Menu

Czego uczy rosyjska ruletka?

Czego uczy rosyjska ruletka?
Autor książki z Anetą Kubas w polskiej bibliotece Biblary. (Fot. archiwum Biblary)
Skorumpowani urzędnicy, piękne kobiety, rosyjsko-czeczeńska mafia, porachunki na śmierć i życie - to realia, w jakich na co dzień obracali się w latach 90. XX wieku Rosjanie, a także przyjezdni. Mirosław Szwąder przez 2 lata żył w rzeczywistości, która zaskakiwała go na każdym kroku. Dopiero po 20 latach, w Irlandii, odważył się przelać to wszystko na papier.
Reklama

Dlaczego czekał tak długo? Z autorem rozmawiają Aneta Kubas z Londynek.net oraz Kasia Forest z Dublin City FM.

Kasia Forest: Historia, którą opisujesz, wydarzyła się naprawdę, w latach 90. ubiegłego wieku. Mało tego, przydarzyła się ona Tobie. Dlaczego czekałeś aż 20 lat, żeby wydać tę książkę?

- Akcja książki dzieje się w latach 1992-94, bardzo specyficznych i ciekawych latach dla całej Europy Wschodniej. Dlaczego 20 lat? Odpowiedź na to pytanie jest w pewnym sensie w książce, ale także dlatego, że do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że potrafię pisać. Po trzecie, musiałem dojrzeć do przyznania się do swoich błędów, decyzji i czynów. Książka jest swego rodzaju rachunkiem sumienia, a przy tym opowieścią o tym, jak ja postrzegałem ten kraj, ludzi i tamte czasy widziałem. Zaznaczam, że nie jest to reportaż, lecz wspomnienia.

"Rosyjska ruletka" ukazała się 2 lata temu.

K.F.: Książka opowiada o Rosji po upadku komunizmu, z czasów rządów Borysa Jelcyna. Mamy tu Rosję od Kaliningradu, poprzez Syberię, po Bajkał. Co najbardziej w tym kraju Cię zadziwiło?

- W Rosji zadziwiony byłem praktycznie codziennie. Każdego dnia przydarzało się coś, co korygowało moje poglądy o tym kraju. Jeśli miałbym opisać te wszystkie zdarzenia, to książka musiałaby być dziesięć razy grubsza. Przede wszystkim ludzie – są inni, niż nam się wydaje. Są bardziej otwarci, bardziej uczuciowi, a przy tym bardziej pragmatyczni. Weselsi, ale też łatwiej dają się ponieść emocjom. Oczywiście, każda z nacji ma swój odrobinę odmienny charakter. Bierze się to z warunków geograficznych, politycznych, socjalnych, jak również często wynika z tradycji. My z perspektywy kraju “wschodnio-zachodniego” postrzegamy wszystkich żyjących na wschodzie za gorszych od nas. Niesłusznie, bo ci ludzie są naprawdę ciekawi. Chciałem pokazać specyfikę ich życia, charakteru i mentalności.

Aneta Kubas: Do kogo skierowana jest ta pozycja?

- Do każdego czytelnika. Okładka, na której jest mężczyzna z pistoletem, wcale nie świadczy o tym, że jest to książka o przemocy. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety znajdą tu coś dla siebie. Na pewno jest ona przeznaczona dla czytelników dorosłych, dla każdego, kto choć trochę interesuje się światem.

A.K.: Na wieczorze autorskim w polskiej bibliotece w Dublinie “Biblary” pokazywałeś, jak zmieniał się Astrachań od czasu, kiedy tam byłeś. Ciekawi mnie, czy wracałeś tam kiedykolwiek, czy szukałeś siebie z lat młodości?

- Odkąd wyjechałem w 1994 roku, nie byłem w Rosji, ale kontaktowałem się z tymi, którzy jeszcze żyli, między innymi z Walerym i Galiną, jednymi z głównych postaci. W zakończeniu książki jest podana przyczyna, dlaczego tak się stało.

K.F.: W książce mamy wątek sensacyjny, który przewija się praktycznie przez całą Twoją opowieść. Co to jest za wątek i jak się on ma do tytułu książki?

Spotkanie autorskie w rodzinnej Ustce. (Fot. Archiwum M. Szwądra)

- Tak, ten wątek sensacyjny prowadzi czytelnika przez całą opowieść. Idąc jego tropem, ma on możliwość rozejrzeć się, jak wyglądały na przykład nacje w Rosji, a wśród nich Rosjanie, Kazachowie, Tatarzy, Ukraińcy, czy też nacje kaukaskie: jak Gruzini, Czeczeńcy, Ormianie. W Rosji żyje około 130 różnych nacji i trudno wymienić wszystkie.. Także jak odnoszono się do kobiet, jak wyglądał biznes, czy rozrywka.

Tytuł “Rosyjska ruletka” nawiązuje, jak wiemy, do gry, która jest ekstremalnie niebezpieczna. Moim zdaniem oddaje ona klimat życia w Rosji, życia na krawędzi. Bo właściwie wartość życia w Rosji w tym czasie była zerowa. Trzeba wziąć pod uwagę, że panoszyła się wtedy mafia i żołnierze, którzy wracali z Afganistanu po przegranej wojnie. To wszystko tworzyło aurę wręcz pogardy dla śmierci. Ludzie się nie przejmowali: “umarł, to umarł – trudno, zdarza się”.

A.K.: Jak wygląda proces twórczy u Ciebie? Jestem ciekawa, czy jesteś jak malarz, który nie pozwala nawet zerknąć na zarys dzieła, póki nie skończy, czy raczej chętnie podsuwasz fragmenty tekstu bliskim, aby korzystać z ich sugestii?

- Nie jestem aż tak zazdrosny o swoje dzieło i podpieram się opiniami bliskich, znajomych – są one dla mnie drogowskazami. Nie piszę z kalendarzową regularnością, a raczej pod wpływem impulsu. Jeśli pojawia się pomysł, idea – przelewam ją na papier. I tak posiłkując się opiniami, dobrnąłem do końca.

K. F.: W "Rosyjskiej ruletce" występują różni bohaterowie: urzędnicy, członkowie mafii, piękne Rosjanki, Gruzini. Czym się charakteryzują ludzie, których spotkałeś i czego się od nich nauczyłeś?

- By odpowiedzieć na to pytanie, posłużę się fragmentem z posłowia: Spotkałem wielu ludzi pełnych nadziei na lepsze jutro i pewnych, że ich kraj kiedyś znów będzie mocarstwem. Obcowałem z nimi tak blisko, że mogłem dotknąć ich życia. Sam po trosze przesiąknąłem tą wschodniosławiańską mentalnością. Inną od naszej, ale czy gorszą? Z pewnością nie, bo nie da się jej ocenić w kategoriach dobra i zła. Jest inna, jak wiele kultur na świecie, których odmienność nie ma znaku jakości, bo one są, jakie są. Jak je oceniać? Przez dwa lata istniałem w świecie innej rzeczywistości, w innych realiach. Przeżyłem w tym czasie wiele chwil, których nie sposób zapomnieć. Niektóry wspomnienia już wyblakły, a inne pomimo upływu czasu wciąż są żywe. Nie wszystkie zmieściły się w tej opowieści, bo nie sposób tak wyjątkowych 2 lat, gdy niemal każdego dnia spotykałem się z czymś niezwykłym, zawrzeć w jednej książce.

Myślę, że ten fragment podsumowuje to, że te 2 lata życia wśród Rosjan dużo zmieniły w mojej mentalności, dużo zrozumiałem i wzbogaciło mnie to. Oprócz tego, że poznałem — można by powiedzieć ''od podszewki''- inny, ciekawy świat, to nauczyłem się szacunku do ludzi, do ich odmienności. Po tych wszystkich doświadczeniach dotarło do mnie, że granica życia i śmierci jest niczym cienka, niewidzialna szyba. Wystarczy jeden nieopatrzny, nieprzemyślany krok w złym kierunku, aby ją stłuc. Stałem się bogatszy o wiedzę. Wiem to, co jest tam na wschodzie, jacy ludzie tam mieszkają, czego pragną, a czego się boją. Być może ta wiedza nigdy mi się nie przyda, ale ją mam i o tyle jestem bogatszy.

Autorem wszystkich ilustracji jest M. Szwąder. (Fot. Archiwum M. Szwądra)

K.F.: Co było największym wyzwaniem podczas pisania “Rosyjskiej ruletki”?

- Myślę, że najtrudniejsze było przyznanie się do własnych błędów. Nie piszę o sobie jak o superbohaterze, który zawsze wszystko robił jak najlepiej, zgodnie z sumieniem. Jest to swego rodzaju rachunek sumienia.

A.K.: W tym roku masz zamiar wydać książkę, która jest zupełnie inna, jest kompletną fantazją...

- Tak postanowiłem, że aby sprawdzić swoje zdolności, puszczę wodze nieograniczonej fantazji. Dlatego wziąłem się za bajkę. Jest to duże wyzwanie, ale mam nadzieję, że sprawdzi się mój talent pisarski.

Czy zostaniesz przy tym samym wydawcy, czy masz na oku innego?

- Nie sądzę, abym następną książkę wydał z tym samym wydawcą. Powody są dwa. Po pierwsze, niestety mój wydawca nie bardzo angażuje się w promocję książki, choć w części partycypował w kosztach wydania. Po drugie książka, którą teraz piszę, jest tak odmienna od tej, którą już wydałem, że z pewnością będzie tu niezbędna zmiana firmy.

A.K.: Czy łatwo jest w Polsce wydać dziś książkę? Co radziłbyś osobom, które dopiero to planują?

- W dzisiejszych czasach, wszechobecnych komputerów i internetu, jest to tak łatwe, jak zalogowanie się na dowolnym portalu. Jednak jest w tym pewna pułapka. Większość oficyn (a jest ich naprawdę wiele) proponuje wydanie książki na własny koszt. Nie polecam, bo po pierwsze: taka firma nastawiona jest przede wszystkim na produkcję książki i tylko do tego ogranicza się zaangażowanie wydawcy w jej wydaniu. Po drugie: nie partycypuje w kosztach, więc nie ma interesu w tym, by publikację promować. A przecież na tym nam najbardziej zależy. Piszemy książkę po to, by podzielić się jej treścią z jak największą ilością czytelników.

Są też domy wydawnicze, które biorą na siebie część kosztów wydania, np. pół na pół. I tu sytuacja pod względem promocji książki wygląda lepiej, ale nasze dzieło musi rokować zainteresowanie szerszego grona czytelników.

Trzecia opcja to wielcy, renomowani wydawcy. Biorą oni na siebie cały ciężar wydania, zarówno finansowy, jak i promocyjny. Jednak żądają zrzeczenia się praw autorskich, proponują jedną trzecią tego, co np. firmy wyżej wymienione i w zasadzie nie są zainteresowane debiutantami. Po wysłaniu tekstu do redakcji czeka się miesiącami na odpowiedź, która może wcale nie przyjść. Ci wydawcy generują swój zysk przede wszystkim na przekładach bestsellerów i wydawaniu pozycji już dobrze znanych na rynku.

Nawet jeśli napiszemy naprawdę dobrą, ciekawą, wręcz porywającą książkę, to i tak musimy włożyć wiele pracy, czasu i zaangażowania w jej promocję. No i trzeba mieć też trochę szczęścia.

Dziękujemy za rozmowę.

- Również dziękuję za tę rozmowę i mam nadzieję, że była na tyle ciekawa, że czasu poświęconego na jej przeczytanie, nikt nie uzna za stracony. Dziękuję i zapraszam do lektury moich książek, tej już wydanej, jak również tych wszystkich, które się ukażą.

Twoja ocena:

Już zagłosowałeś!

Aktualna ocena: 4 / 2

Komentarze


Nikt jeszcze nie skomentował tego tematu.
Bądź pierwszy! Podziel sie opinią

Dodaj komentarz


Reklama
Reklama

Waluty


Kurs NBP z dnia 24.04.2018
GBP 4.800 złEUR 4.198 złUSD 3.440 złCHF 3.516 zł

Sport


Reklama