
B. płacić synowi czynsz według ceny rynkowej w tej okolicy i opłacać swoją część rachunków. Jeżeli tego nie zrobi – to po co było przekazywać dom: straciła swoje prawa, a wartość masy spadkowej i tak się nie zmniejszy, jeżeli dalej mieszka. Pytacie się już: kto to sprawdza? I tu wchodzi super zasada „prawo działa wstecz w UK” - wszystko zależy od MAMUSI, która MUSI – bagatelka – przeżyć teraz siedem lat. Raczej w momencie przepisywania mama nie wie, ile pożyje.

Mamy teraz następujące warianty:

A. Mama przeżyła siedem lat – OK, synek szczęśliwy, podatku nie ma.
B. Mama nie pożyła siedmiu lat: liczy się od tyłu i podateczek zaczyna się od 40% wartości posiadłości. Prawo działa wstecz w UK.

Oczywiście jeszcze za życia mamusi, jeżeli synek zdecyduje się sprzedać posiadłość, to wtedy mama nie ma nic już do gadania. Tak samo rozwód syna czy bankructwo – i już była żona czy wierzyciele mają większe prawa niż mama, a jeżeli się do tej pory nie wyprowadziła – no to ją to zmusi. Dlatego – według mnie – by „upadła na głowę”, podarowując dom za swego życia. Za dużo niewiadomych.

Ale i to jeszcze wcale nie koniec, bo w UK istnieje też „przestępstwo” równe czy większe nawet niż unikanie płacenia podatku: unikanie płacenia opłat za dom opieki. Jeżeli mamusia dłuugo żyje, ale musi w pewnym momencie zamieszkać w rezydencji dla osób starszych – to: pamiętajmy – prawo działa wstecz w UK! i wtedy tym domem zainteresuje się lokalny council, który ma takie prawa, że:

- pyta się nie tylko o obecnie posiadane nieruchomości, ale i o poprzednio posiadane i sprzedane,
- może „odwrócić” już dawno dokonaną sprzedaż domu, przywrócić mamę jako właścicielkę i sobie czerpać opłaty za opiekę z tego majątku. (Prawo działa wstecz w UK!) Lub nakaże obecnemu właścicielowi opłacać dom opieki.

Teraz powiedzmy, że z mamusią całe życie mieszkał też drugi syn – alkoholik i ona go utrzymywała. Mama przeniosła się na tamten świat – czy ten pracowity syn z żoną zgarniają wszystko, czy ten alkoholik ma prawo do zachowku? Zachowek jako taki w UK nie istnieje z automatu. Jest na to nawet słowo (i bardzo proszę się nie uczyć go ani nie używać) legitime. Używalibyśmy go tylko i wyłącznie opisując sytuację w Polsce i to rozmawiając z jakimś prawnikiem, bo to słówko techniczne i żaden "normalny" Anglik tego nie zrozumie.

Wymowa: tajm lub -tim, z time, czas nic to wspólnego nie ma, bo to słówko z francuskiego wzięte. W normalnej rozmowie z kimś mówiąc o zachowku np. w Polsce, powiedzielibyśmy opisowo: part of the estate guaranteed by law czy jakoś tak.

W Anglii natomiast syn-alkoholik nie dostanie nic „z automatu”, ale może iść do sądu dowodząc, że mama go utrzymywała i pewnie coś z majątku dostanie. Tu mamy przykład córki, która wywalczyła pieniądze z testamentu matki (mamusia zapisała majątek organizacjom charytatywnym), tak więc nie jest tak, że nic się nie dostanie, ale należy też pamiętać, że procesy sądowe są w UK dość kosztowne.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.44 / 54

Komentarze


  • Ana
    19 maja, 13:21

    Czy musi Pani pisac tak chaotycznie, bez ladu i skladu? Skacze Pani z tematem jak kura na grzedzie, tam siedzie i jajko zniesie, tam odskoczy. Niech Pani wczuje sie w normalnego, codziennego Polaka, takiego, ktory nie pracuje w zadnej korporacji, ale kazdego o 6.30 idzie do metra by o 8 zaczac prace dla wyzyskiwacza (Polaka albo Anglika). Niech Pani zacznie swoje wywody przekadac na jezyk codzienny, zwyczajny, Udawanie tego, kim Pani nie jest nie sluzy ani Pani ani czytelnikom londynka.

  • Purystka
    19 maja, 17:49

    Zgadzam sie z Ana. Tytul artykulu bardzo mnie zainteresowal i chcialam sie czegos ciekawego dowiedziec, ale nie dbrnelam do konca, bo juz na samym poczatku przestalam rozumiec o co w artykule chodzi... Chaos, chaos, chaos. Londynku i droga pani redaktor: Pomysl super, wiedza super, wykonanie do bani. A szkoda

  • Gosia butler
    20 maja, 10:40

    Od dziewięciu lat już tu piszę: Proszę się uczyć SLANGU (i walczę z przekonaniem, że "Slang jest dla klas niższych") i oto sam POTUS używa "nutjob" - sprawia mi to dużą satysfakcję...

    http://www.urbandictionary.com/define.php?term=nutjob

    Slang daje nam wyrazistość i ładunek emocjonalny, których nie daje "normalny" ("szkolny"?) język.

    A zanim tym Paniom powyżej "Au revoir" powiemy - to niby ja udaję, że piszę dla własnej przyjemności??? Jakiś orgazm symulowany czy jak? Nie, nie udaję -

    piszę dla własnej przyjemności!

    "Dobrnęłam" (PO CO)? Panie mi nieświadomie komplementy prawią - nie pamiętam statystyk, ale bardzo mało osób "dobrnie" do końca czegoś tam w sieci (pisałam o tym wielokrotnie). To tylko radę dam: może tak nie "brnąć", ale wcześniej się wyłączyć, lub tylko "klikane" przerobić? Czasy "czytania ze zrozumieniem" juszzzz dawno za nami...

    ...że o tym "służyć" nie wspomnę... Panie chcą mną sterować... żeby nie było wątpliwości: przecież język i styl są celowe! Take it or leave it!

    Jedno pewne: niepowtarzalna jestem!

    Ale miałam napisać coś innego związanego z tematem artykułu: państwo się nam juszzz wtrąca do własnego, JEDYNEGO domu i - według projektu Torysów - będzie zabierać na opiekę wszystko - do ostatnich stu tysięcy funtów (co nie pozostawia dużo dla spadkobierców na pułudniu Anglii).

  • Gosia butler
    20 maja, 11:10

    FELIETON (fr. feuilleton - zeszycik, odcinek powieści) - specyficzny rodzaj publicystyki, krótki utwór dziennikarski (prasowy, radiowy, telewizyjny) utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający - często skrajnie złośliwie - osobisty punkt widzenia autora.
    Charakterystyczne jest częste i sprawne "prześlizgiwanie" się po temacie.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Felieton

  • Purystka
    20 maja, 14:58

    Brawo pani Gosiu za komentarz bynajmniej na poziomie, za nieumiejetne przyjmowanie krytyki i brak umiejetnosci uzasadnienia. Co ma definicja slangu i felietonu to kompletnego chaosu, ktory widac w kazdym Pani tworze. Dalej: Wytyka Pani nieumiejetnosc czytania ze zrozumieniem: To Pani nie potrafi czytac komentarzy ze zrozumieniem na co wakazuje odpowiedz. Sugeruje Pani, zeby nie czytac jak sie nie podoba. Ale temat sie podoba, wiedza sie podoba! Problemem jest FORMA! I kazdy to Pani wytyka. Skoro kazdy to moze (londynku) czas cos z tym zrobic? Malo tego

  • Xxxx
    20 maja, 19:47

    Mam wrazenie, ze to tresc notatki, która ma służyć tylko autorce... trzeba sie domyślać o co akurat chodzi . Zupełnie bez składu aczkolwiek bardzo ciekawy temat . Pozdrawiam

  • Gosia butler
    21 maja, 08:32

    Znalazłam! 25% "czytelników" kończy artykuły w sieci!

    http://www.slate.com/articles/technology/technology/2013/06/how_people_read_online_you_might_finish_this_article.html




  • Czytelnik
    21 maja, 08:36

    O matko kochana, Gosia napisala typowy felieton, po to definicja. Faktycznie, czytanie ze zrozumieniem lezy, doswiadczam tego pracujac w szkole, ale to przez te testy wyboru i trafianie w klucz, zabijanie wlasnego myslenia i indywidualnosci przez szkoly. Czyli tzw upupianie i przyklejanie geby. Artykul zrozumialy i zabawny. Chociaz, musze przyznac, ze czasami Twojwe artykuly Gosiu dotykaja mnie personalnie, ale to juz wiadomo z jakiego powodu. Pozdrawiam Gosie i zycze duzo dystansu czytelnikom.
    G.

  • Jan
    21 maja, 18:51

    I artykul i Pani komentarz pod komentarzami Pani Any i Pani Purystki jest do 4 liter. Pani Malgrzato, prosze siebie poczytac z poziomu czytelnika londynka, wtedy sama Pani stwierdzi...Co za bzdury ja tu wypisuje. Niestety, ale taka jest prawda. I niech Pani nie obraza tych Pan, ze nie potrafia czytac ze zrozumieniem, Pani sie nie da zrozumiec.

  • Silicone
    21 maja, 19:29

    Proszę rozważ Gosiu swoją sytuacje . Przecież dajesz swoje imie i nazwisko nad artykułami . Lepiej będzie przestać wcześniej niż później . Myśle że lepiej Ci pójdzie nauczanie przez SKYPE lub prywatnie . Pisanie na londynku wymaga dużej znajomości nauczycielskiej . Mało ludzi to potrafi ale tacy istnieją i trzeba nowym dać szanse.

Dodaj komentarz


Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 27.07.2017
GBP 4.777 złEUR 4.265 złUSD 3.637 złCHF 3.812 zł

Sport


Reklama