Menu

Jak przeżyć rozwód i nie zwariować?

Jak przeżyć rozwód i nie zwariować?
Z jednego wspólnego świata znów czasem robią się dwa osobne... (Fot. Thinkstock)
O ile łatwiej w chwilach uniesienia i stanu zakochania podjąć decyzję o ślubie, tym o wiele trudniej jest przyznać przed samym sobą - no cóż, pomyłka...

Życie to nie bajka. Niestety. Choć zapewne każdy z nas chciałby, żeby wszystko się ułożyło jak w pudełku, czeka nas wiele rozczarowań. Jednym z nich bywa rozwód, coraz częściej występujący w społeczeństwie. Obecnie żyjemy szybciej, intensywniej, jesteśmy bardziej egoistyczni, nastawieni na „siebie“, a mniej na obiektywnie uznane wartości.

Mniej więc zdziwienia, gdy słyszymy: Kasia się rozwodzi, Krzysiek ma kochankę, Anka zdradza męża, a Paweł woli się spełniać zawodowo niż „bawić się“ w głowę rodziny. Szok pojawia się w momencie, gdy to wyświechtane słowo dotyczy nas.

Nie ma co się oszukiwać, rozwód to nie błaha sprawa i niesie ze sobą o wiele większy stres niż zawarcie związku małżeńskiego. O ile łatwiej w chwilach uniesienia i stanu zakochania podjąć decyzję o ślubie, tym o wiele trudniej jest przyznać przed samym sobą - no cóż, pomyłka.

Ustalmy jedno: nikt nie przysięga przed Bogiem, czy w Urzędzie Stanu Cywilnego dozgonną miłość, uczciwość i tak dalej - po to, by jednocześnie zakładać, że się rozwiedzie. Zwłaszcza kobiety, wychowane na disneyowskich księżniczkach wierzą w miłość do grobowej deski. A potem ta „grobowa deska“ zamienia się w zdradę, zaniedbanie, chorobę, problemy finansowe (niepotrzebne skreślić).

Statystyki dają do myślenia - począwszy od 1980 roku liczba rozwodów w Polsce wzrasta systematycznie: 1980 - 39,833, w 1990 – 42,436, w 2000 – 42, 770, w 2010 – 61,300, natomiast w 2015 – 67,296 (dane z Głównego Urzędu Statystycznego). W Wielkiej Brytanii dzieje się odwrotnie - rewolucja w społeczeństwie spowodowała, iż coraz więcej par nie decyduje się na ślub, żyjąc latami w konkubinacie, natomiast osoby wybierające sformalizowanie swojego związku najpierw próbują życia pod wspólnym dachem. To z kolei przekłada się na mniejszy odsetek rozwodów.

 

Gdy rozważylismy już wszystkie argumenty "za" i "przeciw", czas na decyzję... (Fot. Thinkstock)

Pewna decyzja
W zasadzie decyzję o rozwodzie podejmujemy dwojako: albo jest to długi proces, w którym tkwimy wciąż łudząc się nadzieją (niektórzy do śmierci czekają z decyzją), bojąc się iż dzieci stracą stabilizację i pełną rodzinę, wynajdując sobie setki powodów, dla których warto tkwić w „małżeństwie na papierze“, lub decyzję o rozwodzie wywołuje jakieś konkretne zdarzenie.

Niezależnie od sytuacji, najtrudniejsze wydaje się podjęcie decyzji o końcu małżeńśtwa, rodziny, w momencie gdy jesteśmy pewni, iż nie da się uratować, tego co nas łączyło. Na szczęście potrzeba jest matką wynalazku, dano nam prawo do zawierania małżeństwa i jednocześnie prawo do rozwodu.

Oczywiście przed podjęciem ostatecznej decyzji czeka nas multum nieprzespanych nocy, gdybania, rozpamiętywania, żalu, podjęcia prób ratowania związku, który przecież miał trwać całe życie. O wiele jednak spokojniej nam będzie funkcjonować, gdy postawimy krok do przodu, wielki i najtrudniejszy - wypełnimy papiery rozwodowe i pozwolimy na procedurę zakończenia małżeństwa.

Decyzja musi wychodzić z nas samych, w przeciwnym razie znajdzie się stado życzliwych ciotek, wujków, znajomych, którzy będą próbować nas przekonać, że „rozwód to ostateczność“. Jasne, można sobie pomyśleć, tylko że owa „ostateczność“ dopadła nas za wiele razy, więc rozważanie „poczekania“,“ tego, co ludzie powiedzą“, „co ksiądz pomyśli“, itp., nie ma sensu jeśli mamy przekonanie o własnej racji.

Żałoba
Z rozwodem jest w pewnym sensie jak z opłakiwaniem bliskiego na pogrzebie i żałobą. Dajmy sobie na to czas. Nie zadręczajmy się codziennie własnym nieszczęściem, przyjmijmy to za nieodłączny element rozwodu, czyli pewnego rodzaju śmierć. No bo w końcu ktoś umarł, coś umarło - my, relacja, związek, rodzina, ale przyjmijmy do wiadomości, że to już się stało. Czas żałoby. Ktoś może pomyśleć - jak żałoba, gdy mąż bił mnie i dzieci od pięciu lat? Otóż nie opłakujemy tylko odejścia do nowego obiektu westchnień cudownego współmałżonka, którego być może wciąż kochamy. My opłakujemy samych siebie, nasze dotychczasowe życie, które było w jakiś sposób nieszczęśliwe, stąd też podjęliśmy drastyczną decyzję.

Na tym etapie przydatny może okazać się psychoterapeuta, zwłaszcza, jeśli rozstanie związane jest z traumatycznymi przeżyciami, przemocą lub jednostronną winą współmałżonka. Nie bójmy się tego, obca osoba podejdzie obiektywnie do naszego życia, doświadczeń i pomoże nam znaleźć w sobie siłę na postawienie „kropki“.

Odzyskanie siebie
Stan smutku i rozpaczy mamy już za sobą. Wiemy, co było źle, może i to nasza wina, może część, albo w ogóle. To już nieistotne. Teraz czas na „mnie“. Czas przypomnieć sobie kim byliśmy przed związkiem, ślubem. Przecież egzystowaliśmy, mieliśmy życie, może jakieś pasje, z których zrezygnowaliśmy, gdyż nasz partner był temu przeciwny?

Eureka! Nagle się okaże, że tak naprawdę, zawierając związek małżeński, daliśmy w posagu połowę siebie za zakładnika czyichś oczekiwań. To mogą być małe rzeczy i wielkie sprawy. Koniec z grą w piłkę nożną, rezygnacją z kursu tańca towarzyskiego, z pracy, z marzeń o podróżach. Być może podczas trwania małżeństwa zmuszeni byliśmy do robienia czegoś niekomfortowego dla nas samych, ale robiliśmy to by zadowolić współmałżonka?

Poswawolmy sobie i ze śmiechem puknijmy się w czoło - bo dojdziemy do wniosku, że krok za krokiem faktycznie sprzedaliśmy kawałek swojej duszy za relację, której koniec właśnie następuje. Ufff... Co za ulga!

Rozkoszowanie się samotnością
Uwaga - teraz będzie miło. Jesteśmy sami! Nareszcie. Nie musimy zbierać prania z podłogi, martwić się co na obiad, jak pogodzić dwa programy w TV o jednakowej godzinie transmisji, nawet toaleta jest w końcu tylko nasza. Po długim dniu siadamy rozleniwieni w salonie, nie musimy cofać nóg, robić miejsca dla drugiej osoby, słuchamy głośno SWOJEJ muzyki.

To może być jeden z najlepszych momentów w naszym życiu... (Fot. Thinkstock)

Odzyskaliśmy wolność. Prawo do pilota. Do głośnego bekania. Do posiadania całej kołdry tylko dla siebie.
Później nam ciężko będzie wyjść z tej samotni, gdy pojawi się ktoś nowy na poważnie, ale to już inna historia. Póki co, relaksujemy się cudownym stanem kawalerskim.

Kwestia dzieci
Pewnie w większości przypadków rozwodu, rozbijamy rodzinę. Pozbywamy dzieci możliwości dorastania z obojgiem rodziców, choć z czasem może uzupełnić nowy partner. Ta kwestia jest najdelikatniejsza i kiedy już opanujemy swoje emocje związane z rozstaniem, dopadnie nas gorycz porażki jako rodzica. Dorośli ludzie poradzą sobie znacznie lepiej z brudem doświadczeń niż dzieci.

Na pewno i nas spotka nie raz sytuacja, w której latorośl wypomni nam rozstanie z drugim rodzicem. Wymaga to wiele cierpliwości i zrozumienia. Dzieciaki potrafią w jednej chwili wykrzyczeć całą złość na ciebie, by za chwilę cię przytulić i powiedzieć coś zupełnie odwrotnego. Niedojrzali ludzie często używają takich zachowań przeciw sobie, nie dostrzegając tego co oczywiste - dziecko cierpi, obwinia na ślepo w zależności od danej sytuacji, a tak naprawdę po prostu chce, by rodzice znowu żyli razem.

To nie jedyny problem z dziećmi po rozwodzie. Przecież każdy z nas chce ułożyć sobie życie na nowo, nie założymy habitu by żyć w celibacie do końca życia, by ukarać się z wcześniejsze doświadczenia. Po jakimś czasie, krótszym lub dłuższym, poznajemy kogoś i choć podchodzimy do tej osoby z większą ostrożnością, to nieuniknione staje się poznanie z dziećmi. By nie wywołać szoku u latorośli warto zrobić to stopniowo, nie zwalać dziecku na głowę nowego „tatusia“ oznajmując: od dziś ten pan mieszka z nami.

Tu potrzebna nam będzie strategia, która zaowocuje w przyszłości. Nie wolno dawać dziecku powodów do tego, by sądziło, iż odchodzi na dalszy plan w związku z nowym partnerem. Powinniśmy etapami pokazać córce czy synowi, że to jest osoba godna zaufania, że rodzic jest z tą osobą szczęśliwy oraz zapewnić jak najwięcej możliwości spędzania wspólnego czasu. Po jakimś czasie dziecko przyzwyczajone do obecności nowej osoby nie będzie miało rozdartego serca, zwłaszcza gdy nowy partner okaże się być lepszym rodzicem niż ten biologiczny (co też się zdarza).

Pocieszenie odbije się czkawką
Jeśli już o nowym partnerze mowa - rozwodnicy często wpadają w pułapkę pogoni za zapomnieniem. Nie ma nic prostszego i jednocześnie bardziej głupiego niż „skakanie z kwiatka na kwiatek“. Czujemy się wolni, jesteśmy singlami z odzysku, więc trzeba nadrobić „stracony czas". Prawda niestety jest zupełnie inna - najpierw musimy się nauczyć żyć sami ze sobą i pogodzić się ze stratą, od nowa zweryfikować swoje życie i poznać swoje potrzeby.

Przeświadczenie o tym, że „on jest taki jak mój były“ dopadnie nas nie raz. Będziemy balansować między niebem, gdy jest dobrze i piekłem, gdy kolejny wybranek okaże się „nie ten“. Więc chyba warto dać sobie trochę czasu, albo i więcej. Dzięki temu będziemy mniej narażeni na popełnianie tych samych błędów, uzbroimy się w mocniejszy pancerz, a nasze serce będzie zdobyte nie dlatego, że nie chcemy być sami, lecz z powodów czysto uczuciowych.

Celebracja
Kiedy nadejdzie dzień, gdy wręczony nam zostanie dokument stwierdzający zakończenie małżeństwa, będzie to najszczęśliwsza od dawna chwila. Do tego momentu pogodzimy się ze stratą, odnajdziemy siebie na nowo, nabierzemy dystansu.

W dobrym więc tonie będzie uczcić tę datę. Czemu nie? Dotrwaliśmy, a teraz może być już tylko piękniej. Kupmy sobie prezent, wypijmy lampkę szampana, pochwalmy się tym wśród znajomych. To powód do dumy, nie wstydu. Bez względu jakie były przyczyny, zostawiamy przeszłość w tyle, a przed nami kolejny etap życia ubogacony doświadczeniami.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4.08 / 13

Komentarze


  • Ale sie usmialem,wolne za
    25 lipca, 16:14

    Najpiekniejsze panny lgnęły do mnie jak pszczoly do ula / kilkadziesiat sztuk / .Musialem kombinowac pod pretextem ze ide kupic kawe i ztleniałem sie.Nachalni koledzy byli jeszcze gorsi, przeszkadzali w rozmowie,ze panna mowi zmieniamy imprezke bo nijak z nimi wytrzymac z tymi belmondami.

Dodaj komentarz


Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 11.12.2017
GBP 4.765 złEUR 4.204 złUSD 3.563 złCHF 3.596 zł

Sport


Reklama