Menu

Krótka, ale prawdziwa historia Brexitu (cz.1)

Krótka, ale prawdziwa historia Brexitu (cz.1)
W 1975 r. w Wielkiej Brytanii odbyło się pierwsze referendum ws. Brexitu (Fot. Getty Images)
Wielka Brytania wstąpiła do unii krajów, zwanej wtedy Common Market, w 1973 roku. Dwa lata później politykom przyszło do głowy, że może by tak zapytać elektorat o opinię. Było to pierwsze (ale nie ostatnie) referendum w (całej) Wielkiej Brytanii.

Bo referenda nie są brytyjską tradycją. Są też bardzo ryzykowne - co widać na załączonym obrazku. Może warto poznać historię Brexitu?

5 czerwca 1975 r. w Wielkiej Brytanii odbywa się referendum. 67,2% głosujących opowiada się za utrzymaniem członkostwa ich kraju we Wspólnocie. Tylko Hebrydy i Szetlandy głosują przeważająco na NIE. Co ciekawe: kampania na NIE nie miała charyzmatycznego przywódcy.

Wyśmiewałam się niedawno z polskiego psora*, który twierdził (autorytatywnie, jak to Polacy potrafią), że “referendum jest tylko doradcze”. W pewnym sensie miał jednak rację, bo to referendum z 1975 roku nie załatwiło kwestii raz na zawsze (patrz referendum z 2016 roku). Przeciwnicy unii z Europą musieli jednak czekać 41 lat na ten moment.

Historia Brexitu jest nierozłącznie związana z historią Partii Konserwatywnej. Pani Thatcher uzyskała wprawdzie rabat, ale jej ciągła opozycja do wszelkich pomysłów Europy przestała się podobać – i w Europie, i w UK. I pani T. została usunięta – ale nie przez elektorat, a przez oficjeli partyjnych, którzy uważali, że zaczęła się robić za bardzo eurosceptyczna. Żelazna Dama, opuszczając 10 Downing Street, płakała prawdziwymi łzami.

Nastał** eurolubny, ale słaby John Major (opuścił szkołę w wieku 16 lat, co nie przeszkodziło mu zostać premierem), który przy niewyłączonym mikrofonie nazwał swoich eurosceptycznych ministrów "bxxtards". Pisałam o tym w artykule Wilhelm taki i owaki.

Na początku lat 90-tych problemem stał się traktat z Maastricht, kiedy to w Izbie Gmin działy się „dantejskie sceny”, żeby ratyfikacji tego traktatu nie przegłosować. Maastricht Rebels, czyli torysowscy buntownicy, sprowadzili nawet jednego posła ze szpitala na noszach (w UK niemożliwe jest głosowanie „na cztery ręce”, bo głosuje się fizycznie przechodząc do sali ZA lub PRZECIW, oczywiście w jego przypadku: „przenosząc”). Ale żeby whips** (goryle torysowskie) go nie widzieli, schowano go w pomieszczeniach Partii Pracy. To się nazywa ponadpartyjna współpraca (bo i Partia Pracy miała w szeregach przeciwników integracji z Europą)!

Pani Thatcher była na początku bardzo za zjednoczoną Europą, a potem trochę mniej... (Fot. Getty Images)

Partia Konserwatywna była bardzo podzielona w temacie, ale rozłam nie nastąpił, bo była też silna wola trzymania partii razem. Tak więc jest tam i eurosceptyk Bill Cash, ale również bardzo proeuropejski Ken Clarke.

Jednak społeczeństwo nie dowierzało Torysom i zaczęły powstawać partie, których celem było powstrzymanie postępującej europejskiej integracji. Niedawno zmarła moja była „przyjaciółka” z Facebooka, córka emigrantów, rosyjsko-węgierska pani Helen Szamuely (bardzo wykształcona historyczka, obdarzona ciętym językiem). Była jedną z założycielek Anti-Federalist League, stanęła do wyborów 9 kwietnia 1992 roku i uzyskała 41 głosy. Wtedy obraziła się na politykę parlamentarną, ale dalej pracowała „dla sprawy”, m.in. tworząc blog Your Freedom and Ours. Widząc tytuł rodak pewnie pomyśli, że to o Polakach? Nie, jest to blog antyunijny, oczywiście po jej śmierci tworzony przez inne osoby.

Dlaczego piszę o tej dawno już zapomnianej pani? Otóż pewniego dnia stanęła na scenie w małej salce i przedstawiła publiczności „nową krew” - rozczarowanego Torysami maklera na giełdzie metali z zawodu, niejakiego Nigela Farage’a. Pana bez wyższych studiów, ale po prywatnej średniej szkole (czego Polacy nie rozumieją, a jest to dość dla Anglika, aby zrobić karierę). Wykształcenie wyniesione ze szkoły prywatnej w UK daje pewność siebie, więc pytam "wykształconych Polaków": co to znaczy "wykształcenie"?

W każdym razie ruch antyunijny uzyskał tu przedstawiciela z charyzmą - a również bardzo wytrwałego.

And the rest is history.

*dodajmy to do mojego niedawnego „uczennika”

**nie był najpierw wybrany w wyborach powszechnych – tak jak Teresa May. W ciągu ostatnich 100 lat dziesięciu premierów było wybranych<-a>, a 11 niewybranych przez ogół elektoratu. Jest to normalne, bo w UK głosuje się na partię, a nie na premiera. W ciągu kadencji parlamentu premier natomiast może odejść lub musi stawać do wyborów lidera partyjnego jeżeli ktoś rzuci mu (jej) rękawicę...

***whip - (dosłownie: bicz), po polsku: członek parlamentu odpowiedzialny za dyscyplinę partyjną

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 3.81 / 50

Komentarze


  • Czytelnik
    2 maja, 22:01

    Bardzo słabe masz te artykuły, Gośka. Mam nadzieję, że ci za to nie płacą. Piszesz o babie, która zdemolowała połowę Wlk. Brytanii, zniszczyła szkocki przemysł, zdewastowała związki zawodowe oraz wysłała miliony Brytyjczyków na benefity i to wszystko w kontekście brexitu. Piszesz o babsztylu, na której grób chodzą Brytyjczycy tylko po to, żeby na niego napluć i nasikać, a każda publiczna próba upamiętnienia jej osoby kończy się zamieszkami. Thatcher była chora psychicznie dokładnie tak samo jak Theresa May i nie tylko jedna ale obie te Panie nadają się tylko i wyłącznie: DO PIACHU!!!

  • Maniutek
    3 maja, 08:01

    Ty czytnik to jakiś je...ty jesteś , nie dość że farbowany to w dodatku dwu licowy jak oryginalny brytol . Psioczysz do okoła i na majową też ? a on dla ciebie twój ukochany brexit robi . Weź te chińskie torby i spakuj się do meczetu ,

  • Iza
    3 maja, 09:52

    Pozostaje nam tylko nadzieja, że (cz.2) nie będzie.

  • Gosia butler
    4 maja, 10:45

    Dziś mamy odpowiednik polskiej "ciszy wyborczej", która w UK normalnie nie istnieje - ale dziś, z powodu wyborów lokalnych, partie nie prowadzą kampanii wyborczej. Aby media 24-godzinne miały o czym mówić - mamy obwieszczenia księcia Filipa.

  • Gosia butler
    5 maja, 11:49

    Czuję się jak prorok, bo w drugiej części przepowiadam, że UKIP powinien się rozwiązać -
    pani M. "ukradła im" rację bytu... jak widać po dzisiejszych wynikach...

    Natomiast na rasowy temat "mieszkam w UK już X lat i jeszcze nigdy nie słyszałem(-łam) o..." - jeden z radnych został wybrany przez ciągnięcie słomek:

    http://www.dailymail.co.uk/news/article-4476484/Northumberland-council-seat-decided-drawing-straws.html?ITO=1490

    Nie, nigdy o tym nie słyszałam...

    I proszę nie pisać: "Czy ktoś z Was tak miał, że został wybrany-dostał pracę przez losowanie słomek?" Jest to rasowy ONE-OFF, rara avis (bardzo, bardzo rzadko się zdarza)...

  • Baltazar Gabka
    6 maja, 15:10

    Gosia Butler - talking from Uranus again, dear?

  • Czytelnik
    9 maja, 07:29

    Gosia Butler, nie slyszalas o ciagnieciu slomek, bo 'klasyki' brytyjskiej literatury nie znasz ;) Jeffrey Archer opisuje takie zdarzenie i to niejednokrotnie w swoich ksiazkach. Uwielbia opisywac rytualy wyborow lokalnych, ze wszystkimi ich idiosyncracies .

Dodaj komentarz


Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 26.05.2017
GBP 4.794 złEUR 4.180 złUSD 3.725 złCHF 3.838 zł

Sport


Reklama