Menu

Z Londynu na Przystanek Woodstock... rowerem

Z Londynu na Przystanek Woodstock... rowerem
Marta Męcik uwielbia jeździć na rowerze odkąd pamięta. (Fot. archiwum M. Męcik)
Na Przystanek Woodstock, do Kostrzyna nad Odrą (woj. lubuskie), uczestnicy dojeżdżają najróżniejszymi środkami lokomocji: samochodami, autobusami, pociągami, autostopem... Marta Męcik ma zamiar dotrzeć na festiwal rowerem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wyruszy z... Londynu. A przy okazji będzie zbierać fundusze na pomoc zwierzętom.

Na nietypowy pomysł 22-latka wpadła miesiąc temu. Jak w przypadku wielu takich akcji, pomysł na nią narodził się zupełnie banalnie.

„Rozmawiałam z koleżanką o planach wyjazdu na Woodstock i zażartowałam, że jeśli bilety lotnicze będą drożały w takim tempie, to chyba pojadę do Polski na rowerze” - wspomina.

Jak mówi, zawsze lubiła pedałować, jednak choć do Londynu przyjechała 3 lata temu, dopiero we wrześniu 2016 zdecydowała się na zakup roweru.

„Na początku bałam się ruchu lewostronnego. Teraz jeżdżę wszędzie, gdzie tylko się da. Byłam nawet w Brighton” - mówi z dumą.

Odkąd przyszedł jej do głowy pomysł wyprawy do Polski, zaczęła regularnie pokonywać większe dystanse. Raz w tygodniu stara się wyruszać w dłuższe trasy i stopniowo zwiększa odległości.

Próba samodzielności

Marta nie będzie pionierką na tej trasie. Przez grupę na Facebooku udało jej się nawiązać kontakt z Polakiem, który zrobił to rok wcześniej. W tym roku chce powtórzyć wyczyn, jednak będzie pedałował z Norwegii.

„Poznaliśmy się w sieci i już po kilku dniach zdecydowaliśmy się jechać razem do Brighton. To było dla mnie ważne doświadczenie — choć świetnie się dogadywaliśmy, jeśli chodzi o tempo i przerwy, to zrozumiałam, że wolę jednak podróżować sama. Mogę wtedy jechać we własnym tempie, niezależna od nikogo i odpowiedzialna tylko za siebie. Chcę, aby ta wyprawa była dla mnie próbą samodzielności, a także czas, który spędzę sama ze sobą” - tłumaczy Marta.

Ten ostatni aspekt jest dla naszej rozmówczyni bardzo ważny, ponieważ jak mówi, na co dzień tej samotności jej czasem brakuje. Pracuje z ludźmi, jako ochroniarz w parku rozrywki, a po godzinach uczy samoobrony. Choć zawsze lubiła trenować sztuki walki – to raczej traktowała to jako hobby.

„Nie jestem sportowcem ani tym bardziej kolarzem, a mimo to chcę się tego podjąć. Pragnę pokazać ludziom, że każdy może tego dokonać. Bardzo bym chciała, żeby znalazły się osoby, które
też podejmą takie wyzwanie” - przekonuje.

Co znaczy człowiek

Marta liczy, że w 8 dni pokona 1,3 tys. km. (Fot. archiwum M. Męcik)

Martą kieruje także chęć dokonania czegoś spektakularnego, nadzwyczajnego. Cieszy się, że wpadła na pomysł, który całkowicie ją pochłonął. Tym bardziej że nie robi tego tylko dla siebie. Postanowiła, że połączy podróż z akcją charytatywną. Jako że kocha zwierzęta, zdecydowała się przeprowadzić zbiórkę na rzecz przytuliska dla zwierząt „Przystań Ocalenie”, z jej rodzinnego miasta – Tychów.

Komitet Pomocy dla Zwierząt istnieje od 1998 roku. Zajmuje się zbiórką pieniędzy na wykup koni prosto z transportów, baz przeładunkowych, targów końskich i od ludzi, którzy chcą się ich pozbyć.

„Przystań Ocalenie nie jest normalnym miejscem. To dom zwierząt. Wszystko postawione na głowie: ludzki czas podporządkowany zwierzętom, domowe sprzęty przystosowane do ich potrzeb, zwierzęta żyjące w zgodzie. Psy śpią przytulone do kotów, koziołki obok świni, konie podchodzą do obcych i pozwalają się głaskać. Jakby wolały nie pamiętać, co często znaczy słowo „człowiek” - można przeczytać na stronie stowarzyszenia http://www.przystanocalenie.pl.

Marta Męcik nie ukrywa, że miała wiele obaw związanych z proszeniem o wsparcie. Dlatego ustaliła niski cel – 250 funtów. Całość zebranych pieniędzy przekaże na przytulisko.

Równolegle działaczka poszukuje w Polsce firm i osób, które mogłyby przeznaczyć produkty takie jak jedzenie czy środki czystości dla „Przystani”.

Jako że od 3 lat nie jada mięsa, chce także zwrócić uwagę na wegetarianizm i pokazać, że osoby odżywiające się w ten sposób wcale nie są słabsze.

Ile może zdziałać jednostka

Z domu w południowo-zachodniego Londynu ma zamiar wyruszyć 24 lipca. Codziennie planuje pokonywać 150 km – w sumie przeznaczyła na dotarcie do celu 10 dni, z zapasem na nieprzewidziane sytuacje.

Będzie jechać przez Francję, Belgię, Holandię i Niemcy. Najpóźniej 2 sierpnia ma zamiar dotrzeć do Kostrzyna. Festiwal rozpocznie się dzień później i potrwa do 5 sierpnia.

Osoby chcące wesprzeć akcję, mogą dokonać wpłaty za pośrednictwem strony

https://www.justgiving.com/crowdfunding/marta-marta.

„Wielu ludzi myśli, że jedna osoba niewiele może zdziałać. Ja chcę zebrać te jednostki i pokazać, jaka suma wyjdzie, gdy każdy da coś od siebie, choć drobną wpłatę” - przekonuje.

Patronat nad wyprawą objął portal Londynek.net.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.75 / 12

Komentarze


  • Henryk moskala
    6 maja, 19:25

    Gratulacje. Mam taki sam zamiar, tyle że w przyszłym roku, na moje 60-te urodziny. Do mojego rodzinnego miasta, Skoczowa. Pozdrawiam Cię i trzymam kciuki Marto, powodzenia. Henryk.

Dodaj komentarz


Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 23.11.2017
GBP 4.731 złEUR 4.211 złUSD 3.556 złCHF 3.624 zł

Sport


Reklama