Menu

Na deskorolce dookoła świata, czyli podróż za milion zdjęć!

Na deskorolce dookoła świata, czyli podróż za milion zdjęć!
Każdy może podróżować - przekonuje Tomasz Dworczyk. (Zdjęcia: Archiwum prywatne Tomasza Dworczyka)
3 miesiące pracy w Londynie, 7 miesięcy podróży za jedną wypłatę - wszystko jest możliwe! Historia Tomasza Dworczyka ma na celu inspirowanie innych do... wzięcia wyjątkowego urlopu!

Opowieść rozpoczyna się dwa lata temu, jeszcze w Polsce. Zmęczony ciężką pracą w korporacjach, zbierając pieniądze na wymarzony urlop poczuł, że coś w nim pękło. Ile by nie pracował i ile by nie zarabiał, to i tak pieniądze rozchodziły się gdzieś - a to rachunki, a to dojazdy czy podatki... Starczało ledwo na wypad za miasto. Kiedy zapytał szefa o urlop i usłyszał, że w tym terminie nie może nigdzie pojechać, miarka się przebrała - i tak zaczęła się przygoda, a właściwie urlop życia pochodzącego z Koluszek Tomasza Dworczyka.

Europa za grosze

Rzucił "dobrze płatną pracę", złapał za deskorolkę, aparat i... poszedł łapać swój pierwszy w życiu autostop. Jego pasją zawsze było fotografowanie i jazda na deskorolce, a że zawsze marzył o podróżowaniu - po prostu zaczął to robić! Przez kilka miesięcy zwiedzał Europę za grosze - śpiąc pod namiotem gdzie popadnie i jeżdżąc stopem - pieniądze wydawał tylko na jedzenie. Starczyło na kilka miesięcy.

Tomasz wybrał życie w drodze...

Całą podróż dokumentował od początku do końca i po powrocie do Polski chciał się podzielić swoją historią - żeby zmotywować innych do spełniania swoich marzeń. Niestety, ostatniego dnia w Barcelonie został okradziony. Stracił aparat, kamerę i wszystko, co uwiecznił przez całą podróż...
Obudził się mając tylko i wyłącznie deskorolkę, telefon i 20 euro w kieszeni. Wtedy dopiero zaczęła się prawdziwa podróż: na deskorolce przez Europę! Przejechał 2 000 km w 6 dni, nocując na stacjach benzynowych i McDonaldach, gdzie zawsze jest woda zdatna do picia, a 20 euro wystarczyło na chleb i dżem na całą drogę...

Ostatni autostop, jaki złapał pod Berlinem, to był Volkswagen "ogórek" pomalowany w kwiaty, a w środku grupa Niemców jadących do Polski na festiwal Woodstock. Tomaszowi pozostało zabrać się z nimi, bo przecież i tak nie miał nic do stracenia. Po 3 dniach festiwalu odzyskał wiarę w ludzi i naładowany pozytywną energią wrócił do rodzinnych Koluszek.

Londyński "przerywnik" i w drogę!

Po wyrobieniu nowych dokumentów dokładnie rok temu przyleciał do Anglii, żeby jak najszybciej zarobić na utracony sprzęt. Miał 29 lata i zero na koncie. Wtedy narodził się projekt "Podróż za milion zdjęć".

"Chcę objechać świat na deskorolce, zrobić milion zdjęć i każde z nich sprzedać za dolara" - opowiada Tomasz. "Pomysł w teorii wydaje się prosty, a przecież ja te zdjęcia i tak będę robił! Jeśli komuś się podobają i chce je wykorzystać, wystarczy mi symboliczny dolar. W zamian przygotuję pocztówkę z dedykacją z wyprawy i wyślę na maila" - zapewnia.

Z takim planem zamknął się w pracy na kilka miesięcy, skrupulatnie planując, wyszukując ekstremalnie tanie bilety lotnicze i odkładając zarobione funty. Po skompletowaniu ekwipunku została mu jedna ostatnia wypłata, ale 3 miesiące przed startem miał już kupione 5 biletów lotniczych za grosze i na przykład do Dubaju poleciał za około 200 zł! Spędził tam ponad tydzień i wydał na wszystko 600 zł - prawdopodobnie drożej kosztowałby go weekend nad polskim morzem...

Otwarta przestrzeń, przyroda, cisza... O takie widoki zdecydowanie trudno w Londynie...

Jeździł na deskorolce i łapał autostop w Dubaju. Kolejnym przystankiem był Bangkok i udział w zawodach z tajskimi skejtami, a także uczenie jazdy na desce mnichów w świątyniach...

Z Bangkoku pojechał autostopem do Kambodży zwiedzić słynne świątynie Ankoru. Znalazł się w zupełnie innym świecie. To był już drugi miesiąc pod drugiej stronie kuli ziemskiej i powoli zaczynało mu się tęsknić za domem...

Wtedy zrobił zdjęcie świątyni Ankor Wat z napisem Koluszki, żeby wysłać pozdrowienia dla wszystkich bliskich z rodzimego miasta.

"Jakże miłą niespodzianką była wiadomość od urzędu miasta, że przygotowują dla mnie paczkę z polskimi, regionalnymi specjałami! Wysłali mi ją do następnego miejsca na liście, czyli do Kuala Lumpur w Malezji. Łezka w oku się zakręciła po otwarciu kabanosów, pasztetu i sera żółtego, którego w Azji nie ma!" - wspomina Tomasz.

Po zwiedzeniu całej Malezji autostopem od góry aż do Singapuru - powoli zaczęły mu się kończyć pieniądze, ale o powrocie do "korpo" nie było mowy!

Bez pieniędzy ciekawiej!

"Zacząłem łapać się prac dorywczych tu i tam. Głównie w zamian za nocleg i wyżywienie - tak zwany wolontariat. Na początku prace polegały głównie na przynieś, podaj, posprzątaj w zamian za nocleg i wyżywienie - w barach i hostelach, a z czasem coraz częściej zdarzało mi się za swój nocleg zapłacić zdjęciami. Robiłem hotelom nowe portfolio na portale typu Booking, Hostelworld itp. Wtedy przyszła mi do głowy myśl, żeby udokumentować miesiąc życia bez użycia pieniędzy. Pokazać innym co zrobić, żeby nigdy nie wracać z upragnionego urlopu" - przyznaje nasz bohater.

Tymczasem sprawy się dość skomplikowały. Jego konto w banku zostało zablokowane z powodu przeterminowanej karty SIM. Nie mógł otrzymywać żadnych sms-ów z kodem do przelewów i tylko osobista wizyta w banku mogła to zmienić. Pieniądze na bilet powrotny zostały zamrożone aż do czasu powrotu...

"Wniosek był prosty: nie wracam. Nauczyłem się podróżować bez pieniędzy, to jedziemy dalej. Dorabiałem sobie w centrum Kuala Lumpur na hostelowej recepcji, a za jedzenie i nocleg płaciłem zdjęciami, więc znów udało się podreperować budżet. Wtedy przyszedł do głowy kolejny zwariowany pomysł. Zabiorę ze sobą 50 dolarów i polecę do jakiegoś kraju, żeby sprawdzić jak sobie poradzę i to udokumentować" - śmieje się Tomasz.

Nie każdy może mieć zdjęcie z sułtanem Brunei...

Stwierdził, że za długo siedział w miejskich dżunglach i na skateparkach, więc chciał polecieć z dala od cywilizacji. Przekopał oferty tanich biletów lotniczych last minute i tak odkrył Brunei (Państwo Brunei Darussalam), położone w Azji Południowo-Wschodniej, na północnym wybrzeżu wyspy Borneo. Zdążył tylko przeczytać, że jest to restrykcyjny muzułmański kraj, w którym rządzi sułtan - człowiek, który ma więcej pieniędzy niż cały Watykan... Doczytał jednak, że mają też skatepark, więc kupił bilet lotniczy za 50 zł i pojechał na lotnisko z 50 dolarami w kieszeni, zupełnie nie wiedząc, czego się spodziewać...

Wizyta w tym kraju zaskoczyła go pod wieloma względami, a mieszkańcy byli tak gościnni, że trudno mu było stamtąd wyjechać. 

Kolejny miesiąc spędził podróżując autostopem po Borneo - aż dojechał na drugi koniec wyspy. W mieście Kuching został zaproszony do wspierania akcji antynarkotykowej rządu Malezji, która polega na nauczaniu dzieci jazdy na deskorolce. W ten sposób w nowo odwiedzonym miejscu od razu znalazł wolontariat w zamian za ciepły posiłek.

Noclegi nadal opłaca za pomocą zdjęć lub nocuje w namiocie gdzie popadnie. I tak powoli realizuje podróż dookoła świata za pomocą zdjęć i deskorolki.

"Swoją historię dokumentuję od pierwszych dni, żeby zmotywować innych do ruszenia w pogoń za własnymi marzeniami. Chcę pokazać, że ogromne pieniądze nie są do tego potrzebne i dlatego przygotowuję kanał na YouTube, na którym będzie można zobaczyć filmy z każdego odwiedzonego kraju. Ostatnimi czasy zaczął mi wysiadać sprzęt,& więc publikuję coraz mniej zdjęć i artykułów - i tu ponownie z pomocą nadeszło wsparcie z Koluszek! Biuro promocji miasta Koluszki zebrało pieniądze na niezbędny dysk twardy, żebym mógł dalej dokumentować podróż na deskorolce dookoła świata" - cieszy się Tomasz.

"Z niecierpliwością czekam na nadesłane polskie produkty, którymi podzielę się z lokalnymi mieszkańcami, aby dokonać kolejnej wymiany kulturowej" - dodaje.

W niektórych krajach Tomasz już jest celebrytą...

Co dalej?

"Jak długo zamierzasz podróżować?" - pytamy naszego rodaka. "To bardzo dobre pytanie. Jestem już w połowie kuli ziemskiej, więc zamiast wracać wolałbym jechać naprzód. Paradoksalnie, żeby wrócić do Polski, muszę cały czas jechać przed siebie. Od samego początku moim celem była Ameryka Południowa, a marzeniem nr 1 zamieszkanie na jakiś czas na Wyspach Galapagos. Tylko z uwagi na budżet i brak doświadczenia w podróży z dala od cywilizacji zdecydowałem się najpierw na Azję. Zdaję sobie też sprawę, że bez języka hiszpańskiego nie przetrwam wyprawy do Ameryki Południowej, dlatego samodzielnie uczę się języka małymi krokami i przygotowuję do wyprawy" - odpowiada.

Zapytany, dokąd zamierza później wrócić, przyznaje: "Prawda jest taka, że nie mam zamiaru wracać do Europy na stałe. Kocham Polskę i chętnie spędzę w niej każde wakacje, ale z uwagi na sytuację polityczno-ekonomiczną nie stać mnie na życie w Polsce. Bardzo chętnie odwiedzę nasz kraj w lipcu, żeby pojechać na Woodstock. Byłem tam 7 razy i bardzo źle zniosłem nieobecność w tym roku.
Oczywiście nie mam środków na dalsze podróżowanie, ale już drugi miesiąc sobie z tym radzę... Bardzo mnie to spowalnia, ale da się tak żyć. Praca na wolontariacie co kilka dni w innym miejscu to ciekawe doświadczenie, choć potrafi męczyć..."

Całą nadzieję Tomasz pokłada w swoim projekcie "Podróż za milion zdjęć". W teorii jest to wykonalne - podkreśla. "To, na czym mi zależy to kontynuowanie podróży, motywowanie i pokazywanie drogi innym. Dlatego piszę artykuły, robię zdjęcia i tworzę kanał na Youtube, w którym zostanie wydane 3000 GB filmów z 7 miesięcy podróży nagrywanych od zmywania garów do wczoraj. Skoro ja mogłem to zrobić na wariata, za grosze, bez doświadczenia, to inni mogą zrobić na spokojnie z budżetem i ucząc się na moich błędach" - zaznacza.

Już teraz oficjalnie można wesprzeć projekt: https://patronite.pl/podrozzamilion

Więcej na temat projektu: https://www.facebook.com/podrozzamilion/

Z ostatniej chwili - wiadomość od Tomasza:

P.S. Za ostatnie pieniądze kupiłem bilet na Bali, ponieważ z powodu wybuchu wulkanu niebotycznie potaniały ceny! A ja zawsze chciałem zobaczyć aktywny wulkan, więc 2 w jednym. Nie mam jeszcze uzbierane na powrót, ale wierzę, że w 2 miesiące od teraz uda się uzbierać na Patronite dotacje...
Pozytywem jest to, że ludzie, którzy mnie wesprą symbolicznym dolarem, otrzymają dedykowaną pocztówkę z BALI - może nawet z wulkanu ;)

CDN...

Portal Londynek.net objął patronat nad projektem "podróż za milion zdjęć".

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 5.47 / 22

Komentarze


  • Ano_dla
    26 listopada, 15:35

    Ciekawy artykuł , niezwykła historia ,zwariowana podroż ,z niecierpliwością będę czekać na kolejne cdn.:) za możliwość czytania i oglądania wyczynów ziomala warto dać na Patronite piątala.

  • Skatefall
    27 listopada, 19:25

    Wow! Mega tekst☺next please .wyjechany trick gościa skejci foci i daje czadu .Tak trzymaj i good luck!

Dodaj komentarz


Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 13.12.2017
GBP 4.790 złEUR 4.215 złUSD 3.588 złCHF 3.619 zł

Sport


Reklama